16.6.09

Przystanek sto czternasty

W pierwszym tygodniu czerwca urwaliśmy się z moim Mężulkiem naszym kochanym dzieciakom i pojechaliśmy sobie we dwoje w "Sentymentalną Podróż Poślubną - 25 lat później" :)

Oj, warto było, naprawdę. Warto dla nas samych, dla naszego bycia razem (rety, po raz pierwszy od ponad dwudziestu lat, przez kilka dni tylko MY!) i warto dla miejsca, które odwiedziliśmy.

Spędziliśmy pięć wspaniałych dni w Wilnie i, choć czerwcowa deszczowa pogoda próbowała nam trochę przeszkadzać, nie daliśmy się ani trochę i co do jednej godziny wykorzystaliśmy cały dany nam czas, żeby jak najwięcej zobaczyć, poczuć, uszczknąć z tej niepowtarzalnej wileńskiej atmosfery.

Bardzo chciałabym tam jeszcze kiedyś wrócić, może z dziećmi, kiedy do takiej podróży w czasie i przestrzeni dorosną. Nie wiem czy to się uda, ale wiem że na długo pozostanę pod wrażeniem tego niezwykłego, magicznego, pełnego kontrastów miasta.

I sama nie wiem czy większe wrażenie wywarł na mnie jego urok, czy bardziej wzruszyło odkrywanie jego niewątpliwej historycznej polskości, czy też przygnębiło tej polskości zanikanie i stopniowe zacieranie.

Polecam Wam wszystkim taką podróż. To naprawdę niezwykłe miejsce.

Oczywiście mamy zdjęcia, choć trochę nie dopisał nam sprzęt, deszczowa pogoda też nie pomogła, w każdym razie powieszę te które się do powieszenia nadają.

Ale nawet najlepsze zdjęcia, a tym bardziej żadne słowa nie potrafią oddać tej niesamowitej atmosfery miasta pełnego cudnych zakątków, pięknych budynków, wielu wspaniałych kościołów i nastrojowych cerkwi, śladów historii wielu narodów i kontrastów kultur. Pojedźcie tam sami żeby to zobaczyć i żeby to poczuć.

Aż wstyd przyznać, ale muszę to dzielnie zrobić, więc przyznaję, że do czasu tej podróży moje pojęcie o Wilnie i jego historii oraz miejscu w polskiej kulturze było raczej mgliste. Gdzieś tam, kiedyś, ktoś, Mickiewicz, Piłsudski, polski cmentarz na Rossie, ot i mniej więcej tyle. No to właśnie takiej podróży mi było trzeba, żeby tę historię zacząć rozumieć i to miejsce umieć docenić. Ślady przeszłości, tak w Wilnie widoczne i nadal żywe, choć niestety z rozmysłem zacierane, tak głęboko docierają do duszy i tak bardzo chciałoby się o tej przeszłości dowiedzieć jak najwięcej, jak najwięcej pojąć i jak najwięcej zatrzymać w sobie na zawsze.

Eh, rozgadałam się niemożebnie, ale trudno, musicie mi to wybaczyć :)

A teraz poznacie kilka wileńskich aniołów.








A tu do obejrzenia więcej fotek z Wilna , cmentarza na Rossie , oraz Troków

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu