Przystanek dwudziesty siódmy

Zastanawiając się co tu upiec na Święta poza nieśmiertelnym w naszej rodzinie "topielcem" czyli drożdżowym dla leniuchów, przypomniałam sobie ciasto które figuruje w moim kajeciku jako ciasto Grażynki. Brak mi pomysłu na nazwę dla niego, jeśli ktoś z Was go upiecze i polubi, to czekam na propozycje :)

Piekłam je tylko raz, dawno temu, bo jest troche pracochłonne a ja nie należę do zapalonych cukierników. Sama tego trochę żałuję, ale może to i dobrze biorąc pod uwagę efekty uboczne tego hobby ... ;-P

No i upiekłam. Warto było...

Ledwo się ostał kawałek do zdjęcia :)



A teraz będzie przepis:

30 deko mąki
20 deko tłuszczu
10 deko cukru
4 żółtka (białka odłożyc na później)
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
Z tych składników zagnieść ciasto, podzielić na 2 części, włożyć do lodówki na ok. pół godziny.

Po upływie tego czasu jedną część ciasta utrzeć lub rozwałkować i rozłożyć na blaszce, na tym rozsmarować pół słoika dżemu porzeczkowego lub z aronii.

Na dżem wyłożyć połowę piany ubitej z 6 białek (2 dodatkowe żółtka zachować do kremu) z dodatkiem cukru pudru, wymieszanej z posiekanymi orzechami włoskimi i rodzynkami (u mnie zamiast rodzynek wystąpiły posiekane morele).

Upiec placek (ok. 15 - 20 minut). Następnie drugi taki sam.


Krem
0,5 litra mleka
4 łyżki cukru
2 żółtka
1 cukier wanilinowy
2 łyżki mąki
1 łyżka mąki ziemniaczanej

Z tych składników ugotować budyń, po ostudzeniu utrzeć z kostką masła.

Tą masą połączyć oba placki, warstwami ciasta do siebie. Czyli warstwy układają się tak: na spodzie piana, później dżem, ciasto, krem, ciasto, dżem i na wierzchu znowu piana.


Przepis jest troche zakręcony, ale warto się przez niego przegryźć, zapewniam!...





A tak abstrahując od potraw świątecznych (udało mi się nie przejeść, chyba się starzeję ;-), świąteczna atmosfera ma w sobie coś niesamowitego. Jak zwykle nie wyrobiłam się ze wszystkim co sobie umyśliłam, ale może za rok mi sie uda?.. A może jak zwykle nie, i znowu będę sobie planować że za rok ... ;-PP




Ale czego bym nie zaplanowała i czego bym nie zdążyła zrobić, wiem że dzieci będą te Święta w naszym domu i tę ich niepowtarzalną atmosferę wspominać przez lata, tak jak ja wspominam Boże Narodzenie w obrazkach z mojego dzieciństwa: rodzinne Wigilie u Babci Lolusi, pięknie ubraną choinkę w Jej domu, zaśnieżone ulice Warszawy, nasz powrót do domu i czekające na mnie pod choinką prezenty, dni których nie sposób zapomnieć bo są częścią mnie i są we mnie na zawsze...




Komentarze