Przystanek siedemdziesiąty drugi

No i znowu chyba zbliża się jesień...


Na samą myśl o słotach, śniegach, mrozach i innych jesienno-zimowych "przyjemnościach" robi mi się zzzimno ...


No dobra, obiecuję że nie wpadnę jeszcze w jesienne zadumy ani chandry, póki co mam przecież swoje ogrodowe jesienne pocieszacze :













Bardzo lubię wrzosy, posadziłam sobie kilka w tym roku, ot taki wrzosowy kącik. Mam nadzieję że się zadomowią i będę miała własne mini wrzosowisko...


I jeszcze jedna roślina potrafi mnie rozchmurzyć w jesienne dni:




Śliczne są marcinki, prawda ?

A dziś odkryłam że w kąciku zakwitł sobie zapóźniony nie wiedzieć czemu orlik, taka wiosenno-jesienna niespodzianka :)


Eh, łapmy lato póki jeszcze trochę czuć jego zapach w powietrzu ...

A na koniec, dla tych co pytają o Aronka:


Wygląda na to że jest u siebie, prawda?



A tu, specjalnie dla Was, rozanielony uśmiech dwulatka zachwyconego szaloną zabawą na podłodze :)


Komentarze

  1. Idzie jesień, nie ma co, wczoraj noc była bardzo zimna, brrr... Ale jesień ma swoje dobre strony, można nosić swetry, które się zrobiło na drutach, ha! *^v^*

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczne wrzosy i marcinki ( też bardzo lubię bo fioletowe )ale ten roześmiany czarny pocieszacz będzie zimą najskuteczniejszy .

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałam napisać że jesienią a nie zimą .Widocznie jeszcze gorzej znoszę te zmiany pogody :(

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz