30.10.07

Przystanek dwudziesty pierwszy



Jak widać, dropsik poszedł w lekką odstawkę...

Jak to zwykle ja, będąc już prawie na ukonczeniu roboty zaczęłam mieć wątpliwości czy mi się w ogóle podoba to co robię. Najlepszym na to sposobem jest ławka rezerwowych. Poleży, dojrzeje, przyjrzę mu się za jakiś czas i zdecyduję co dalej.

Tymczasem doczekała się swoich pięciu minut różowa włóczka specjalnie kupiona na szal i czapkę dla Marty. No i robi się. No no, chyba zaczynam lubić takie nieskomplikowane robotki ;-)

1 komentarz:

  1. ten pudrowy róż będzie marcie pasować. A ty się nie denerwuj - uleży się - mój Tybet też się uleżał - w inny sweter niż zaczęłam, ale się uleżał ;-P

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu