Przystanek pięćdziesiąty pierwszy

No i zapomniałam się pochwalić moim wspaniałym nabytkiem !




A niech tam, co Wam będę żałować!

Pokażę Wam trochę obrazków, żebyście dostały kolorowego zawrotu głowy tak jak ja :)









Oglądam je z takim samym rosnącym apetytem jak zdjęcia przepisów w mojej do niedawna ulubionej gazecie "Kuchni" :D
Prawda że apetyczne ?
.
Jak wiecie, już od jakiegoś czasu dojrzewa we mnie myśl o jakimś gobelinku czy jak kto woli intarsji... Dojrzewa, dojrzewa i ... dojrzeć nie może. Trochę dlatego że w ogóle chwilowo nie mogę drutować, po paru rzędach muszę odłożyć robótkę, łapska mnie znowu bolą.
Trochę więc czasem podrobię rękawy do bawełnianego ceglastego blezerka, ale że mam strasznie długie ręce, to do końca jakoś ciągle daleko...
Ale naprawdę bardzo się cieszę że w przypływie przeprowadzkowo-porządkowego szaleństwa nie wyrzuciłam tej nieprzebranej masy resztek włóczek, którą uzbierałam przez ostatnie dwadzieścia lat...
Kupiłam im wiosną dwa wielkie pudła marki IKEA (największe jakie były) i spoczęły sobie na strychu w oczekiwaniu na lepsze czasy. A kto wie, może te czasy już niebawem nadejdą :)
.
.

Komentarze

  1. Cudne te gobeliny, chociaż jakoś nie mogę się przekonac do intarsji na drutach, wolę haft gobelinowy albo krzyżykowy, albo w ostateczności krosna. *^v^*

    OdpowiedzUsuń
  2. No wiec nie ukrywam ze krosna, a wlasciwie rama tkacka byla zawsze moim marzeniem. Jeszcze przede mna ono.
    Jak i pare innych marzen zreszta
    ;-P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz