Przystanek czterdziesty pierwszy



A niech sobie nawet będzie mokro i zimno, i tak nam już nikt wiosny nie odwoła!


Mój przystanek się robi bardziej przyrodniczy niż robótkowy ;-) ale z drugiej strony czemu miałby taki nie być ? Dalej nie mam się czym pochwalić na polu robótkowym, przedwiośnie zupełnie nie sprzyja mojej wenie twóczej ;-)




W ramach robót zastępczych i żeby całkiem nie tracić czasu, dłubię sobie szydełkowy chodniczek do łazienki, ot taki bez polotu, zwyczajny, bez ambicji artystycznych, ale za to z autentycznej potrzeby. Właściwie to zawsze powinno się mieć na podorędziu taką robótkę, ot żeby coś szlo do przodu...




A kiedy się moja wena obudzi, to mam nową taką mrrrrrrr... śliczną wełenkę marki "rawena", cieniutką i tak miłą w dotyku że chciałabym natychmiast się nią owinąć jak w kokon...




Pozwalam sobie na pożyczenie fotki, mam nadzieję że zostanie mi to wybaczone :)


Będę dla niej szukała jakiegoś wyjątkowego pomysłu, może poncho, może coś z wielkim golfem, nie wiem, to musi być coś w co będę się mogła wtulić i cieszyć tą wyjątkową miękkościa ...



Ko wie, może to będzie TEN projekt który zmusi mnie wreszcie do zgłębienia tajników znienawidzonych ażurów ;-P

Komentarze