31.12.07

Przystanek dwudziesty ósmy

No i nie skończę czekoladowego blezerka przed Nowym Rokiem! A tak mi mało brakuje ...
Tak jak się spodziewałam, zabrakło mi włóczki, choć rękawki zrobiłam do łokcia. Pliski najpierw próbowałam zrobić jasne, później melanżowe, no i ani te ani te mi sie nie podobaja.

Tutaj widać te melanżowe:



No i mam dwa wyjścia: pierwsze to podpruć jeszcze te rękawy, a drugie poszukać ciemnobrązowej bawełny i dołożyć do plisek i kołnierzyka.

Mam nawet gdzieś podobną bawełnę, ale bardzo dobrze schowana jest ona ;)

Jedna korzyść z dzisiejszego szukania po pudłach: znalazłam obiecaną Herbi różowobordową bawełenkę:



Drugą korzyść odczuje na własnej skórze mój Szanowny Małżonek, który doczeka się wreszcie obiecanego swetra ... Wyciągnęłam ładną czarną wełnę i w tak zwanym międzyczasie będę robić wieeelki męski sweter. Pomysłu jeszcze nie mam, ale się zaraz jakiś znajdzie.

No i proszę: okazuje się że same korzyści z tego mojego przestoju. Jeszcze jak znajdę tak zwaną "plontankę" dla Pierza, co nieuchronnie nastąpi jak tylko zabiorę się za Wielkie Poszukiwania na górze, to już będzie prawdziwa pełnia szczęścia...

Czego i Wam w Nowym Roku życzę :)

25.12.07

Przystanek dwudziesty siódmy

Zastanawiając się co tu upiec na Święta poza nieśmiertelnym w naszej rodzinie "topielcem" czyli drożdżowym dla leniuchów, przypomniałam sobie ciasto które figuruje w moim kajeciku jako ciasto Grażynki. Brak mi pomysłu na nazwę dla niego, jeśli ktoś z Was go upiecze i polubi, to czekam na propozycje :)

Piekłam je tylko raz, dawno temu, bo jest troche pracochłonne a ja nie należę do zapalonych cukierników. Sama tego trochę żałuję, ale może to i dobrze biorąc pod uwagę efekty uboczne tego hobby ... ;-P

No i upiekłam. Warto było...

Ledwo się ostał kawałek do zdjęcia :)



A teraz będzie przepis:

30 deko mąki
20 deko tłuszczu
10 deko cukru
4 żółtka (białka odłożyc na później)
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
Z tych składników zagnieść ciasto, podzielić na 2 części, włożyć do lodówki na ok. pół godziny.

Po upływie tego czasu jedną część ciasta utrzeć lub rozwałkować i rozłożyć na blaszce, na tym rozsmarować pół słoika dżemu porzeczkowego lub z aronii.

Na dżem wyłożyć połowę piany ubitej z 6 białek (2 dodatkowe żółtka zachować do kremu) z dodatkiem cukru pudru, wymieszanej z posiekanymi orzechami włoskimi i rodzynkami (u mnie zamiast rodzynek wystąpiły posiekane morele).

Upiec placek (ok. 15 - 20 minut). Następnie drugi taki sam.


Krem
0,5 litra mleka
4 łyżki cukru
2 żółtka
1 cukier wanilinowy
2 łyżki mąki
1 łyżka mąki ziemniaczanej

Z tych składników ugotować budyń, po ostudzeniu utrzeć z kostką masła.

Tą masą połączyć oba placki, warstwami ciasta do siebie. Czyli warstwy układają się tak: na spodzie piana, później dżem, ciasto, krem, ciasto, dżem i na wierzchu znowu piana.


Przepis jest troche zakręcony, ale warto się przez niego przegryźć, zapewniam!...





A tak abstrahując od potraw świątecznych (udało mi się nie przejeść, chyba się starzeję ;-), świąteczna atmosfera ma w sobie coś niesamowitego. Jak zwykle nie wyrobiłam się ze wszystkim co sobie umyśliłam, ale może za rok mi sie uda?.. A może jak zwykle nie, i znowu będę sobie planować że za rok ... ;-PP




Ale czego bym nie zaplanowała i czego bym nie zdążyła zrobić, wiem że dzieci będą te Święta w naszym domu i tę ich niepowtarzalną atmosferę wspominać przez lata, tak jak ja wspominam Boże Narodzenie w obrazkach z mojego dzieciństwa: rodzinne Wigilie u Babci Lolusi, pięknie ubraną choinkę w Jej domu, zaśnieżone ulice Warszawy, nasz powrót do domu i czekające na mnie pod choinką prezenty, dni których nie sposób zapomnieć bo są częścią mnie i są we mnie na zawsze...




12.12.07

Przystanek dwudziesty szósty

Zima sobie niestety o nas przypomniała, a już miałam nadzieję, że mi się upiecze :)
Co roku mam taką malutką nadzieję że mi się jakoś uda prześliznąć między zimowymi miesiącami i nic a nic nie zmarznąć ...
No dobra, przyznaję że Boże Narodzenie bez śniegu jest trochę smętne i jakoś mniej bajkowe, ostatecznie jestem gotowa wytrzymać te ostatnie dwa tygodnie grudnia, ale w styczniu już stanowczo powinna zaczynać się wiosna!

A tym czasem jedno z naszych domowych hipeastrów postanowiło zakwitnąć, już po raz drugi w tym roku. Przyznacie że kwitnie zjawiskowo ...







A teraz będzie o robótkach.

Mój czekoladowy blezerek przeżywa mały kryzys, a to za sprawą niknącej w oczach włóczki. Już widzę że mi nie wystarczy na całość. Mogłabym oczywiście spruć wszystko i zacząć od nowa na grubszych drutach, ale jakoś nie mogę się zdecydować na tak radykalne rozwiązanie, zwłaszcza że nie mam gwarancji na jego skutecznosć...
Może lepiej zrobię rękawy najdłuższe jak się da, a pewnie w najlepszym wypadku to będzie do łokcia, a listwy brzegowe i kołnierzyk z zupełnie innego koloru ?

Listwy chcę zrobić według tego wzoru z jednej z książek Nicky Epstein:


Nie wiem jak będzie wyglądała taka listwa w innym, kontrastowym kolorze, no ale zobaczymy. Najwyżej wykończę jakoś inaczej. Nad kołnierzykim jeszcze nie myślałam, pomyślę jak przyjdzie jego czas, po co mam się na zapas denerwowac :))


Ostatnio zresztą zamiast robić na drutach, wieczorami znowu grzebię w kamykach. Zrobiłam dwie pary kolczyków na zamówienie koleżanki, a przy okazji chyba z pięć par dla siebie :))
Pochwalę się papryczkami z korala, na które od dłuższego czasu nie miałam pomysłu. Leżały w pudełku od kilku miesięcy, wiedziałam że któregoś dnia pomysł sam do mnie przyjdzie.
I przyszedł:





Zabawne, prawda ?


A tak w ogóle fajna dziś była niedziela, pomimo tego śniegu za oknem. Zostało jeszcze kilka godzin, może uda mi się dokończyć czekoladowe rękawy?...

1.12.07

Przystanek dwudziesty piąty

Czy ja kiedyś wreszcie dokończę jakąś robótke ???
Rzuca mnie od jednej do następnej, każda po kilku dniach przestaje mi się podobać.

Dobrze że zdążyłam zrobić Marcie czapkę i szalik zanim mi się nie znudziły ;)



Dziecko zadowolone, a mamusia już kombinuje co by tu dalej...

Wczoraj zakochalam się w takim jednym blezerku sklepowym, zrobionym z bawełny i bardzo prościutkim, dżersejowym, no i dziś kopałam w bawełnach w poszukiwaniu tej jednej, jedynej, której by w takim sweterku było dobrze. Padło na rawenowy piękny ciemny brąz cudem wydarty niedawno jednemu takiemu na allegro ... ;-P

No i już mam kawałek tyłu, oczywiście zaczynałam trzy razy bo nie mogłam się zdecydować co ma być na dole. W końcu jest bez niczego. Jakoś znudziły mi się ściągacze, nie wiem czy nie będzie się chciał wywijać, ale będę się tym martwic później.

Ładny brązik, prawda?

Sweter sklepowy miał naszyte jakieś aplikacje, ale ja pewnie zostanę przy gładkim, no, chyba żebym zmieniła zdanie ;) A na górze będzie grzeczniutki kołnierzyk.

Oczywiście jeśli zdążę go zrobić zanim mi się znudzi ...





Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu