19.4.08

Przystanek czterdziesty siódmy

Ciągnie mnie znów ostatnio do różnorodnych faktur i kolorów.

Na Raverly spotkałam się z projektami Jane Thornley i wróciła fascynacja łączeniami włóczek i wzorów. Nie wiem czym to się skończy, na razie tonę w marzeniach ... ;)

To jeden z jej projektów, które można obejrzeć sobie w albumie na Flickr . Zabawa kolorem i fakturami włóczek. Przepiękne.





Aż ręce mnie świerzbią żeby pogrzebać w moich zapasach kolorowych włóczek i poszaleć sobie kolorystycznie ... Jane napisała w swoim profilu, że nie jest w stanie robić według wzoru czy schematów, że efekt jej pracy wyglądał zawsze inaczej niż ten na którym się wzorowała i dlatego zaczęła eksplorację własnej wyobraźni.


Otóż ja czuję dokładnie to samo! Nie lubię robić według opisu, nudzi mnie powtarzanie wymysłonych przez kogoś reguł. Wolę iść za swoją wyobraźnią, wyczuciem, nawet kosztem kolejnego prucia...


Hihi, otóż i mamy wytłumaczone dlaczego nie mogę przedrzeć się przez te cholerne ażury, chociaż naprawdę czasem bardzo bym chciała zrobić sobie na drutach jakieś ażurowe cudo.


No cóż, widocznie moja artystyczna dusza nie jest w stanie podporządkować się żadnym narzuconym granicom ;-PPP


Zresztą nawet w czasach kiedy robiłam swoje gobelinowe swetry, nigdy nie rozrysowywałam ich co do oczka. Wystarczał bardzo ogólny szkic, a kolory dobierałam sobie już w trakcie roboty.


Właśnie tak mi chodzi po głowie jeden z moich ulubionych swetrów, Baobab.






Zrobiłam w życiu dwa takie swetry, to znaczy podobne, bo każdy wychodzi inny. Jeden był na sprzedaż a drugi nosiłam sama. Mam go do dziś, ale zupełnie się już nie nadaje do noszenia, to jednak było daaawno temu :)


I tak sobie myślę czy nie powtórzyć go raz jeszcze... A może zamiast swetra zrobię sobie taką baobabową poduchę albo drutowy gobelinek na ścianę ?... Coś w każdym razie się z tego pewnie wykluje.


Pomysłów zresztą mi nie brak, to chyba jakaś wada genetyczna, takie ciągłe wizje i marzenia we wszystkich możliwych dziedzinach. I tylko ani czasu ani sił nie ma na ich realizację.

A teraz jeszcze jedno moje ostatnie odkrycie: Kaffe Fassett.





Nie wiem co mnie podkusiło żeby przeglądać książki robótkowe w krainie książek . Ostrzegam, nie róbcie tego! Ja cieżko to wczoraj odchorowałam, planów zakupowych mam na najbliższe miesiące pełno.

No, ale dzięki temu odkryłam też Kaffe Fassett'a i jego niesamowite wprost dzieła. Co prawda, to już nie jest bujanie w obłokach, myślę że te wzory wymagają dużo większej dyscypliny. Ale to szaleństwo kolorów mnie po prostu powala!

Wydaje mi się że już spotkałam się kiedyś z tkaninami tego pana. Są po prostu niezwykłe...
Same sobie pooglądajcie jego stronę. Nie sposób się oderwać.


A ja, na początek, zamierzam sobie nabyć drogą kupna tę książkę:





Eh, grunt to sobie móc pomarzyć ... ;-PPP

4.4.08

Przystanek czterdziesty szósty

Co do bordowego blezerka, przyznaję się bez bicia że drugie podejście również okazało się falstartem. Zrobiłam pliski z innej włóczki, ale kiedy już w trakcie robienia pierwszego przodu poczułam znane mi objawy lekkiego niezadowolenia z efektów wizualnych, postanowiłam natychmiast się wszystkiego pozbyć.

Zdjęć nie pokażę bo jakby kto mi napisał że to było świetne połączenie włóczek, to gotowam zamordować ;-)

I niech mnie diabli jeśli zacznę bordowy po raz trzeci. Idzie na chwile na półkę z odstawkami a ja chyba do sanatorium ....

3.4.08

Przystanek czterdziesty piąty

Dziś będzie ogrodowo i wiosennie.

Pierwszy raz tej wiosny udało mi się zgrać wolny dzień i pogodę, choć nie była słoneczna, do prac ogrodowych w sam raz. Oczywiście ruszać się teraz nie mogę ale warto było :)

Kwitnie coraz więcej kwiatów.



To ciemiernik. Pierwszy raz u mnie zakwitł.
A poniżej śliczny tulipanek. Będzie ich coraz więcej. Dziś kiepskie światło, ale jak tylko wyjdzie słońce to popstrykam ładniejsze fotki.

A w ogóle to odkryłam że mam jeszcze baaaaardzo dużo miejsca na nowe roślinki :)

Ciiiicho, bo mój Szanowny Małżonek tu czasem zagląda...

ŻARTOWAŁAM OCZYWIŚCIE !!!

;-PP


Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu