11.9.08

Przystanek siedemdziesiąty piąty

Zastanawiam się dlaczego właściwie nie lubię jesieni i wychodzi na to że chyba nie jest aż tak źle...
Jako młode dziewczę lubiłam jesień bardzo i to zarówno tę złotą, pełną zadumy i romantyzmu jak i jesienne deszcze i szarugi.
No to czemu teraz na myśl o jesiennych dniach dostaję dreszczy?
Czyżby tzw. prozie życia udało się odnieść kolejne zwycięstwo? Mówię że nie lubię jesieni, bo myślę już o nadchodzącej zimie i zimnie, i ciemnościach o 5.00 rano kiedy to muszę dzielnie wygrzebywać się z łóżkowego ciepełka. O zaśnieżonych jezdniach, o wyziębionym domu, o marznącej chlapie za oknem brrr.... Tego wszystkiego naprawdę nie znoszę!
Ale, tak naprawdę, przyznać muszę, że jesień niczemu nie jest winna :) Sama w sobie nadal potrafi być piękna i romantyczna.
Muszę o tym pamiętać, zanim na dobre pogrążę się w jesiennej chandrze, której oznaki i owszem już zaczynam u siebie zauważać. Nie chce mi się robić na drutach, nie chce mi się czytać, nie chce mi się ogładać tv (to akurat od dawna), najchętnej po pracy położyłabym sie na kanapie i owinęła kocykiem. Ale ponieważ szkoda mi wieczoru, to tak siedzę i siedzę przy kompie, czytam Wasze blogi, przeglądam nowe włóczki na allegro i nowe pomysły robótkowe na forach, ale z niemocy nic mnie nie chce wyciągnąć.
Uwaga zatem: ogłaszam że biorę się za siebie i swoje jesienne wieczory :)
Zakupiłam sobie wczoraj na urodziny wielki słoik witamin z wyciągiem z żeń-szenia i od dziś zaczynam nowe jesienne życie ...
Pogoda nie nastraja optymistycznie, właśnie dziś sobie postanowiła, że brak nam nieco wody i chłodu, ale nie dam się zniechęcić tak łatwo. Przynajmniej tak sobie zakładam...

No to do dzieła! Pokochajmy jesienne wieczory!
Czego i Wam życzę ...
:)

9 komentarzy:

  1. pozdrawiam serdecznie, bardzo lubię czytać twoje notki, ja też doszłam do wniosku, że jednak lubię jesień, dom staje się wtedy taki przytulny

    OdpowiedzUsuń
  2. Na jesienno-zimowe otumanienie (czego ja jestem ofiarą regularnie co roku :-) żeńszeń idealny. Przetestowane w moich ciemościach, polecam. Plus ruch na świeżym powietrzu i w świetle dziennym, najlepiej przed 10 rano, nawet jak niebo zachmurzone. A tak w ogóle to może to po prostu sygnał od organizmu, żeby dać sobie luzu? :-) Pozdrawiam strategicznie, trzymaj się, B

    OdpowiedzUsuń
  3. ... no zaraz, zaraz..... doczytałam właśnie, "wczoraj na urodziny"???? No to WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! :-))) Dużo uśmiechu, pomysłów i jeszcze więcej energii na ich zrealizowanie życzę! B

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję i za życzenia i słowa otuchy :) Luzu sobię usiłuję dać od dłuższego czasu :)
    Efekty rozmaite... :)

    Senza fine i ja Cię pozdrawiam i cieszę się ze zagościłaś na moim przystanku :)

    OdpowiedzUsuń
  5. no tak..musimy wszyscy przejsc przez ten jesienny etap zasmutkowania...podlamania..dobrze,ze mija...jak wszystko zreszta..i w koncu kiedys bedzie wiosna..a jedyne co nam pozostaje to szukac dobrych stron jesieni:)...pozdrawiam ania

    OdpowiedzUsuń
  6. zrób sobie coś w soczystym, wesołym kolorze - jasnym ;-PP ja wiem, ze to jest wbrew twoim przekonaniom, ale terapia kolorami naprawdę pomaga :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hehe, nie zaskoczę Cię jeśli powiem że nie mam planów w żadnych szalonych kolorach :) Ale przecież zawsze sobie mogę sklecić jakieś nowe czerwone kolczyki ... ;-PPP

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaminizuj się również naturalnie - piecz placki ze śliwkami, pij herbatę z sokiem malinowym, jesień nie jest taka zła! *^v^*

    OdpowiedzUsuń
  9. Mmmmmm, placki ze sliwkami to pyszny pomysl na niedzielne jesienne popoludnie ....

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu