Przystanek osiemdziesiąty siódmy

Dzisiejszy mój Przystanek będzie przystankiem kuchennym...

Na ten remont i na nową kuchnię czekałam z utęsknieniem przez całe dwa lata które minęły właśnie od naszej przeprowadzki. Kiszę się teraz w małej i ciemnej kuchence po poprzednich właścicielach domu i po prostu nie znoszę tego pomieszczenia!
Ten długo wyczekany i umówiony termin remontu nadszedł trzy tygodnie temu, zupełnie nie w porę. Nie miałam oczywiście głowy do planowania przeróbek, latania po sklepach ani pilnowania tego wszystkiego co się działo. Kafelki wypatrzyłam któregoś wieczoru na internetowej stronie producenta, płytki podłogowe jakoś przypadkiem wpadły mi w oko, no i jakoś w sumie psim swędem udało mi się trafić mniej więcej to co chciałam. I nawet nieźle razem wyglądają.

Pooglądajcie sobie jaką memamorfozę przeszła moja przyszła kuchnia, która powstaje w miejscu, gdzie poprzedni właściciele mieli dwa pomieszczenia, takie bardziej pralniowo-robocze.





Panom zostały jeszcze do zrobienia jakieś szczegóły, jutro skończą, będę mogła wreszcie wszystko posprzątać i zacząć poważnie myśleć o dalszym ciągu.

A ten dalszy ciąg to właśnie to co przyprawia mnie o ból głowy...

Przez całe swoje dorosłe życie miałam kuchnię w ciemnym brązie. Mam brązową duszę, więc w sumie nie dziwota :)
Bardzo lubiłam tę moją warszawską brązową kuchnię, ale dwa lata postanowiłam sobie, że ta nowa będzie zupełnym jej przeciwieństwem. 22 metry powierzchni, co prawda łącznie z jadalnią, pozwalają nieco poszaleć marzeniom, zwłaszcza że do tej pory moje kuchnie miały od 4 do 10 metrów...
No i dałam się zauroczyć stylowi tzw. angielskiemu:
Popatrzcie tylko:




Czyż nie piękne? Lubie kuchnie w klasycznym, starym stylu, nowoczesne wnętrza są dla mnie zimne a ja jestem zmarźlakiem ;)
Do przedwczoraj byłam pewna w 100% że moja kuchnia będzie właśnie tak wyglądać.
No a przedwczoraj dopadły mnie nagle setki wątpliwości. Nie ukrywam że największa z nich związana jest z pewnym czarnym ogromnym czterołapym stworzeniem, które sieje po całym domu kłęby wełny i tumany kurzu, gdzie się nie położy zostawia po sobie ślady a gdzie się nie otrząśnie, tam miliony kropeczek ozdabiają elegancko całe otoczenie...
Aronek bardzo lubi kuchnię, jak każdy normalny facet. Wiadomo że droga do jego serca tam właśnie ma swój początek. I on świetnie sobie z tego zdaje sprawę.
No i ja to wiem. I boję się że będę te jasne szafki przeklinać...
A poza tym, tak sobie myślę że jednak ciemny brąz jest ponadczasowy ...
Znaczy dla mnie. Bo go bardzo lubię ... :)
Myślałam też o innych kolorach, ale w sumie żaden mi nie pasuje.
Moda modą, ale moja kuchnia musi być przede wszystkim moja, to znaczy w moich kolorach, przytulna, zastawiona pierdółkami i obwieszona drobiazgami. Wielka szkoda że przepadły mi fotki mojej kuchni warszawskiej. Zobaczyłybyście do jakiego stonia umiem wykorzystać powierzchnię użytkową ... :)
Ale to nic, pewnie i tę powierzchnie uda mi się nieźle zagospodarować, czym w swoim czasie nie omieszkam się pochwalić.
Oczywiście o ile wreszcię się zdecyduję który kolor wybrać ...
... ciąg dalszy tematu na pewno nastąpi ...
;)

Komentarze

  1. druga i ostatnia przypadły mi do gustu.Zapraszam do nas,Może nam coś doradzisz :).niedługo chcemy coś zmienić tym bardziej,że babcia stwierdziła ostatnio ,że nie ma "żadnych obowiązków związanych z prowadzeniem domu",BĘDZIE ZMYWARKA !!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ania - zrob dol ciemny a od blatow w gore - jasne z elementami tego ciemnego od dolu, przeciez Aroniusz nie bedzie pryskal blotem pod sufit!
    np spodnie szafki gorzka czekolada z bialoczekoladowymi uchwytami a gora odwrotnie. Bedzie ze soba wspolgrac.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, niezly pomysl :)
    Ale co do sladow na scianie, zdziwilabys sie widzac jak wysoko one u nas wystepuja ... On ma rozbryzg prawdziwie atomowy!

    Dorotka: juz pewnie kociak sie zmienil w kocisko, a mialam malutkiego obejrzec... No moze mi sie kiedys w koncu uda wybrac :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy zdajesz sobie sprawę, jak na ciemnych meblach widać każdą kropelkę wody, każdy kłaczek kurzu?!... Przy zwierzaku polecam wyłącznie jasne kolory, piękne te kuchnie na zdjęciach, mogłabym takie mieć. *^v^*

    OdpowiedzUsuń
  5. mały ma 7 miesiecy i waży 7 kilo,ale cały czas jest kochany.A zaproszenie jest nadal aktualne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Brahdelt, to pewnie na takich ciemnych z polyskiem, nie ? Moje brazowe meble byly drewniane i wykonczone na matowo i sprawowaly sie bez zarzutu.

    o matko, coraz wiecej bede miala do przemyslenia ...

    Dorotka: dzieki! Wreszcie chyba skorzystam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest jeszcze kolor pośredni: beże kawowe itp, ale czarny włos psi to czarny włos. Wiem bo sama trenuję od 11 lat tylko, że krótki. Rozbryzgi są mniej rozległe, ale też wysokie, bo pies też duży. My mamy kuchnię w kolorze dębiny do podobnych kafelków jak u ciebie i na pierwszy rzut oka da się znieść psią działalność.:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Rany julek, jaka Ty masz MOZLIWOSC!!!! Jakbys mnie widziala, to bys zobaczyla, ze od gory jestem zielona, a od gory zolta z zazdrosci! :-) Co do szafek dopasowanych pod kolor psa ;-P sie niestety nie wypowiem; moje ryby wymagaja jedynie, zebym nie rozlewala wody po podlodze. Milo Cie znowu czytac :-), pozdrawiam ogniscie, B

    OdpowiedzUsuń
  9. Hehe, sama sobie zazdroszcze tych mozliwosci, gdyby ktos mi dwa trzy lata temu powiedzial ze bede miala wielki dom i wielkiego psa, to bym na pewno nie uwierzyla :)
    Ah, gdybyz jeszcze finansowe mozliwosci dorownywaly gabarytem tym innym mozliwosciom! :)

    Antosiu, niestety kolor debu nie jest moim kolorem. Musi byc albo bardzo ciemne albo bardzo jasne :) Widac ekstremistka jestem ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz