Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2007

Przystanek dwudziesty pierwszy

Jak widać, dropsik poszedł w lekką odstawkę...Jak to zwykle ja, będąc już prawie na ukonczeniu roboty zaczęłam mieć wątpliwości czy mi się w ogóle podoba to co robię. Najlepszym na to sposobem jest ławka rezerwowych. Poleży, dojrzeje, przyjrzę mu się za jakiś czas i zdecyduję co dalej.Tymczasem doczekała się swoich pięciu minut różowa włóczka specjalnie kupiona na szal i czapkę dla Marty. No i robi się. No no, chyba zaczynam lubić takie nieskomplikowane robotki ;-)

Przystanek dwudziesty

Lubię oglądać stare zdjęcia. Zresztą kto nie lubi ...
Chciałabym zajrzeć sobie na chwilkę do świata sprzed lat i zobaczyć jak to było być tamtą Anią...
Czasem myślę że to nie jest ta sama osoba.

Zdarzają się chwile kiedy czuję się jak Anda z "Godziny Pąsowej Róży" po przekręceniu kluczyka w porcelanowym zegarze...

I tylko nie wiadomo do końca czy tamta ja to też ta ja ?

Przystanek dziewiętnasty

Teraz już mam pewność że nadchodzi zima.


Kiedy siedząc w biurze późnym popołudniem słyszę stada gawronów i kawek które zbierają się przed zmierzchem na drzewach pobliskiego parku, aby za chwilę odlecieć tłumnie na nocne stanowiska, wiem że naprawdę już się zbliża.


Dziś właśnie słyszałam je po raz pierwszy w tym roku. I tak będzie przez najbliższe kilka miesięcy: coraz wcześniej się będą tu zbierać i coraz wcześnie będzie nadchodził zmrok.


Eh, byle do marca ...


Naprawdę nie sposób nie wpaść w jesienną depresję. Może jakieś zdjęcie z wakacji coś tu pomoże ?...





Przystanek osiemnasty

To już rok minął jak mieszkamy w tym domu.
Z jednej strony czuję się tu tak jakbym mieszkała w nim od lat, a z drugiej jednak chciałabym aby był bardziej "nasz". Po naszemu urządzony i taki bardziej zagospodarowany...

No dobra, dobra, przyjmijmy że fajnie jest mieć perspektywę rąk pełnych pracy przez najbliższe 50 lat :)

Wczoraj robiłam jesienne porządki w ogródku a dziś zobaczyłam że nocny przymrozek zmroził kwitnące jeszcze dalie. Szkoda ... Myślałam że jeszcze trochę pocieszą nasze oczy.
Za to świetnie się mają maleńkie astry nazywane marcinkami, pewnie będą kwitły aż do Świętego Marcina :)

A ja wybrałam się na zakupy na poszukiwanie zimowych botków.
Miały być z czarne, na niskim obcasie i z długą cholewką...
Chyba nie zdziwi nikogo fakt że kupiłam krótkie i brązowe ? ;-)))
Ładne, prawda? Nie są skórzane tylko z goreteksu, podobno nogi w nich nie marzną w największe mrozy, ale nie wiem czy będe MOJE nogi wystawiać na próbę, hm...


Eh, zima idzie na poważnie, przyjdzie się z tym p…

Przystanek siedemnasty

Marta też zrobiła sobie kolczyki, razem siedzimy wieczorem i grzebiemy w kamyczkach :)






A ja jeszcze takie:



















Miałam zrobić im porządne zdjęcia przy świetle dziennym, ale niestety cebulki zabrały mi całą dzisiejszą energię życiową. Posadziłam całe mnóstwo tulipanów, krokusów i anemonów a później po prostu padłam na twarz ...


Nie lubiłam tulipanów do czasu aż, posadzone przez poprzednią właścicielkę domu, w tym roku wczesną wiosną zakwitły w całym moim ogródku. Mam nadzieję że i po tej zimie (brrrr) będę miała czym cieszyć oczy w ogrodzie!






Zaraz się biorę za dropsa, obiecałam sobie przez weekend nie tykać kamyczków, co może mi nie przyjdzie tak trudno, z uwagi na to że czekam na nową dostawę z allegro ;-)))

Przystanek szesnasty

Dropsowy sweter idzie do przodu powolutku, ale jak ma iść, skoro ostatnie wieczory spędzam grzebiąc w koralikach ...

Przeżywam właśnie atak mojej kolejnej ukrytej pasji, a mianowicie kolczykomanii :)

Oto najnowsze efekty:




Szczególnie przypadły mi do serca te czerwone, niby to że ja tylko w brązach, otóż właśnie że nie !


A dziś jeszcze zrobiłam jedną parę na jutrzejszy prezent:




Zdjęcia dość kiepskie, ale z lampą to chyba lepsze nie wyjdą, niestety.

Policzyłam że mam już 15 par zrobionych przez siebie kolczyków. Ani mało ani dużo. Ot, taka kupka ...




A będzie więcej na pewno ... ;-PP

Przystanek piętnasty

Dziś będzie o rośnięciu ;)

Najpierw kanie. Rzeczywiście pięknie podrosły i rozłożyły parasole. Oj, będą pachnieć jutro na patelni ...


Rosną również moje roślinki w puszce, choć kwiatków jak na razie nie widać ...

No i wreszcie mój dropsowy sweterek podrósł troche przez ostatnie dwa wieczory, marnie wychodzi na zdjęciach, albo zbyt mregata włóczka, albo już za ciemno na zdjęcia ;)

Musicie uwierzyć na słowo że ładnie wyglada ;)

Rosną również moje apetyty na sweterki, ale o tym już na następnym przystanku ...

Przystanek czternasty

Dziś było spacerowo, leśnie i grzybowo :)

Właściwie mogłabym na tym zakończyć tę opowieść, ale nie będę taka ...
Wybraliśmy się na spacer do lasu, właściwie po to by przynieść papugom troche ostatnich liściastych jesiennych gałązek. Brzozy już zrzucają liście, naprawdę to już ostatni moment. Po drodze znalazłam trochę dowodów na to że jesień jest też kwitnącą porą roku ...


Oczywiście najładniej o tej porze wyglądają w lesie grzybki, a zwłaszcza te niejadalne :)


Udało nam się znaleźć też parę podgrzybków, nawet JA - kompletny nieumiałek w tej dziedzinie - znalazłam jednego! Obiecałam chłopakom na jutro pyszną zupkę prawie-grzybową (bo grzybków raptem sześć mieliśmy). Wracaliśmy już do domu, kiedy z lasu wyszedł człowiek z siatką pełną grzybów. "Macie tu prezent z Kobyłki." - powiedział. Dodał że lubi chodzić po lesie, ale grzybów to ma już powyżej uszu, więc je zbiera dla samego zbierania, ot tak... No i zupka będzie prawdziwie grzybowa :)
A te dwie kanie "człowiek z lasu"…