31.1.08

Przystanek trzydziesty piąty

.



Tak wyglądał mój dzisiejszy poranek. Nie powiem, bardzo mi takie poranki odpowiadają ...

:)

Jak widać, znów mnie nęcą następne robótki, zrobiłam tył beżowego i ... nie mogę się zdecydować co właściwie ma z niego być. Może blezer? A może jednak serek, tak jak to miało być na początku?





Oglądam sobie sweterki w necie i kombinuje. Może coś mi się samo wymyśli.

Póki co, powstały kolejne kolczyki (mąż twierdzi że już mam po jednej parze na każdy dzień w roku - stanowczo dementuję :)







.
To koral barwiony. Apetyczne mandarynki, prawda ?
.




A to też koral i też barwiony. Na razie kolczyk singiel, bo coś mnie oderwało od mojej "działalności artystycznej" (pewnie obiad dla dzieci) i jak na razie do niej nie powróciłam.

Ale wrócę, wrócę bo parę pomysłów jeszcze mi się po głowie kołacze...

.

26.1.08

Przystanek trzydziesty czwarty

.



I znów udało mi się zrobić kolczyki do których elementy mam od kilku miesięcy. Bardzo mi się podobały te srebrne zawieszki ale nie umiałam ich z niczym połączyć.


Jak zwykle okazuje się że najładniejsze jest najprostsze ...


A z innej beczki: podczas szafowych porządków niespodziewanie "znalazłam" kupione w zeszłym roku resztki szmatek, z których k i e d y ś uszyję sobie pokrowce na poduchy do mojej brązowej kanapy.


K i e d y ś to takie piękne słowo, prawda ? Jest pełne nadziei i baaardzo rozległe ... :)





Prawda że ładne szmaty ? Już sobie wyobrażam te poduchy ułożone na mojej ukochanej kanapie :)


Właściwie lubię wnętrza stonowane, w naturalnych i uporządkowanych kolorach, takie dosyć grzeczne. Zawsze w takich mieszkałam i pewnie dalej tak będzie. Ale czasem kusi mnie żeby trochę poszaleć, poeksperymentować z wzorami i kolorami, spójrzcie tylko na to...

.





Fotka pochodzi z fantastycznego albumu eclectic gipsyland na Flickr.com. Reszta zdjęć jest tutaj. Aż mnie ciągnie do tych zwariowanych szmat. Pewnie nie tylko mnie, co? ...


Znalazłam kiedyś świetny wątek poświęcony takiemu "cygańskiemu" stylowi na forum gazety. Jest tam wiele cudnych zdjęć.


Eh, chciałoby się czasem zakłócić ten monotonny nieco porządek naszych grzecznych wnętrz... Tylko nie wiem czy dałoby się w tych szalonych kolorach i wzorach mieszkać?

W końcu wnętrza w których mieszkamy wywierają na nas jakiś wpływ. Czyżbym mogła od tego jeszcze bardziej zwariować ?.. ;-PPP

23.1.08

Przystanek trzydziesty trzeci

.

Od dziś nasze ubrania będą wreszcie miały gdzie mieszkać :)



I nawet żółte jajo nie wydaje się już takie żółte, aczkolwiek pewnej intensywności nie można mu odmówić ...







Z pewnością troche mniej elegancko będzie to wyglądało jak już zostanie zapchane po brzegi naszymi ciuchami, ale póki co chwalę się :)

...

A żeby nie było tylko prozaicznie, pokażę co robiłam kiedy panowie stukali młotkami:










Oczywiście te ostatnie najbardziej mi się podobają! Niby takie małe coś, a spędziłam nad nimi ponad godzinę wybierając, przymierzając i zmieniając ciągle układ elementów.

Eh, chciałoby się mieć więcej czasu na takie układanki...


.

20.1.08

Przystanek trzydziesty drugi

Melduję posłusznie że nie mogę nic sensownego napisać ani sfotografować, ponieważ od malowania na żółto jednego takiego pokoiku zrobiła mi się w głowie totalna jajecznica ...

P.S.
Już nie wiem czy lubię żółty kolor ...

13.1.08

Przystanek trzydziesty pierwszy

.

Słonko zaświeciło, więc mogłam zapozować ;-)








W sumie mało co widać na tym ciemnym brązie, więc fotka cholernej pliski z bliska:




a najlepiej w ogóle wszystko widać na leżąco i w pełnym słońcu:





W sumie dość fajny mi wyszedł, zobaczymy czy go polubię w noszeniu.


A tymczasem już mnie rączki świerzbią do następnych włóczek. Zanim wymyślę coś ciekawego, zaczęłam taki sobie zwykły bawełniany sweterek, z kolejnej pięknej włóczki od Raweny :)





Wzór prosty, a sweterek będzie jeszcze bardziej prosty z dekoltem w serek, czy jak niektórzy tam we Francji mawiają "w karo" ;-) U mnie to serek i tyle ;-PP



Właściwie to dziś powinnam pokazać na przystanku fotkę ściany pokoiku na górze, który będzie wreszcie prawdziwą garderobą. Cały niedzielny poranek zszedł nam na zmywaniu ścian i łataniu dziur, oj, było tego troche... Ale daruję wam tego widoku. Pochwalę się jak już będzie wykończona, czyli całkiem niedługo :)

.

A na koniec kolejny dowód że wiosna już blisko :)

.



11.1.08

Przystanek trzydziesty

O jakim urodzinowym prezencie marzy 11-letnia dziewczynka?

O falbaniastej sukience ?

O zielonych kolczykach?

O odtwarzaczu mp3?

O nie, myliłby się ten który by się takich marzeń spodziewał...

Nasza mała nastolatka marzy o kiju do unihokeja!


Oczywiście nie udało się nam znaleźć go w sklepach, w styczniu obowiązkowo wszyscy uprawiają wyłącznie sporty zimowe. No ale od czego mamy internet ...



O, taki właśnie będzie wymarzony prezent. Prawda że śliczny? ;-)

6.1.08

Przystanek dwudziesty dziewiąty

Czekoladowy skończony. Fotki będą za tydzień, przy następnym błysku światła dziennego w moim życiu. Rano wychodzę po ciemku i do domu wracam po ciemku, nie da rady urządzić sesji foto :)

Nie jestem z niego do końca zadowolona, ale w sumie zdażyłam się już do tego uczucia przyzwyczaić: rzadko kiedy wpadam w zachwyt nad tym co zrobie. Zobaczymy czy się da nosić. Wyszedł kusy i obcisły, ale z tej ilości włóczki nie miał prawa wyjść inny :)
Zobaczycie, ocenicie.

A tymczasem, w poszukiwaniu brązowej bawełny do uzupełnienia plisek, zdołałam się wreszcie przekopać przez prawie wszystkie moje przeprowadzkowe wory z włóczkami. Hm... trochę tego jest...





Odkryłam całą masę ślicznych włoczek...



To jest jeden z moich pierwszych zakupów włóczkowych na allegro, chyba ze cztery lata temu. Martusia miała z tej włóczki (100% wełny) zrobioną kamizelkę ale już ją zdążyłam spruć i czekam na dalsze pomysły. W sumie dla mnie za kolorowe (zaraz dostanę po głowie od Pierza), raczej będzie czekało na zapotrzebowanie córeczki. No chyba że jakiś cudny szal, ale czy ja mam kiedy nosić te wszystki swoje szale ?...



Znalazłam też plątanki dla Krysi, za to gdzieś przepadły takie jedne bluzeczki zakupione dla jej Dziecka, widać w przyrodzie musi być równowaga, nie ma rady. Aż strach pomyśleć co mi zaginie kiedy już odnajdę te bluzeczki ...


No i mam wolne ręce do robótek! Cóż za piękne uczucie...

A Małżonek zrezygnował ze sweterka, jedna włóczka gryzie, inna za jasna, jeszcze innej mam za mało, no to skończyło się na szaliku. Ok, szalik też umiem :)