31.7.08

Przystanek sześćdziesiąty czwarty

Ja też dziś, podobnie jak Joanna spędziłam popołudnie na wyprzedażach. Kupiłam sobie też małe conieco, lecz kolorki moje stałe (brązy i beże), więc nie sądzę by moja szafa poczuła jakieś ożywienie ;)

Ale ja nie o tym, lecz pomarudzić chciałam na przerost swoich pragnień nad możliwościami.
Co i rusz wpadam w sklepie na jakiś fajny dzianinowy blezerek vel cardigan i zamiast potraktować go poważnie, myślę sobie: "o, jaki prosty fason, taki to sobie sama mogę zrobić."
Po sromotnej nauczce kiedy to z Pierzem miałyśmy zapamiętać baaaaaardzo prosty i łatwiutki fason podglądanego sweterka z M&S i oczywiście obu nam uciekł z pamięci równie szybko i łatwo jak tam się znalazł, posuwam się nawet do pstrykania im fotek telefonem :)

No i na tym póki co się kończy ...
Nie mam czasu, nie mam siły, nie mam mocy przerobowych, sweterki w mojej glowie siedza i nie mają siły się urzeczywistnić. No i czemu ja sobie po prostu nie kupię jakiegoś ?

Dziś znowu wpadł mi w oko, chyba też w M&S, fajny prosty blezerek, prosty pomysł na wykorzystanie faktu że zawsze mam za mało włóczki :) Jeden kolor przewodni i dwa - trzy dodatkowe. Mogłabym połączyć kilka allegrowych zakupów i trochę pokombinować w paseczki czy inne wzorki. No i oczywiście już mnie kusi, pogrzebałabym sobie chętnie w moich skarbach żeby podobierać kolorki, ale obiecałam dziecku (i sobie!) że skończę zielone dziurki zanim cokolwiek innego wezmę do ręki.
Słowo się rzekło, więc dłubię tę dziurawą zieleninę. Może jutro jej pstryknę fotkę, choć dalej niewiele widać. No ale co dzień to lepiej :)

28.7.08

Przystanek sześćdziesiąty trzeci

Nie wiem doprawdy jak wygląda małpa w kąpieli
ale papuga PO kąpieli wygląda dość zabawnie,
czyż nie? ;)



W przeciwieństwie od naszych dwóch rozelek, nimfa Krysia nie przepada za kąpielą. Ale w taki upał nie mogła sobie odmówić zmoczenia koafiury. Nie wygląda jednak na szczęśliwą...

Natomiast Shaylo i Cookie uwielbiają się pluskać. Tu mam filmik z jednej z pierwszych kąpieli Shaylo:



To się dopiero nazywa pluskanie!

Ja w taki upał najbardziej lubię przebywać w ogródku... I, jak widać, nie zawsze pielę ;)


A kto nie wie, temu powiem że wyleguję się na najwspanialszym leżaku świata, który zawitał do mojego ogródka w tajemniczy i niespodziewany sposób, godny pewnej szalonej grupki osób które to wszystko ukartowały ;) I jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości czy to był dobry pomysł, niech przyjrzy się mojej minie ...


Zielona dziurawa robótka oczywiście stoi (?) w miejscu, więc zamiast niej pokażę Wam moją ukochaną białą lilię która zakwitła 26 lipca specjalnie dla wszystkich Ań :)


Jest dziś obsypana kwiatami, a jej zapach czuć niemal w całym moim ogrodzie (no, przyznaję że nie jest on ogromny ;P)...

Eh, to ostatnia już lilia w tym roku... No, chyba żebym sobie coś jeszcze zdążyła dokupić ;-PP

24.7.08

Przystanek sześćdziesiąty drugi


Co do zielonego wdzianka, wybrałyśmy w końcu druty i wzór tak dziurawy że już bardziej się nie da, czyli narzutka i dwa razem i narzutka i dwa razem i narzutka i dwa razem .... Ale o to właśnie chyba mojej pannie chodziło, ma być proste i dziurawe i już.
Nic jeszcze na drutach nie widać, jak się będę miała czym pochwalić to nie omieszkam Wam pokazać :)


Za to dziś w nagrodę za opanowanie kolejnej sprawności harcerskiej w postaci wymieniania kontaktów oraz pstryczków do światła w wyremontowanych pokojach, postanowiłam odwiedzić centrum ogrodnicze w sąsiedztwie. Oj, nie należy mnie tam za często puszczać!...

Ale same przyznacie, nagroda mi się należała, poza tym domowa kasa zaoszczędziła na elektryku który miał nam te kontakty pozakładać, więc czuję się totalnie usprawiedliwiona :)


Kupiłam sobie parę kolorowych prymulek, za grosiki dosłownie, bo to już nie sezon prymulkowy, kupiłam śliczne rude chryzantemy (strasznie je lubie mimo że zapowiadają nadejście jesieni) oraz takiego oto pięknego berberysa:




Prawda że śliczny ? Mam słabość do berberysów, mogłabym chyba obsadzić sobie nimi wszystkie wolne kąty w ogródku (kto wie, może kiedyś do tego dojdzie).

No i jeszcze cośtam sobie innego kupiłam, ale ilu sobie roślin nie kupiłam, słowo daję było tego o wiele więcej !!! ;-PPP

Miałabym wielki problem z odpowiedzią na pytanie czy wolę kupować nowe włóczki czy nowe roślinki... hm... niech się zastanowię...

Eh, na szczęście właściwie przecież nie muszę wybierać :)

A teraz jeszcze specjalnie dla Was parę roślinek z mojego ogródka:



A na deser dostaniecie boróweczkę prosto z krzaczka :)




22.7.08

Przystanek sześćdziesiąty pierwszy

Coś długo mnie nie było na Przystanku. To ten remont...
Ehh, trzeba przyznać że to dosyć dziwny pomysł na spędzenie urlopu...
Dziś stwierdziłam nagle że przez te minione dwa tygodnie nie miałam ani chwilki żeby posiedzieć sobie w ogródku, ze dwa razy co prawda udało mi się powyrywać trochę zielska ale to raczej marna pociecha...
No ale trzy z czterech zaplanowanych pokoi mamy odnowione.
Chwila przerwy w bałaganie, teraz z kolei wzięłam się za sprzątanie, co prawda całego domu nie odgruzuję ale chociaż troszkę doprowadzę go "do ludzi".

Z frontu robót nie budowlano-konserwacyjnych donoszę że ponieważ dziecko zapragnęło zielonego ażurowego wdzianka, nabyłam drogą kupna bawełnę marki Camilla i od wczoraj przymierzam się do niej z różnych stron. Najpierw na drutach, później szydełkiem, a dziś znowu na drutach. Efekt na razie zerowy, bo nic mi się nie podoba. Kombinuję jakiś wzór dość dziurawy, ale nieskomplikowany, no i na razie na kombinacjach schodzi mi drugi wieczór.

No ale ponieważ co zrobię to pruję, fotek nie ma. Jak coś z sensem wymyślę to pokażę.

8.7.08

Przystanek pięćdziesiąty dziewiąty


No cóż, robota idzie, co prawda powoli ale idzie...



Od skrobania farby zdecydowanie wolę łatanie dziurek.

Trochę tych dziurek dużo, z pewnością nie będzie to wyglądało superprofesjonalnie, ale postanowiłam się tym nie przejmować. Będzie czysto i będzie "po naszemu". Jeszcze dużo w tym domu śladów po dawnych właścicielach, między innymi wszechobecne paskudne tapety...

Ale to nic, powoli i im damy radę...


Na przekór wszystkiemu wzięłam się za robótkę, żeby wieczorami oderwać się trochę od myśli o skrobaniu ścian. (Ale jak zamykam oczy w nocy to widzę szpachelkę, nic na to nie poradzę ... ;)

Postanowiłam wrócić do tej tasiemkowej włóczki w kolorze wina, która lubi się kończyć w połowie sweterka ;)

Wybrałam prościutki ażurek, zdjęcie kiepsko wyszło, może jutro w świetle dziennym mi sie uda go sfocić. Zobaczymy czy tym razem się uda. Wzór dziurawy, druty piątki, może wspólnie jakoś pokonamy przeszkody. Uprasza się o trzymanie kciuków :)


A tymczasem rozkwitł ostatni liliowiec:





Zazdroszczę lekko znawcom roślinek, którzy na forum ogrodniczym nazywają wszystkie swoje kwiaty z "imienia i nazwiska". Dla mnie to po prostu liliowce, a one wszystkie się przecież jakoś nazywają... Ale co tam, i tak są piękne: nazwane czy nie nazwane. Czyż nie ?


Zresztą znawcy roślin widzą w nich rzeczy które ja nie zawsze chciałabym widzieć. Taka na przykład lilia azjatycka:


Została mi w ogródku po poprzedniej właścicielce i bardzo mi się spodobała. Nazwałam ją "malowaną". Pokazałam ją na forum ogrodniczym i odezwały się głosy że te mazaje to oznaka zawirusowania i że powinnam ją spalić ...

Oczywiście nie zamierzam jej niszczyć, może przesadzę gdzieś na bok, ale jest taka piękna że chcę móc ją oglądać i już!

5.7.08

Przystanek pięćdziesiąty ósmy

Dziś rodzinka młodych sójek przyleciała do nas w gości.
Ale było wrzasku!...



Prawie wcale się nas nie bały. Całkiem blisko podeszłam z aparatem.

Oczywiście cała nasza piątka wyległa do ogródka, wcale im to nie przeszkadzało.





Dzieci oczywiście od razu chciałyby je oswajać :) No ale sójki się nie kwapiły do bliższych kontaktów, tylko patrzyły na nas z góry ...




A czy wiecie, że jako młode dziewczę zamierzałam być ornitologiem? Jakoś tak wyszło że nie zostałam, choć pamiętam czasy kiedy na serio rozważałam możliwość przeniesienia się z iberystyki na leśnictwo...

Ciekawe kim bym teraz była i gdzie bym mieszkała...


No ale nie przeniosłam się, tak jak i nie przeniosłam sie na wydział tkaniny do łódzkiej ASP, a też miałam taki pomysł. Eh, żeby tak człowiek miał ze trzy życia...

A tymczasem moje rozgryzanie ażurów idzie całkiem całkiem. Na początek wybrałam coś niegroźnie wyglądającego i nie mogę narzekać. W sumie to już nie wiem czemu mnie tak od nich przez całe życie odrzucało...


Oto próbka:



Włóczka oczywiście marki Rawena, piękna ruda wełna z merynosów, świeżo wyjęta z pudełeczka. Kolor bardziej żywy, taki jak na próbce.

Śliczna, prawda? Aż mnie rączki swierzbią do jakiegoś z niej wdzianka...

A tymczasem, od poniedziałku jestem na urlopie i czekają mnie robótki innego rodzaju:



Też fajne robótki :)
Mamy bardzo ambitne plany i cztery pokoje do odnowienia przez trzy tygodnie. Ciekawe czy sie uda...



3.7.08

Przystanek pięćdziesiąty siódmy

Proszę uprzejmie, ceglasty skończony!
Dziecko mi robiło fotki przed wieczorem, trochę może kiepsko widać, ale myślę że z grubsza da się pooglądać.






Taki sobie zwykły sweterek, ale ja najbardziej chyba takie lubię. Tylko oczywiście nie mam pomysłu na wykończenie, czyli pliski i zapięcie. Najchętniej właściwie zostawiłabym go w takim stanie jak jest, ale jeszcze sobie nad tym pomyślę.

No i voila, rączki mam wolne!
Teraz z czystym sumieniem mogę dumać nad następną robótką. Czyli muszę się wreszcie przegryźć przez ażury!... Uhhh.....

A teraz obiecane liliowce. Zakwitły kolejne dwa odcienie:




Mam jeszcze żółte, ale nie wiem czemu nie zrobiłam im zdjęcia. No i czekam na ostatnie pąki, już sama nie pamiętam jaki to kolor. A w ogóle to mam ich za mało!
To taka moja choroba...

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu