Przystanek pięćdziesiąty szósty

Powoli nasz dom zaczyna zapełniać się dziwacznymi przedmiotami ...
Zawsze mieliśmy upodobania do mniej lub bardziej dziwnych rupieci, szczególnie w pierwszych latach małżeństwa, kiedy w naszym małym mieszkanku było jeszcze troszkę wolnego miejsca. Pojawiały się więc dziwne młynki do kawy i nie kawy, szklane szuflady, różne kosze i koszyki, dwa stare wielkie drewniane trójnogi - statywy fotograficzne, stare aparaty ...
Potem zrobiło się ciasno i trochę musieliśmy przystopować. Ale, zaznaczam, tylko troche ;)
Od półtora roku możemy znowu rozwinąć skrzydła :)
.
Najpierw kupiłam sobie kilka absolutnie niezbędnych wielkich koszyków.
Ten był pierwszy:

To kolejny, tylko rączka mi się nie podoba, bo jest plastikowa. Być może pójdzie do likwidacji:

Najbardziej chyba lubię ten bordowy. W naturze jest dużo ładniejszy niż na zdjęciu. O mały włos dostałby się mojej Siostrze hehe, ale po ustawieniu go w pokoju, wrodzona chytrość kazała mi wrócić do sklepu gdzie je wygrzebałam i kupić Siostrze inny ;P


Małych mam oczywiście całą masę, więc nie ma się co chwalić ;)

Ale, na przykład niedawno taka nieduża klateczka mnie skusiła. Naprawdę nie wiem po co mi ona, na pewno nie dla ptaszkow, dla ptaszków mamy lepsze :)




A może jakaś roślinka będzie w niej rosła, a może po prostu będzie sobie wisiała w jakimś lepszym miejscu niż na tej lampie ;)

A propos lamp, to taką kamienną lampę udało nam się wygrzebać w ulubionej rupieciarni.

Jest ciężka jak grzmot i nie miała abażura, na razie ma papierowy substytut, ale nie tracę nadziei że kiedyś coś pięknego nam w ręce wpadnie ...

Ostatni nabytek, wypatrzony przez mojego małżonka to wiatrakowy żyrandol do salonu:


Przyznaję że początkowo miałam opory, żeby go powiesić, ale od kiedy wisi i nawet okazało się że działa, to już go lubię. Papugi raczej nie, pewnie myślą że to jakieś ogromne ptaszysko macha skrzydłami pod sufitem, boją się okropnie, więc nie będziemy się na razie nim wachlować. Nie mam jednak złudzeń, wiem że będzie to wkrótce ich ulubione miejsce zabawy. Mam nadzieje tylko że nie uda im się go szybko zniszczyć ...

Kosztował nas tylko 50 złotych, myślę że sprzedający nie wierzył że to ustrojstwo działa ...
Działa naprawdę i jest super!

Eh, ciekawe ile takich przedmiotów uda nam się zgromadzić w tym wielkim domu przez resztę lat naszego życia...

Myślę że jeszcze trochę tego będzie :)

Komentarze

  1. O jakie odjazdowe masz rupiecie !!! Troche zazdroszczę, też lubię takie ładne rzeczy, tylko z wrodzonej niechęci do ścierania kurzów nie kupuję...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz