7.10.07

Przystanek czternasty

Dziś było spacerowo, leśnie i grzybowo :)

Właściwie mogłabym na tym zakończyć tę opowieść, ale nie będę taka ...

Wybraliśmy się na spacer do lasu, właściwie po to by przynieść papugom troche ostatnich liściastych jesiennych gałązek. Brzozy już zrzucają liście, naprawdę to już ostatni moment.
Po drodze znalazłam trochę dowodów na to że jesień jest też kwitnącą porą roku ...



Oczywiście najładniej o tej porze wyglądają w lesie grzybki, a zwłaszcza te niejadalne :)



Udało nam się znaleźć też parę podgrzybków, nawet JA - kompletny nieumiałek w tej dziedzinie - znalazłam jednego! Obiecałam chłopakom na jutro pyszną zupkę prawie-grzybową (bo grzybków raptem sześć mieliśmy).
Wracaliśmy już do domu, kiedy z lasu wyszedł człowiek z siatką pełną grzybów. "Macie tu prezent z Kobyłki." - powiedział. Dodał że lubi chodzić po lesie, ale grzybów to ma już powyżej uszu, więc je zbiera dla samego zbierania, ot tak...
No i zupka będzie prawdziwie grzybowa :)

A te dwie kanie "człowiek z lasu" kazał do wody wstawić i jutro mają się rozwinać...


Ano zobaczymy ...

4 komentarze:

  1. czyli ta Kobyłka to nie tylko technologiczna czarna dziura, ale i miejsce z bardzo sympatycznymi sąsiadami :-) dobrze ci tak :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. W kazdym razie nie narzekam :)
    zupka wyszla pyyyyyycha ...

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja tu tylko wzdycham i zielenieje ;)
    zaglebie grzybowe?

    OdpowiedzUsuń
  4. Lasów ci u nas w kazdym razie wbród... :))

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu