Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2008

Przystanek osiemdziesiąty szósty

Okazuje się że awaria samochodu może czasem człowiekowi pomóc.
Dziś zmuszona byłam wziąć sobie wolny dzień z tego powodu, a ponieważ urlop już cały wykorzystałam, wzięłam dzień wolny na opiekę nad dzieckiem... eeee... znaczy... autkiem ;)

Oj przydał mi się ten dzień bardzo...

Dziesięć dni temu też miałam wolny dzień (niech żyją hiszpańskie święta!). Miałam zamiar go spędzić na ciuchowych zakupach, później postanowiłam połazić po sklepach z kafelkami i wyposażeniem kuchni, a w końcu zdecydowałam że zostanę w domu i... spędziłam dzień sprzątając pokoje, ogródek i samochód... Po prostu cudownie!
Wieczorem padłam i dopiero zdałam sobie sprawę z własnej głupoty :-/

Eh, ja jednak, podobnie jak Ania Shirley, staram się nigdy nie powtarzać tego samego głupstwa, więc dziś solennie sobie postanowiłam p r z e b i m b a ć dzień w sposób planowy i świadomy!

Jak postanowiłam, tak zrobiłam. I, poza trzema wizytami w warsztacie, zakupami w piekarni, odkurzeniem jednego piętra i posprzątaniem jednej łazienk…

Przystanek osiemdziesiąty piąty

Taki jakiś mały przestój się zrobił...
Winą na wszelki wypadek obarczam jesień, choć ostatnio nawet ładniejsza jakaś się zrobiła, nie dając mi powodów do wpadania w jesienną chandrę. No ale nie da się ukryć że sił pozbierać jakoś nie mogę, czy to za sprawą wczesnego wstawania (naprawdę nienawidzę tego), czy jakiegoś braku talentu organizowania życia sobie i całej gromadzie. Myślę że i jedno i drugie.

Rano jestem ledwo żywa, w pracy jakoś egzystuję, ale rozkręcam się dopiero popołudniu. Sił wystarcza mi jednak tylko na parę godzin. Akurat na opędzenie najważniejszych zadań matki Polki. A kiedy wreszcie mam wszystko z głowy i mogłabym rzucić się radośnie w wir twórczych pasji, odczuwam nagły ubytek resztek zasobów energii (potencjalnej o ile mnie pamięć nie myli) i ... klapa.

Udaje mi się co dzień machnąć parę rzędów verenowego blezerka, to aż śmieszne że taki prosty i tak wspaniale sam-się-robiący sweter zabiera mi tyle czasu... No ale nic, w końcu go pewnie zrobię.

Zaglądam na Wasze blogi…

Przystanek osiemdziesiąty czwarty

Drogą kupna zagranicznego nabyłam dzięki siostrze mojej starannie opakowanej gazetkę wypatrzoną jakiś czas temu w necie. Temat tzw. pracowni chodzi za mną od jakiegoś czasu. Już niedługo dwa lata stukną od kiedy mam wreszcie swój pokój, ale, przykro stwierdzić, cały czas jest nie urządzony. I, co gorsza, wciąż nie posiadam całościowej wizji tej mojej rupieciarni. Lubię ją bardzo, dobrze mi się w niiej siedzi i dłubie, ale nie mam kiedy się za nią zabrać. Inna sprawa, że najpierw musi doczekać się remontu, a nie nastąpi to przed następnym latem...
A kiedy już pokoik będzie pięknie odnowiony, jak go urządzić? Gdzie podziać te wszystkie moje szpargałki?

Popatrzcie tylko na te fotki...





Takie to wszystko uporządkowane i popakowane że aż mnie zazdrość zżera...
U mnie wygląda to na razie tak:


Totalna porażka...

Koszyczków i pudełeczek mam całe mnóstwo, wszystkie pełne skarbów i skarbeńków... Ale chciałoby się to jakoś uporządkować. No i żeby jeszcze ładnie było...
Najbardziej marzy mi się regał z …

Przystanek osiemdziesiąty trzeci

Robótek do chwalenia brak, więc znowu będzie o piesku :) No ale ja nigdy nie obiecywałam że to będzie blog robótkowy, więc w tamach "tego i tamtego" popatrzcie:

Oto jak lubimy spać:


Jakby ktoś miał wątpliwości z interpretacją obrazka - biała plamka to krawacik na szyi. Brakująca głowa pieska znajduje się pod łóżkiem ;-)

Rytuał każdej nocy to układanie się (dobrowolne) na materacyku. Jak tylko światlo gaśnie, słyszę tup-tup-tup i głośne ŁUP!!! na podłogę obok mojej strony łóżka... No a rano często znajduję go częściowo pod łóżkiem :)

Następna podpatrzona sztuczka to Aronek siedzący na mojej osobistej ulubionej kanapie ...
Pupa na kanapie, łapy na podłodze, jeszcze tylko brakuje żeby poprosił o kawke :) A pani zamiast psa z kanapy przegonić, krzyczy do niego "Zostań Aron, zostań!" i leci po aparat żeby pieskowi machnąć fotkę. Baaaardzo pedagogiczne ;-P
A pamiętacie jeszcze ulubioną Aronową zabawkę?Okazuje się że jak się dobrze postarać, z niedużego kawałka sznurka można u…