Przystanek dziewięćdziesiąty drugi

Właściwie wiedziałam że tak będzie :) ...

Odkąd Herbi pokazała na swoim blogu tamtą rudopomarańczową włóczkę o pięknej nazwie azteca, wiedziałam że kiedyś sobie ją kupię. Co prawda miałam cichutką nadzieję że nigdzie się na nią nie natknę, bo zbyt rozsądna jestem (niestety) żeby kupić ją z premedytacją w dajmy na to interfoxie. Albo że natknąwszy się nie będę posiadać przy duszy złamanego grosika, co pomoże mi wytrwać przy resztkach rozsądku...


Niestety :)


Poszłam w miasto żeby dokupic brakujące prezenty. Nie wiem naprawdę co mnie skusiło żeby zajrzeć do pasmanterii... Pewnie to że dawno w niej nie byłam. No i masz Ci los!

Pretekstem była turkusowa włóczka na wymarzoną kamizelkę dla mojej panienki. A zajrzę, jak będzie jakiś ładny turkusik to jej kupię...


No i kupiłam. Kartopu Melike:



Kolorek średnio wychodzi na zdjęciu, w naturze jest pięknym głębokim odcieniem turkusu. Włóczka ma 51% wełny i jest przyjemnie nierówna oraz równie przyjemnie grubaśna :)

W robocie ładnie wychodzi, pokażę następnym razem bo zapomniałam zrobić fotkę.

No i to tyle turkus. Wyszłabym już grzecznie z pasmanterii, gdyby nie rzut okiem na robótkę pani sprzedającej. Bardzo to ładne było i cieniowane. Ale zupełnie nie moje kolory.

Pani usłużnie pokazała mi na półce z której to włóczki tak ładnie robótka wychodzi ...

i to była ONA - azteca ...

No i oczywiście leżała tam ta "moja" ruda...

No i oczywiście już ją mam:



Usprawiedliwiłam sobie dość łatwo ten szalony zakup, tyle ostatnio sprzedałam kolczyków że spokojnie mam te włóczkę za darmo, znaczy za parę godzin ślęczenia w mężowskich okularkach i łapanie na drucik uciekających mi ciągle koralików :)

Swoją drogą podoba mi się przewrotność trwonienia pieniędzy pochodzących z rozwijania jednego szaleństwa na rozwijanie drugiego szaleństwa ... ;-PPP

Nową włóczką zainteresowany był też Aronek:



On zresztą interesuje się wszystkim co robi jego pani. Kiedy grzebię w kamykach i koralikach zawsze wpada żeby sprawdzić co wybrałam:



A grzebię ostatnio naprawdę sporo :)

Eh, naprawdę lubie dłubać w kamyczkach... Mogłabym chyba bez końca. Szkoda że tak mało mam na to czasu, buuuu ...

Oto parę już chyba ostatnich przed Świętami wyrobów, szkoda że czas prezentów się kończy ...






















Sorry za dość kiepskie zdjęcia, na ogół robione w nocy przy lampie, więc takie wyprane z kolorów. Nie mam kiedy sfotografować ich przy dziennym świetle :(
..
A wracając do mojej rudej azteki, marzy mi się od dawna długa kamizela. No i to będzie ona.
Ręce mnie świerzbią, ale pierwsza w kolejce moja Martusia i jej turkusik. Robi się go na szczęście piorunem, więc chyba nawet biorąc pod uwagę znikomą ilość czasu jaką mam na robótki, mam nadzieję szybko się uwinąć i rzucić w rudości... Verenka czeka już tyle czasu że jeszcze chwilka jej nie powinna zaszkodzić ;-P
..
Święta już prawie, u mnie ich nie czuć jeszcze zupełnie, zresztą nastrój mam w tym roku wyjątkowo mało świąteczny.
..
Ale Wam wszystkim życzę wszystkiego najlepszego, miłej i ciepłej atmosfery świątecznej, zdrowia i radości dla Was i Waszych bliskich. No i może choć odrobinki śniegu za oknem :)





Komentarze

  1. Ania - rzuc te druty, wozenie rodziny gdzies tam, np do szkol - wez Ty siedz i rob bizu. I juz :)))))))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, wiesz dobrze ze o niczym bardziej nie marze..

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz