Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2008

Przystanek osiemdziesiąty drugi

Dziś dzień leśnych spacerów. Przepiękna pogoda, taką jesień jestem w stanie polubić...
W lesie grzybów całe mnóstwo, a najwięcej pięknych muchomorów...
Oczywiście jak się idzie do lasu w południe, to raczej nie ma co liczyć na polany pełne czekających borowików. No, ale my pojechaliśmy przede wszystkim przewietrzyć piesa ...

Pies bardzo lubi być przewietrzany, przez pierwszy kwadrans radośnie galopuje, aż mu uszy w powietrzu łopocą, a potem już raczej człapie obok nas, tropiąc co i rusz wszystkie intrygujące leśne zapachy. Sorry za nieostre zdjęcie, ale naprawdę trudno uchwycić psa w locie ;)Powiedziałabym że rytm spacerowy Arona bardzo mi odpowiada, z tym że ja nie mam tego pierwszego etapu ;)
Wygrzewający się na drodze zaskroniec nie wzbudził w piesku entuzjamu. Całe szczęście zresztą...

Po wyprawie Aron padł jak długi, ja wstawiłam obiad do piekarnika (niech żyje pieczenie mięsa, człowiek ma dwie godziny spokoju!!!) i nareszcie mogłam zająć się pracami ręcznymi. Nie udało mi się zdział…

Przystanek osiemdziesiąty pierwszy

Dziś piękna sobota, miejmy nadzieję że i jutro będzie ładnie i ciepło. Zostało mi parę roślinek do wsadzenia w ogródku, nie wiem jak to się dzieje, ale im bliżej końca sezonu, tym mi więcej roślin przybywa...
Wczoraj przytargałam cały bagażnik zdobycznych roślin od Cioci, najbardziej chyba cieszę się z czerwonych ciemierników i hortensji bukietowej. Będę miała co pokazywać kiedy zakwitną :)

Pracowity dziś dzień miałam, nie wystarczyło czasu na błyskotki, a tu nowa dostawa z allegro przyszła...


Za oknem już ciemno. Szkoda że dni już takie krótkie, ne lubię robić biżuterii przy sztucznym świetle, ciężko się dobiera kolory. Może jutro znajdę wolną godzinkę ...

Dziś jeszcze przede mną drutowanie verenowego blezerka oraz ... spacerek z Aronem ...

Przystanek osiemdziesiąty

Dawno nie było o moim piątym dziecku, czyli Aronku.
Muszę to szybko naprawić, jako że w swoim czasie obiecałam paru osobom że będę o naszym psim życiu opowiadała...

Aron jest wciąż psem bez posłania. Odmówił wejścia na materac który podsunęliśmy mu w dniu przybycia do naszego domu, nie chciał wejść na koc, ani używać poduszki, no po prostu tragedia: śpi wyłącznie na gołej podłodze. Zresztą nie ma jeszcze również swojego stałego miejsca: kładzie się tam gdzie jesteśmy my. Śpi najczęściej z nami w sypialni (nie, nie na łóżku), ma dwa alternatywne miejsca które w ciągu nocy kilkakrotnie zmienia. Jak mu się znudzi to sobie idzie do holu, generalnie jednak jest blisko nas.

Póki było gorąco, byłam w stanie go zrozumieć, podłoga pewnie jest do spania chłodniejsza i przyjemniejsza dla takiego kudłacza. Trochę mnie co prawda boli serce kiedy słyszę to charakterystyczne łupnięcie kości o podłogę (rany, czy wszystkie psy padają na podłogę z takim impetem ?)...

No ale zrobiło się zimno, pora pieska p…

Przystanek siedemdziesiąty dziewiąty

Uległam absolutnej fascynacji kolejnym wyrobem Svetlany z My Knitting Island. To jeden z moich ulubionych blogów robótkowych, pewnie dlatego że łączy mnie z jego autorką miłość do cardiganów :)

Tylko zobaczcie jaka piękna kamizela...





Natychmiast postanowiłam dopisać takie piękne cuś do kolejki. Oho, zaczyna się... :)Tymczasem mój verenowy cardigan powoli rośnie, choć czasu mam dla niego mało, ale jednak druty "piątki" robią swoje i nawet parę rządków co wieczór robi swoje. Spróbuję dziś fotkę machnąć, co prawda przed zmierzchem do domu nie dojadę, ale może jakoś się uda, to jeszcze dziś powieszę. Robi się z tej mojej merynosowej wełny po prostu bajecznie, a taka jest delikatna że aż wierzyć się nie chce że to 100% wełny, gdyby nie etykieta to pewnie miałabym co do tego wątpliwości. Moje zmarznięte jestestwo już się cieszy na taki cieplutki i milutki sweter :) Byle szybko !

Przystanek siedemdziesiąty ósmy

Sobota upłynęła nam pod znakiem pożegnania z Wronowem. Smutny jesienny dzień, choć w sumie pogoda nas oszczędziła, tak jak zwykle zresztą, wierzę że w tym miejscu panuje jakiś specjalny mikroklimat, który pozwalał nam jechać na weekend na wieś, nie przejmując się pesymistycznymi prognozami pogody. I na ogół trafialiśmy w dziesiątkę. Wszędzie było mokro i brzydko, a we Wronowie nie :)

Wczoraj też dzień był w sumie niezły, pokropiło z lekka tylko raz, i naprawdę było dużo cieplej niżw domu. Dzięki temu mogliśmy bez pośpiechu połazić po ogrodzie w poszukiwaniu roślinek które nadawały się jeszcze do przesadzenia. Trochę się tego znalazło. Już dziś siedzą w naszym ogródku w Kobyłce. Będą nam przypominały nasze "młode lata" na wronowskich włościach ...

Nie miałam ochoty na robienie zdjęć, ale mężuś specjalnie do mojego Anusina parę pstryknął.
No to zapraszam na ostatni spacer po Wronowie:












Eh, przesadziliśmy co się dało, ale tylu roślin mi tak bardzo szkoda, wielkich pięknych jałowców …

Przystanek siedemdziesiąty siódmy

Och, jak dobrze, kiedy coś człowieka tak nagle oświeci !...
Oświeciło mnie dziś i nareszcie chyba już znam przyczyne mojego robótkowego zastoju...


Tak sobie solennie obiecałam, że się nie złamię i nie porzucę aktualnej robótki dla innej, moje biedne dziecko czeka i czeka a zielony dziurawiec leży w koszyczku i cicho pokwikuje ...
A ja nie mogę się do niego zabrać...

A nie mogę się do niego zabrać, bo jest zdecydowanie za zimno na bawełnianą i do tego dziurawą robótke! Przynajmniej dla mnie jest za zimno...


No i w ogóle: Wy już tu sobie drutujecie różne puchate sweterki a ja mam w koszyku tylko same zzzzielone zzzzzimne dziury ... ;-P

A niech to! Dlaczego właściwie mam postępować wbrew sobie i dotrzymywać nikomu nie potrzebnych, (nie bójmy się tego głośno powiedzieć) głupawych przyrzeczeń!.. Biedne dziecko jakoś mamusię zrozumie (mam nadzieję) ...


Korzystając zatem z dzisiejszego wolnego wieczoru (tzn. Dwóch Szalenie Ważnych Meczów w tv i mężulka przykutego do fotela oraz pilota ;), rzuciłam …

Przystanek siedemdziesiąty szósty

No i proszę jaki pracowity weekend :)

Dokończyliśmy malowanie pokoju najstarszego syna, kolorki będą do wglądu niedługo, jestem w trakcie zbierania tzw. dokumentacji.

Dziś się trochę ociepliło, więc mogłam troche sobie poszaleć w ogródku.
Posadziłam te wszystkie, kupione na allegro bylinki:



oraz wszystkie inne czekające na zmiłowanie od jakiegoś czasu ...

Nie powiem, trochę czuję w kościach te ogrodowe szaleństwa, ale chyba to jednak lubię (taka odmiana ogrodowego masochizmu hehe).

Zresztą ogród robi co może żeby mi to wynagrodzić, sami zobaczcie jak pięknie kwitną kanny:

A w ogrodzie mam zawsze doborowe towarzystwo:


Do twarzy mu w tych kwiatach, prawda ?
Niestety, chodząc za mną po ogródku często włazi w tzw. szkodę. Nie uniknę pewnie ustawienia płotków i płoteczków, choć nie za bardzo to lubię. No ale cóż, chyba inaczej się nie da mu pokazać gdzie zaczyna się teren "zakazany" ...No a wieczorem usiadłam i pogrzebałam trochę w moich skarbach.A oto efekty, czyli kilka nowych par kolc…

Przystanek siedemdziesiąty piąty

Zastanawiam się dlaczego właściwie nie lubię jesieni i wychodzi na to że chyba nie jest aż tak źle...
Jako młode dziewczę lubiłam jesień bardzo i to zarówno tę złotą, pełną zadumy i romantyzmu jak i jesienne deszcze i szarugi.
No to czemu teraz na myśl o jesiennych dniach dostaję dreszczy?
Czyżby tzw. prozie życia udało się odnieść kolejne zwycięstwo? Mówię że nie lubię jesieni, bo myślę już o nadchodzącej zimie i zimnie, i ciemnościach o 5.00 rano kiedy to muszę dzielnie wygrzebywać się z łóżkowego ciepełka. O zaśnieżonych jezdniach, o wyziębionym domu, o marznącej chlapie za oknem brrr.... Tego wszystkiego naprawdę nie znoszę!
Ale, tak naprawdę, przyznać muszę, że jesień niczemu nie jest winna :) Sama w sobie nadal potrafi być piękna i romantyczna.
Muszę o tym pamiętać, zanim na dobre pogrążę się w jesiennej chandrze, której oznaki i owszem już zaczynam u siebie zauważać. Nie chce mi się robić na drutach, nie chce mi się czytać, nie chce mi się ogładać tv (to akurat od dawna), najchętne…

Przystanek siedemdziesiąty czwarty

Pojawienie się w naszej rodzinie Arona pozwoliło nam odkryć po prawie dwóch latach mieszkania tutaj, że nasza okolica pełna jest pięknych lasów ...

Parę fotek z psiego odkrywania świata:






Jednakże, odkrywanie świata bywa baaardzo męczące...

Wręcz się nie chce wracać do domu ...




W nagrodę łyczek wody dla ochłody ...
.,A wieczorkiem psie spojrzenie głęboko w oczy: fajny to był dzień .....
''