Przystanek osiemdziesiąty piąty

Taki jakiś mały przestój się zrobił...
Winą na wszelki wypadek obarczam jesień, choć ostatnio nawet ładniejsza jakaś się zrobiła, nie dając mi powodów do wpadania w jesienną chandrę. No ale nie da się ukryć że sił pozbierać jakoś nie mogę, czy to za sprawą wczesnego wstawania (naprawdę nienawidzę tego), czy jakiegoś braku talentu organizowania życia sobie i całej gromadzie. Myślę że i jedno i drugie.

Rano jestem ledwo żywa, w pracy jakoś egzystuję, ale rozkręcam się dopiero popołudniu. Sił wystarcza mi jednak tylko na parę godzin. Akurat na opędzenie najważniejszych zadań matki Polki. A kiedy wreszcie mam wszystko z głowy i mogłabym rzucić się radośnie w wir twórczych pasji, odczuwam nagły ubytek resztek zasobów energii (potencjalnej o ile mnie pamięć nie myli) i ... klapa.

Udaje mi się co dzień machnąć parę rzędów verenowego blezerka, to aż śmieszne że taki prosty i tak wspaniale sam-się-robiący sweter zabiera mi tyle czasu... No ale nic, w końcu go pewnie zrobię.

Zaglądam na Wasze blogi, podziwiam dzieła i zazdroszczę zapału oraz energii twórczej. No i zastanawiam się w jaki sposób mam się naprawić, bo nie chciałabym aż do wiosny tkwić w takim stanie.

No nic, jak coś wymyślę to na pewno dam znać :)

Komentarze

  1. Siostra.Nie dawaj się jesiennej i zimowej chandrze.Nos do góry,uśmiech na usta i od razu będzie lepiej,a reszta już sama przyjdzie

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, uwazaj na siebie... Niedobor swiatla i zmeczenie, ot co. Spij ile wlezie, codziennie pol godziny ruchu w swietle dziennym i tymczasowo wykresl z listy wszystko, co nie nalezy do zestawu niezbednego do przetrwania. Trzymaj sie bardzo! Pozdrawiam, B

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj staram sie nie dac, staram :)
    Dzieki za słowa otuchy, jakoś to na pewno przetrwam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. trzymaj sie dziewczyno i pamietaj,ze ten zastoj jesienny i chandra mija...co roku mijaja...pozdrawiam ania

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz