27.9.09

Przystanek sto dwudziesty drugi

Dziś właściwie miało być o roślinkach, ale myślę że roślinki mogą chwilkę poczekać ;)

Piękna pogoda się podobno kończy, ale póki co, weekend przebiegł nam w prawdziwie złotojesiennym nastroju.

Była praca w ogrodzie, było leniuchowanie na leżaku, była też południowa kawka na łonie natury.

Zdołałam więc sfotografować mój nowy ogrodowy stolik "przy pracy" :)




Prawda że całkiem nieźle się prezentuje?

Brak co prawda jakieś szykownej rustykalnej zastawy, która komponowałaby się odpowiednio z bluszczykiem, ale chwilowo chyba obejdę się bez ;-)

Był też dziś czas na spacer po lesie, kto wie, może to ostatni taki piękny jesienny spacer w tym roku ...




.
Aron jak zawsze zachwycony spacerem, zachłyśnięty wolnością ...
.
.
Jego Pan, jak widać, też ;-PP
.
Nie da się ukryć, że Aron wprowadził do naszego życia wiele zmian...
Powtarzamy to sobie często, zwłaszcza w czasie naszych codziennych wieczornych spacerów we trójkę, tylko my dwoje i on :)
Aronek, nasze kochane najmłodsze dziecko, daje całej naszej rodzinie tyle radości i miłości, że aż się nie chce wierzyć że mogliśmy kiedyś się bez niego żyć ...
.
.
.
Ja myślę że on już od urodzenia był nam przeznaczony, a tylko przez pomyłkę trafił do kogoś innego...
.
Całe szczęście że go odnaleźliśmy :)
..

3 komentarze:

  1. piesek bardzo duży, aż strach podchodzić bliżej, Panią proszę o uśmiech, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu