7.2.10

Przystanek sto trzydziesty ósmy

A na moim Przystanku znowu kamyczkowo. " Blue sunday", chciałoby się powiedzieć...




Doprawdy, aż żałuję, że niebieski nie jest moim ulubionym kolorem :)

Chyba dla równowagi, następny weekend powinien być w jakimś "moim" kolorze. Mam trochę przepięknych kolorowych agatów i od dłuższego czasu myślę sobie co tu z nich sobie ładnego wykombinować, ale jakoś bez skutku. Wszystko się musi u mnie odleżeć, aż doczeka się swojej kolejki. Może już niedługo ?


Prawda że apetyczne ?
Na kołowrotku pustki, ale za to przybywa mi kamizelki, czy też raczej kubraczka, bo ta moja kamizelka ma mieć krótkie rękawki. Mam już tył i połowe przodów, robię jak zwykle dwa na raz, żeby się nie zanudzić przy drugim i żeby nie musieć zapisywać ile oczek gdzie spuszczam, bo tego nie znoszę (zapisywać znaczy). Wolę się przemęczyć i tymi dwoma kawałkami na raz machać :)
Ehh, weekend znów przefrunął i znów zaczynam odliczanie ...
Co prawda nadchodzący tydzień będzie się troszkę różnił od tych normalnych, bo w środę ...
ale ćśśśśś..... lepiej nic nie napiszę, bo jeszcze Aronek podczyta, a to dla niego niespodzianka będzie.
Ale będzie heca, mówię Wam ! ...
:)

P.S. Mamuniu, nie denerwuj się, słowo daję że wiemy co robimy! Wszystko będzie dobrze, sama zobaczysz :)

31.1.10

Przystanek sto trzydziesty siódmy

Mówcie co chcecie, ale życie składa się jednak z weekendów i nie-weekendów.

Zimowe nie-weekendy przeczłapują się powoli, niechętnie, szaro, ciemno i sennie. Weekendy są za to stanowczo za krótkie!

Przez cały nie-weekend czekam na weekend.

No nie umiem inaczej. Wiem, wiem, że trzeba cieszyć się każdym dniem tak samo, no ale ... kiedy tu się cieszyć dniem, gdy rano ciemno, po pracy ciemno, kawałki dnia widzę tylko przez okno w pracy i jakoś nie jest mi od tego widoku radośnie. Ehh, kiedyż to dzienne światło wreszcie wróci do nas na dłużej?...

Za to weekend, nawet zimowy, to sobotnie wstawanie bez pośpiechu, kilka beztroskich chwil spędzonych z rodziną, długie spacerki z szczęśliwym psem, trochę czasu tylko dla siebie...

Nie przędłam ostatnio, ostatni weekend przesiedziałam owinięta w kocyk, chciało się paskudztwo do mnie dobrać, ale na wielkim katarze się skończyło.

Za to za druty się wzięłam. I to oczywiście nie za pasiasty sweterek, bo nie byłabym sobą gdybym coś zrobiła od razu od początku do końca.

Zamarzyła mi się ciepła kamizelka, no to robię. Nic tu nie będę pokazywać na razie, bo ostatnie dwie czy trzy zaczęte i pokazane na przystanku robótki leżą i kwitną w kącie do dziś. Jak będzie się czym pochwalić, to się będę chwalić.

Pokażę za to parę kamyczków, nabyłam ostatnio trochę niebieskości, bo w moich zapasach jakoś ich nie mam, a mam na niebieskie biżutki zamówienie.









Niebieskie agaty, lapis lazuli, sodalit, angelit... Ładne, prawda?
Jeszcze nie wiem co z nich zrobię.
Ale na pewno się pochwalę :)




17.1.10

Przystanek sto trzydziesty szósty

Zabawa się zaczęła!
.
Siadam ja sobie w stercie rożnokolorowych czesanek i kombinuje co by tu z czym ...
.
Ehh, żeby tu mieć więcej czasu na te kombinacje, to by człowiek sobie poszalał, a tu niedzielne światło trzeba łapać za nogi i to ledwo ledwo zdążyłam, bo wcześniej południowy zimowy spacer po lesie z Aronkiem, później popołudniowa niedzielna kawka z mężusiem, czasu na łapanie światła zostało niewiele.
.
No ale wyłapałam takie trzy kolorki ...
.


.
I ukręciłam z nich trochę takiej niteczki:
.

.

Oczywiście światła dziennego na fotki już nie wystarczyło, więc trochę żarówiaście to wygląda, ale zapewniam, że w naturze kolory są bardziej stonowane, a ten niebieski turkus jest tak naprawdę turkusem wpadającym w zieleń ...
.

Muszę sobie wypracować jakąś dobrą metodę łączenia kolorów, na razie trochę błądzę we mgle, już nawet zaczęłam używać do tego zakupionych w innym celu czesadeł, czy jak się po polsku te zgrzebła do wełny nazywają, ale nie jestem pewna czy to całkiem mądre, rozczesywać na nowo uczesaną już czesankę ;)
.

Nic to, coś pewnie sobie wykombinuję!
.

Idealnym dla mnie rozwiązaniem, widzę już to na pewno, będzie własnoręczne farbowanie czesanki. Nie wiem, kurczę, jak i kiedy, ale póki co, odkładam temat na później, bo po pierwsze mam całe stosy gotowych kolorów do połączenia, a po drugie w maju...
.

...w maju jak wszystko się dobrze ułoży, jadę na kurs do Lądka Zdroju!
.

Ehh, już nie mogę się doczekać kiedy wreszcie będę mogłą zadać te dziesiątki pytań które mi się kłębią po głowie odkąd zobaczyłam z bliska kołowrotek ...
.

No i to by było w zasadzie na tyle.
.
Sobota była z kolei biżutkowa, ale fotek brak, bo zostawiłam na niedzielne światło dzienne, a ono jakieś za krótkie było...
.

Nic straconego, pochwalę się za tydzień.
:)
.

10.1.10

Przystanek sto trzydziesty piąty

Dziś oczywiście będzie znów o wełenkach :)
.
Czekałam grzecznie, czekałam, aż się doczekałam!
.
„Przyszła” druga dostawa mojego gwiazdkowego prezentu…
.
Oczywiście ja, jak to ja, nie mogę tak zwyczajnie pójść prostą drogą, muszę trochę poszaleć. No i co ja na to poradzę, przez całe swoje robótkowe życie wolałam kupić dziesięć różnokolorowych kłębuszków niż kilo jednolitej wełny…
.

No więc mam czego chciałam :)
.

Tak to wyglądało po wysypaniu z worka. A trochę lepiej, kiedy posegregowałam:








Uwielbiam kombinować i mieszać kolory, faktury, grubości. Co prawda ostatnio robię (i to z rzadka, niestety) głównie "grzeczne" sweterki, ale jednak najwięcej przyjemności sprawiało mi robienie moich swetrów gobelinowych, z pojedynczych różnokolorowych nitek, których lewa strona przed wykończeniem wyglądała niemal jak dywanik ;) chciałabym kiedyś jeszcze do nich wrócić ale niby kiedy ...

Jak widać, mam i teraz w czym wybierać, teraz tylko siedzieć i kręcić ...

Ale żeby nie było tak całkiem po wariacku, to przyznaję się również do zakupu pięknej mieszanki wełny i jedwabiu, o pięknej nazwie Aquarius, w takich oto cudownych kolorach:





.

Niezła, prawda ?
.
Oczywiście nie wytrzymałam i skręciłam sobie malutki moteczek, żeby zobaczyć co z tego wychodzi. Pojedyncza niteczka była taka:
.

.

A po skręceniu w 2-ply'a wyszła całkiem przyjemna włóczka.



.
Oczywiście już od razu wiem, że będę miała problem z wyborem, bo nie wiem, która wersja mi się bardziej podoba, ale umówmy się że mam sporo czasu, bo zanim się wezmę za coś jednorodnego, będę chciała pokombinować i pobawić się kolorami.


No a w związku z tym, że praktycznie nie mam kiedy zajmować się swoimi zabawkami, bo w tygodniu odpada, a w weekend czeka na mnie tyle zajęć z gatunku bardziej obowiązkowych, myślę że Aquarius sobie w kolejeczce poczeka ...


Aha, no i może pokażę jak wygląda 2-ply z mojej Pierwszej w Życiu Własnoręcznie Skręconej Wełny. W oczekiwaniu na drugą dostawę gwiazdkowych czesanek usiadłam i dokręciłam:









Całkiem przyzwoita, conie ?

1.1.10

Przystanek sto trzydziesty czwarty

Nowy Roczek zabielił znów od rana cały świat.
Pierwszy tegoroczny spacer zakończyłam z przemoczonymi od śniegu butami :)
A w lesie było tak pięknie, że, nie do wiary że j a to napiszę, ale: wracać się do domu nie chciało!



Co do noworocznych planów i postanowień, mam tylko jedno: chciałabym nabrać jeszcze większego dystansu do codziennych spraw nieistotnych, denerwujących, zabierających mi dużo czasu i energii. Najważniejszy jest świat mój i moich najbliższych, a cała reszta niech pozostanie w tle.
.
.
.
Czego i Wam wszystkim ja i mój kochany psiak życzymy w Nowym Roku :)

29.12.09

Przystanek sto trzydziesty trzeci

Kolejne Boże Narodzenie za nami.

Kiedyś denerwowało mnie, że grudzień przemyka tak szybko, ledwie się zacznie, ledwo człowiek się rozejrzy, o Świętach pomyśli, a już nadchodzi styczeń. Dziś już umiem podejść do tego ze stoickim spokojem, ot po prostu wiem, że co roku tak jest i zawsze tak będzie.

Może to właśnie dzięki temu udaje mi się nie wpadać w przedświąteczny szał, a może też po prostu zwyczajnie nigdy nie mam na to czasu...

Tak sobie myślę, że w przyszłym roku może wezmę ze dwa wolne dni przed Świętami, po to żeby właśnie trochę pobiegać przedświątecznie i poszaleć, ale z drugiej strony, czy nie lepiej, tak jak teraz, zachować te dwa wolne dni na PO Świętach ?...Bo właśnie tak dobrze mi teraz, siedzę sobie w domu, porządnie się wysypiam, z dużą dozą tolerancji przyglądam się szalejącej za oknem zimie, ba, nawet chwilami mi się to podoba, szczególnie wieczorem, w czasie spacerów z Aronem, gdy wszystko dookoła wygląda jak w bajce...



Wiem, że już za parę dni pewnie zmienię zdanie, ale póki co, niech sobie będzie zimowo, a co mi tam.
Taka mnie zresztą refleksja naszła ostatnio, przy świątecznym oglądaniu głupiego filmiku z wspaniałą Meryll Streep i jeszcze wspanialszymi dawno nie słuchanymi piosenkami "Abby".
Nie pamiętam która z bohaterek powiedziała coś takiego, że wraz z upływem lat pogodziła się ze wszystkimi porami roku, jesieniami i zimami. I ja tak sobie myślę, że może powinnam już przestać tak pomstować na tę paskudną zimę?.. W końcu ona i tak jest i będzie co roku...
Hm, a może powinnam popracować trochę nad sobą i spróbować, o ile nie od razu pokochać zimę, to chociaż przestać tak strasznie jej nie znosić...
.
Choinkę mamy w tym roku wysoką, szkoda było ją ucinać, więc stoi w hallu przy schodach, niejako między piętrami. Przynajmniej raz nie trzeba się było męczyć z nakładaniem choinkowego czubka :)

Fotki choinki wychodzą mi wszystkie nieostre, więc tylko kawałek dla udokumentowania jej międzypiętrowości :)




Mikołaj, jak to Mikołaj, znowu w tym roku trochę poszalał, cała rodzina ma co poczytać i w co się ubrać, a ja dodatkowo jeszcze mam co pokręcić :)
.

Osoby wrażliwe pragnę uspokoić, że w naturze kolory są trochę bardziej przygaszone :)

Co prawda, jeszcze nie miałam kiedy spróbować kręcenia, ale już od pierwszego wejrzenia czuć niesamowitą różnicę w jakości. Miękka i piękna jest ta wełna. No i pasma są długie, zupełnie co innego niż to z czym miałam dotąd do czynienia. Jak coś ukręcę, to oczywiście nie omieszkam się pochwalić :)


I jeszcze piękną książkę dostałam, ostrzyłam sobie na nią zęby już od jakiegoś czasu, no i mam :


Fantastyczna! Polecam wszystkim którzy nie dość że lubią zwierzęta, to jeszcze chcą sobie o nich wiedzę uporządkować. A oprócz wielu naprawdę ciekawych informacji są tu też przepiękne zdjęcia. Warto zamówić sobie u jakiegoś sponsora ;) Ja tak zrobiłam i jestem zachwycona :)
Mój Mikołaj jest the best! ;)





25.12.09

Przystanek sto trzydziesty drugi


Wszystkiego Najlepszego :)

8.12.09

Przystanek sto trzydziesty pierwszy

.
.
Szaliczek będzie więcej niż wzorzysty, i bardzo cieplutki :)




Zdjęcie wyszło dość kiepskie, próbowałam złapać trochę światła, ale dzień był tak ciemny, że nie było właściwie czego łapać...

Popróbowałam jeszcze sobie kręcenia z wełny merynosów i rzeczywiście czuć inną jakość. Łatwiej wyciąga się cienką niteczkę, nie rwie się tak łatwo, no i oczywiście w dotyku jest o wiele milsza ...
Takie coś mi się ukręciło, znowu z różowym, nic na to nie poradzę ;)

.




Aż żal, że tylko po parę deko sobie kupiłam tych merynosów, narobię sobie tych melanżowych wariackich włóczek po troszeczku i nie będzie wyjścia, będę musiała zrobić jakiś gobelinowy sweter, żeby je jakoś spożytkować ...
.
A tymczasem zamówiłam już sobie prezent od Mikołaja w Pradze, znowu co prawda po kawałku w różnych kolorach, ale tym razem trochę większe to będą kawałki :)
Jak zwykle nie mogłam się zdecydować, więc musiałam zamówić różnych kolorów po troszku.
Już się doczekać tej paczki nie mogę ...


29.11.09

Przystanek sto trzydziesty

Dziś dla odmiany przystanek biżutkowy, bo trochę się naprodukowałam to i się pochwalę, żebyście nie pomyśleli sobie, żem cała w sznurki wplątana :)

Wczoraj dopadło mnie natchnienie, zrobiłam sobie kilka rzeczy.
Oto komplecik z barwionej lawy i muszli. Tak mnie ostatnio jakoś na brudne róże i fiolety wzięło:



A jak fiolety, to również fioleciska ;)

Kupiłam niedawno takie sobie dość ostre fioleciki lepidolitowe, ładne nieobrabiane kamyki.
No i dodałam muszelkę szarą i oksydowane ciemne rureczki srebrne, coby ten fiolet zjadliwy trochę uspokoić. Tak wyszło:
.


Będę sobie jeszcze musiała dobrać (czyt. dokupić) coś na kolczyki, bo takieeego fioletu to nie mam wśród tych moich zapchanych pudełeczek...


A teraz komplet z korala, czerwony kolor też zawsze lubiłam.
Szczególnie jestem zadowolona z kolczyków, zresztą bransoletka też mi się podoba.
Jeszcze pewnie sobie machnę coś na szyję, ale to dopiero przy jakimś następnym ataku nachnienia.
'


A to komplecik mikołajkowy dla pewnej pani. Mam nadzieję że jej się spodoba.
.


I na koniec kolczyki dla Qd, o ile sie spodobają. Jeśli nie, to moje :)
.
.


Uff, trochę Was fotkami zasypałam.

Ale żebyście nie myśleli, że odstawiłam swój kołowrotek w ciemny kąt, pokażę jak wyszedł mój pierwszy moteczek:



W tej chwili właśnie drutuję z niego próbkę, która prawdopodobnie okaże się w końcu szalikiem, i będzie to naprawdę gruby cieplutki szalik, hehe ...
Jak się rozkręcę, to będzie i czapka, choć czapki naszam tylko w ostateczności.

Ładny był weekend, my znowu łaziliśmy po okolicznych lasach, i muszę przyznać że mimo tej nielubianej przeze mnie pory, las nie traci na uroku.
.
.



Dziś las był w kolorach sepii.

.
A po lesie fruwały szalone psy ...
.
.



23.11.09

Przystanek sto dwudziesty dziewiąty

.
.
A jednak udało się!
No nie powiem, trochę mnie to czasu i pracy kosztowało. Ale zmogłam dziada!
A oto i dowody:
.
.



.
.
No umówmy sie, wiem że nie jest to żaden ósmy cud świata, ale to pierwsza wyprzędziona przeze mnie wełenka :)

Bordowa już trochę cieńsza i ładniejsza niż szarości, na których trenowałam do oporu żeby wogóle się chciało skręcać, nawijać i ... n i e .. r w a ć!

Tak się zapaliłam do tematu, że zasnąć nie mogłam wczoraj, wyobrażałam sobie co z czym będę mieszać i jakie to fantastyczne włóczki spod mojej ręki wyjdą... Wariactwo kompletne!

No bo ja raczej nie będę przędła delikatnych cieniutkich moherków, mój ideał samodzielnie przedzonych włóczek jest bliższy temu:
.
.


.
Szalone, prawda? Więcej tego typu włóczek można sobie obejrzeć tutaj.
No co ja na to poradzę, że uwielbiam tego typu wariackie włóczki. Przez całe moje robótkowe życie marzyłam żeby móc sobie takich właśnie wariackich włóczek naprząść.
.
No to se wreszcie naprzędę :)
.