29.8.08

Przystanek siedemdziesiąty trzeci

No i kto by pomyślał, że mojemu Przystankowi tak szybko stuknie roczek :)

Kto by też pomyślał, że do tej chwili dotrwam, i że mi się nie znudzi ...

A tu nie tylko że mi się nie znudziło, to nawet polubiłam ten swój kącik, jeszcze jeden wymiar mojej prywatnej przestrzeni ...

Jesień, jak to jesień, pokazuje że nie ma zamiaru ustąpić. Staram się nie tyle widzieć ją pozytywnie, co nie myśleć w samych negatywach ;-PP Jak na mnie to i tak dużo.

Zielone dziurawe oczywiście leży i kwiczy, czasem coś przy nim dłubnę (mam już na tapecie rękawki), ale jakoś mało to jesienna robótka, raczej marzy mi się coś grubego, milutkiego, może nawet puchatego mmmmmmm ....

No ale obiecałam sobie że będę dzielna i skończę dziurawca najpierw. Zwłaszcza że przyszła właścicielka cierpliwie czeka...

Tymczasem, w ramach nocnych nagłych zrywów, zrobiłam czarną szydełkową bransoletkę dla Małgosi, która wybrała sobie właśnie własną drogę :) Chciałabym żeby przyniosła Jej szczęście.
Pomysł mi chodził po głowie od jakiegoś czasu, po tym co nam kiedyś pokazała Herbi .
Zdjęcia są niestety nocne, tak jak sam pomysł i wykonanie:
.

Ot, nic wielkiego, taki mały szydełkowy drobiażdżek którego zrobienie sprawiło mi dużą przyjemność :)

No i mam nadzieję że i Małgosi też :)

23.8.08

Przystanek siedemdziesiąty drugi

No i znowu chyba zbliża się jesień...


Na samą myśl o słotach, śniegach, mrozach i innych jesienno-zimowych "przyjemnościach" robi mi się zzzimno ...


No dobra, obiecuję że nie wpadnę jeszcze w jesienne zadumy ani chandry, póki co mam przecież swoje ogrodowe jesienne pocieszacze :













Bardzo lubię wrzosy, posadziłam sobie kilka w tym roku, ot taki wrzosowy kącik. Mam nadzieję że się zadomowią i będę miała własne mini wrzosowisko...


I jeszcze jedna roślina potrafi mnie rozchmurzyć w jesienne dni:




Śliczne są marcinki, prawda ?

A dziś odkryłam że w kąciku zakwitł sobie zapóźniony nie wiedzieć czemu orlik, taka wiosenno-jesienna niespodzianka :)


Eh, łapmy lato póki jeszcze trochę czuć jego zapach w powietrzu ...

A na koniec, dla tych co pytają o Aronka:


Wygląda na to że jest u siebie, prawda?



A tu, specjalnie dla Was, rozanielony uśmiech dwulatka zachwyconego szaloną zabawą na podłodze :)


17.8.08

Przystanek siedemdziesiąty pierwszy

Lawenda już czeka w woreczkach, gotowa do porozwieszania w szafach...

W moim pokoju pachnie jak w zielarni :)






Eh, długi weekend się już kończy, ale miałam też wreszcie chwilę na pogrzebanie w moich "skarbach".

Czy się chwaliłam moim kolejnym wariactwem, czyli miłością do kamieni?
Wspaniały pretekst, czyli robienie biżuterii, pozwoliło mi rozwinąć skrzydełka i kupować co piękniejsze kamyki jakie znajdę na allegro.
Może to dziedzictwo po Tacie geologu, a może zwykłe sroczkowate upodobanie do błyskotek ... :)

W każdym razie uwielbiam je!

I nie chcę zastanawiać się teraz czy na pewno wszystkie kiedyś staną się kolczykami czy naszyjnikiem, równie dobrze mogą sobie leżeć w pudełku, po to bym co jakiś czas mogła się nimi pozachwycać ...


Pokażę Wam tutaj tylko kilka z moich ulubionych, z akcentem na słowie "tylko" ... ;)




To agat trawiony, bardzo mi się podoba, jest naprawdę niesamowity.



Kamyki są dość duże i ciężkie, nie nadają się na kolczyki, pewnie będzie z nich naszyjnik.


Przyjrzyjcie im się, są naprawdę piękne. I każdy inny ...








To też agat. Wężowy. Też prześliczny, prawda ?





W naturze jest o wiele ładniejszy niż na zdjęciach.



A to howlit. Bardzo go lubię. Wygląda jak stara, popękana porcelana. Z barwionego na czerwono zrobiłam sobie jedne z moich ulubionych kolczyków. Z tych kamyków też będą piękne kolczyki i naszyjnik. Nie mówię że na pewno jutro, ale będą ;)


No i na koniec (dziś):




w związku z moim niewytłumaczalnym pociągiem do tzw. antycznego różu, bardzo mi się podoba kolorystyka tego rodonitu. Leży sobie na razie w pudełku, pomysł na kolczyki dojrzewa, dojrzewa, aż w końcu w jakiejś wolnej chwili (czyli właściwie kiedy?) usiądę i coś z nich pięknego ukręcę. Słowo!

I mogłabym tak pokazywać Wam moje skarby do jutra, ale muszę zostawić sobie coś na inną okazję. Zresztą rozmiar mojego szaleństwa mógłby co poniektórych przerazić, choć wiem (na szczęście) że jest nas wariatek całkiem sporo na świecie ! I dobrze :)

16.8.08

Przystanek siedemdziesiąty


Pani kupiła mi poduszke ...



Podobno służy do leżenia ...



Nie bardzo mi się to podoba ...

Strasznie nudno tak leżeć na poduszce ...


No chyba żebym mógł się nią pobawić ?...




Fajne mam zabawki ?


12.8.08

Przystanek sześćdziesiąty dziewiąty

Nie da się ukryć że nasze życie zaczęło kręcić się wokół tej czarnej mordki :)



Psiak jest cudowny. Wydaje się już całkiem u nas zadomowiony.


Jak widać, uwielbia pieszczochy ...


Często w ich trakcie odpływa ... :)))

Nie dziwcie się zatem że chwilowo zielone wdzianko stanęło w miejscu. Nie mam czasu, głaszczę psa ;) - jeśli mi wolno powtórzyć za Sekutnicą ;).


8.8.08

Przystanek sześćdziesiąty ósmy

W całym domu dziś pachnie lawendą ...
Znalazłam na allegro lawendowy zakątek i zamarzyły mi się szafy pełne tego zapachu ...

Mam co prawda trzy własne krzaczki lawendy ale posadziłam je dopiero niedawno, więc chyba sporo czasu upłynie zanim będę je mogła wykorzystać do tego celu, nie mówiąc już o tym, że zawsze żal mi ścinać jakiegokolwiek kwiatka z własnego ogrodu... Z lawendą może być podobnie :)

Dziś moja lawenda wygląda tak:





To te trzy mizeraki pośrodku :)

Zamówiłam sobie jeszcze po jednym krzaczku białej i różowej, mam nadzieję że dotrze dziś albo jutro i będę je mogła tutaj dosadzić. No ale i tak nie mam złudzeń, na pewno będę wolała na nie patrzeć kwitnące w ogródku niż ścinać ...


Może kiedyś doczekam się jeszcze naprawdę dużego ogrodu, wtedy posadzę dużo i to różnych odmian, no i wtedy sama sobie będę wiązała z nich bukeciki :)


A tymczasem kupiłam lawendę sypką





i w gałązkach



Porozwieszam sobie bukieciki po domu :)


A sypkim kwiatem napełnię woreczki i powrzucam do różnych szuflad...


Swoją drogą ciekawe jak długo mi to wszystko będzie pachnieć. Bardzo lubię ten zapach, w przeciwieństwie do wszystkich sztucznych środków pachnących które mnie okropnie denerwują.


No a poza tym mam nadzieję że uchroni mnie on od zalęgnięcia się moli w szafach, a szczególnie tej najważniejszej, z włóczkami :)


Bardzo lubię też motyw lawendy w haftach, nie wiem czemu mam tak mało czasu na robótki, bo zachomikowałam sobie sporo lawendowych wzorków i chętnie bym sobie coś takiego wyszyła.


Może zdążę na premierę nowej kuchni ?...

7.8.08

Przystanek sześćdziesiąty siódmy

No nie ma rady, teraz Was będę zamęczać sesjami foto Arona :)
Jakoś to wytrzymacie, prawda ? Zresztą już za trzy dni wracam do pracy więc się błoga sielanka skończy, a conajmniej ograniczy ...

Dziś był czas sportu i zabaw:



Kupili mi nową zabawkę i teraz chcą zabrać łobuzy ...


No zobaczymy kto tu jest silniejszy ...


Hehe, wiedziałem że w końcu dam sobie z nim radę ...


A może ty się ze mną posiłujesz ?...






Po tych zabawach obaj padliśmy na trawę ...


Pani chyba też się z nami położy ...

A nie, ona znów z tym grzebyczkiem!...



Niee, no nawet muszę przyznać że lubię to czesanie ...


No i generalnie to wiem że jestem uroczy !


6.8.08

Przystanek sześćdziesiąty szósty

No i nastały w naszym życiu czasy Arona :)

Przybył do nas w sposób niespodziewany, do ostatniej chwili nie wierzyłam wszystko się uda. No ale jest. Mam nadzieję że będzie u nas szczęśliwy...


Troszkę zdziwiony i oszołomiony nowym miejscem ...

I nagle spływającymi na niego ze wszystkich stron czułościami ...


Czy mogę pobawić się tym kubełkiem ?




No dobra, ostatecznie może być ten patyk, ale najlepiej proszę mi kupić piłeczkę ...




Na pierwszym spacerze poznajemy okoliczne płoty.


Ale po spacerze to już padam z łap ...

No i jak Wam się podoba moje kolejne dziecko ?

:)))))

Jestem nie mniej od niego oszołomiona ale bardzo szczęśliwa :)

Poszliśmy z Aronem na spacer i nagle zdałam sobie sprawę że to jeszcze jedno moje spełnione marzenie: najpierw dom z ogródkiem, teraz nowofunland - wymarzyłam go sobie już w dzieciństwie ...

Czy to znaczy że mam szanse na spełnienie następnych ? Parę ich jeszcze mam :)

5.8.08

Przystanek sześćdziesiąty piąty

Dziś sobie robię Dzień Dziecka :)
Jakoś nie udało się nam pojechać nad morze, więc ostatnie dni urlopu w domu zamierzam spędzić robiąc to co lubię. Co prawda właśnie zaczęliśmy remont kolejnego pokoju, ale dziś sobie postanowiłam że nawet tam nie wejdę...

Na początek to co tygrysy lubią najbardziej na śniadanko:




Precz z liczeniem kalorii! ;-P
Od dziecka żadna potrawa nie nastraja mnie tak optymistycznie do świata jak placuszek zwany w naszej rodzinie grzybkiem a gdzieniegdzie omletem ...

Jak wrócę do pracy (to już za parę dni niestety), będę się wreszcie musiała za siebie wziąć, tym bardziej że kupiona niedawno waga bezlitośnie udowadnia mi że "samo" się w żaden sposób nie chudnie ... Ale dziś nie mam zamiaru o tym myśleć, ani się umartwiać, no chyba żeby mnie wzięło na przeglądanie ciuchów... nie! nic z tego, do szafy nawet nie zajrzę! Chyba że do tej z włóczkami :)

Mam i owszem nawet kilka tematów do przejrzenia włóczek:

Po pierwsze będę szukać kilku kolorów bawełny do połączenia w jeden paskowany lub innego rodzaju wzorkowaty kardigan, po drugie znowu kolory ale wełniane - na ten gobelinowy sweter bądź kamizelę która za mną chodzi już od kilku miesięcy, a po trzecie, na stronce Berroco wpadło mi w oko coś takiego:



i oczywiście chciałabym sobie coś podobnego wydłubać. Musiałabym go nieco zmodyfikować, a na pewno trochę podłużyć, bo na mojej nazwijmy to pięknie figurze takie przykrótkie sweterki nie wyglądają dobrze. Ale ta góra bardzo mi się podoba, więc mam zamiar ją zmałpować.

No więc muszę przejrzeć zapasy i zdecydować z czego taki cardigan dobrze by wyglądał. A jest w czym wybierać, oj jest :)

Ale oczywiście nie wolno mi zacząć niczego dopóki nie skończę zielonego dziurawego wdzianka dla córki. Nie mówiąc oczywiście o tasiemkowym bordowym kardiganie który leży i czeka, no bo cóż biedny ma innego do roboty...

Zielone nawet trochę się ostatnio posunęło do przodu. Będzie z długimi rękawami i kapturem...

Hm, do końca nie jestem przekonana do tej wizji, ale klient nasz pan :) więc nie marudzę tylko dłubię ...



Idę więc grzebać w pudłach i pudełkach, a kiedy się zmęczę to odpocznę sobie o tak:


A nie byłabym sobą gdybym Wam kilku kwitnących właśnie kwiatków z ogródka nie pokazała :)

A jednak jak widać nie wytrzymałam i dokupiłam jeszcze sobie lilię ... :)

A tu jakiemuś anemonowi przypomniało się że nie zakwitł wiosną ...

I moja ukochana kozłówka. Jedna z bylin które udało mi się uratować z mojego ogródka na wsi.

I to by było na tyle ...