Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2008

Przystanek sześćdziesiąty czwarty

Ja też dziś, podobnie jak Joanna spędziłam popołudnie na wyprzedażach. Kupiłam sobie też małe conieco, lecz kolorki moje stałe (brązy i beże), więc nie sądzę by moja szafa poczuła jakieś ożywienie ;)

Ale ja nie o tym, lecz pomarudzić chciałam na przerost swoich pragnień nad możliwościami.
Co i rusz wpadam w sklepie na jakiś fajny dzianinowy blezerek vel cardigan i zamiast potraktować go poważnie, myślę sobie: "o, jaki prosty fason, taki to sobie sama mogę zrobić."
Po sromotnej nauczce kiedy to z Pierzem miałyśmy zapamiętać baaaaaardzo prosty i łatwiutki fason podglądanego sweterka z M&S i oczywiście obu nam uciekł z pamięci równie szybko i łatwo jak tam się znalazł, posuwam się nawet do pstrykania im fotek telefonem :)

No i na tym póki co się kończy ...
Nie mam czasu, nie mam siły, nie mam mocy przerobowych, sweterki w mojej glowie siedza i nie mają siły się urzeczywistnić. No i czemu ja sobie po prostu nie kupię jakiegoś ?

Dziś znowu wpadł mi w oko, chyba też w M&S, fajny…

Przystanek sześćdziesiąty trzeci

Nie wiem doprawdy jak wygląda małpa w kąpieli
ale papuga PO kąpieli wygląda dość zabawnie, czyż nie? ;)



W przeciwieństwie od naszych dwóch rozelek, nimfa Krysia nie przepada za kąpielą. Ale w taki upał nie mogła sobie odmówić zmoczenia koafiury. Nie wygląda jednak na szczęśliwą... Natomiast Shaylo i Cookie uwielbiają się pluskać. Tu mam filmik z jednej z pierwszych kąpieli Shaylo:



To się dopiero nazywa pluskanie!Ja w taki upał najbardziej lubię przebywać w ogródku... I, jak widać, nie zawsze pielę ;)
A kto nie wie, temu powiem że wyleguję się na najwspanialszym leżaku świata, który zawitał do mojego ogródka w tajemniczy i niespodziewany sposób, godny pewnej szalonej grupki osób które to wszystko ukartowały ;) I jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości czy to był dobry pomysł, niech przyjrzy się mojej minie ...
Zielona dziurawa robótka oczywiście stoi (?) w miejscu, więc zamiast niej pokażę Wam moją ukochaną białą lilię która zakwitła 26 lipca specjalnie dla wszystkich Ań :)
Jest dziś obsypana kw…

Przystanek sześćdziesiąty drugi

Co do zielonego wdzianka, wybrałyśmy w końcu druty i wzór tak dziurawy że już bardziej się nie da, czyli narzutka i dwa razem i narzutka i dwa razem i narzutka i dwa razem .... Ale o to właśnie chyba mojej pannie chodziło, ma być proste i dziurawe i już.Nic jeszcze na drutach nie widać, jak się będę miała czym pochwalić to nie omieszkam Wam pokazać :)

Za to dziś w nagrodę za opanowanie kolejnej sprawności harcerskiej w postaci wymieniania kontaktów oraz pstryczków do światła w wyremontowanych pokojach, postanowiłam odwiedzić centrum ogrodnicze w sąsiedztwie. Oj, nie należy mnie tam za często puszczać!...
Ale same przyznacie, nagroda mi się należała, poza tym domowa kasa zaoszczędziła na elektryku który miał nam te kontakty pozakładać, więc czuję się totalnie usprawiedliwiona :)

Kupiłam sobie parę kolorowych prymulek, za grosiki dosłownie, bo to już nie sezon prymulkowy, kupiłam śliczne rude chryzantemy (strasznie je lubie mimo że zapowiadają nadejście jesieni) oraz takiego oto pięknego …

Przystanek sześćdziesiąty pierwszy

Coś długo mnie nie było na Przystanku. To ten remont...
Ehh, trzeba przyznać że to dosyć dziwny pomysł na spędzenie urlopu...
Dziś stwierdziłam nagle że przez te minione dwa tygodnie nie miałam ani chwilki żeby posiedzieć sobie w ogródku, ze dwa razy co prawda udało mi się powyrywać trochę zielska ale to raczej marna pociecha...
No ale trzy z czterech zaplanowanych pokoi mamy odnowione.
Chwila przerwy w bałaganie, teraz z kolei wzięłam się za sprzątanie, co prawda całego domu nie odgruzuję ale chociaż troszkę doprowadzę go "do ludzi".

Z frontu robót nie budowlano-konserwacyjnych donoszę że ponieważ dziecko zapragnęło zielonego ażurowego wdzianka, nabyłam drogą kupna bawełnę marki Camilla i od wczoraj przymierzam się do niej z różnych stron. Najpierw na drutach, później szydełkiem, a dziś znowu na drutach. Efekt na razie zerowy, bo nic mi się nie podoba. Kombinuję jakiś wzór dość dziurawy, ale nieskomplikowany, no i na razie na kombinacjach schodzi mi drugi wieczór.

No ale ponieważ…

Przystanek sześćdziesiąty

Wpadam tylko na chwilę żeby pokazać tasiemkową robótkę i uciekam skrobać ściany, dopóki jest jeszcze widno ...



Przystanek pięćdziesiąty dziewiąty

No cóż, robota idzie, co prawda powoli ale idzie...


Od skrobania farby zdecydowanie wolę łatanie dziurek.
Trochę tych dziurek dużo, z pewnością nie będzie to wyglądało superprofesjonalnie, ale postanowiłam się tym nie przejmować. Będzie czysto i będzie "po naszemu". Jeszcze dużo w tym domu śladów po dawnych właścicielach, między innymi wszechobecne paskudne tapety...
Ale to nic, powoli i im damy radę...

Na przekór wszystkiemu wzięłam się za robótkę, żeby wieczorami oderwać się trochę od myśli o skrobaniu ścian. (Ale jak zamykam oczy w nocy to widzę szpachelkę, nic na to nie poradzę ... ;)
Postanowiłam wrócić do tej tasiemkowej włóczki w kolorze wina, która lubi się kończyć w połowie sweterka ;)
Wybrałam prościutki ażurek, zdjęcie kiepsko wyszło, może jutro w świetle dziennym mi sie uda go sfocić. Zobaczymy czy tym razem się uda. Wzór dziurawy, druty piątki, może wspólnie jakoś pokonamy przeszkody. Uprasza się o trzymanie kciuków :)

A tymczasem rozkwitł ostatni liliowiec:




Zazdroszczę…

Przystanek pięćdziesiąty ósmy

Dziś rodzinka młodych sójek przyleciała do nas w gości.
Ale było wrzasku!...



Prawie wcale się nas nie bały. Całkiem blisko podeszłam z aparatem.

Oczywiście cała nasza piątka wyległa do ogródka, wcale im to nie przeszkadzało.





Dzieci oczywiście od razu chciałyby je oswajać :) No ale sójki się nie kwapiły do bliższych kontaktów, tylko patrzyły na nas z góry ...




A czy wiecie, że jako młode dziewczę zamierzałam być ornitologiem? Jakoś tak wyszło że nie zostałam, choć pamiętam czasy kiedy na serio rozważałam możliwość przeniesienia się z iberystyki na leśnictwo...Ciekawe kim bym teraz była i gdzie bym mieszkała...


No ale nie przeniosłam się, tak jak i nie przeniosłam sie na wydział tkaniny do łódzkiej ASP, a też miałam taki pomysł. Eh, żeby tak człowiek miał ze trzy życia...A tymczasem moje rozgryzanie ażurów idzie całkiem całkiem. Na początek wybrałam coś niegroźnie wyglądającego i nie mogę narzekać. W sumie to już nie wiem czemu mnie tak od nich przez całe życie odrzucało...


Oto próbka:

Włóczka …

Przystanek pięćdziesiąty siódmy

Proszę uprzejmie, ceglasty skończony! Dziecko mi robiło fotki przed wieczorem, trochę może kiepsko widać, ale myślę że z grubsza da się pooglądać.





Taki sobie zwykły sweterek, ale ja najbardziej chyba takie lubię. Tylko oczywiście nie mam pomysłu na wykończenie, czyli pliski i zapięcie. Najchętniej właściwie zostawiłabym go w takim stanie jak jest, ale jeszcze sobie nad tym pomyślę.

No i voila, rączki mam wolne!
Teraz z czystym sumieniem mogę dumać nad następną robótką. Czyli muszę się wreszcie przegryźć przez ażury!... Uhhh.....

A teraz obiecane liliowce. Zakwitły kolejne dwa odcienie:




Mam jeszcze żółte, ale nie wiem czemu nie zrobiłam im zdjęcia. No i czekam na ostatnie pąki, już sama nie pamiętam jaki to kolor. A w ogóle to mam ich za mało!To taka moja choroba...