15.4.09

Przystanek sto dziesiąty

No nie da się ukryć, dałam się całkiem oczarować wiośnie...
I znów, jak małe dziecko, zachwycam się kwiatami, które z dnia na dzień pojawiają się niespodziewanie w różnych zakątkach ogrodu. W tym roku wyjątkowo szybko im to idzie, widać już nawet kiełkujące hosty, które zwykle nie wyściubiają nosa przed pierwszymi dniami maja.

No nie wiem, nie wiem jak to będzie z moimi robótkami. Tak jak przewidziałam, za mało czasu mam na wszystko co chciałabym zrobić w tzw. "wolnej chwili". Sprzątanie już skreśliłam z listy, ciekawe co jeszcze uda mi się wykreślić, żeby mieć więcej czasu na przesiadywanie w ogródku ... ;-PPP

A oto i ta moja wiosna. Wszystkich kwiatów Wam tu nie pokaże, ale popatrzcie tylko jak w ciągu kilku zaledwie dni rozkwitła czerwona sasanka.












3 komentarze:

  1. dobrze, ze nie mam ogrodka, wpadlabym jak sliwka w kompot

    OdpowiedzUsuń
  2. Siostra.Mamy trzeciego miaukuna,ale on też nie będzie czekał żebyśprzyjechała i go zobaczyła z całą rodzinką jak będzie mały.wreszcie nas odwiedźcie

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu