Przystanek siedemdziesiąty ósmy

Sobota upłynęła nam pod znakiem pożegnania z Wronowem. Smutny jesienny dzień, choć w sumie pogoda nas oszczędziła, tak jak zwykle zresztą, wierzę że w tym miejscu panuje jakiś specjalny mikroklimat, który pozwalał nam jechać na weekend na wieś, nie przejmując się pesymistycznymi prognozami pogody. I na ogół trafialiśmy w dziesiątkę. Wszędzie było mokro i brzydko, a we Wronowie nie :)

Wczoraj też dzień był w sumie niezły, pokropiło z lekka tylko raz, i naprawdę było dużo cieplej niżw domu. Dzięki temu mogliśmy bez pośpiechu połazić po ogrodzie w poszukiwaniu roślinek które nadawały się jeszcze do przesadzenia. Trochę się tego znalazło. Już dziś siedzą w naszym ogródku w Kobyłce. Będą nam przypominały nasze "młode lata" na wronowskich włościach ...

Nie miałam ochoty na robienie zdjęć, ale mężuś specjalnie do mojego Anusina parę pstryknął.
No to zapraszam na ostatni spacer po Wronowie:












Eh, przesadziliśmy co się dało, ale tylu roślin mi tak bardzo szkoda, wielkich pięknych jałowców sadzonych przez Tatę, dereni, rokitników, wierzby od Anki, wszystkich naszych drzewek owocowych, nie mówiąc już o brzozowwym zakątku i innych starych drzewach, które były świadkami tylu wspaniałych chwil w naszym życiu...
No nic, wyjścia innego nie było, koniec i kropka. Mamy całe mnóstwo wspomnień i trochę pięknych zdjęć. No i roślinki w ogródku. Musi nam to wystarczyć.


Komentarze

  1. Mam nadzieję, że te smakowicie wyglądające jabłka zerwałaś i zabrałaś ze sobą! No, bo drewnianej sławojki chyba nie było sensu przeprowadzać na nowe miejsce, aczkolwiek zawsze tworzy ona specyficzny klimat nostalgii stojąc sobie gdzieś w kącie ogródka... *^v^*
    Na pewno zachowałaś mnóstwo wspaniałych wspomnień, a to najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  2. To niestety pozna odmiana, jeszcze byly zielone choc wygladaja na czerwone :)
    A drewniana budka juz sie w naszym mikro-ogrodku nie zmiesci, wiec z przenoszenia klimatu nici ;-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz