13.10.09

Przystanek sto dwudziesty czwarty

Niniejszym odwołuję wszystko co powiedziałam na temat jesieni w poprzednim przystanku!
Jest mokra, zimna, ciemna i paskudna.
Powiem otwarcie: nie znoszę jesieni i nie cierpię zimy.
Szkoda że nie mogę sobie gdzieś na te pół roku jakiegoś zastępczego lokum zapewnić, gdzieś tam hen, w klimacie umiarkowanym, a nawet i w tropikalnym, a co mi tam...


Tymczasem musieliśmy dziś wieczorem dokonać ekspresowej ewakuacji roślin z tarasu, bo zagroziło przymrozkami i wcale się nie zdziwię jeśli jutro z tego lodowatego powietrza jakiś lodzik na ulicy zabłyska rano...

No, to samo się właściwie nawiązało do tematu roślinkowego (choć podobno samo to tylko grzmi i samo się błyska ...), nie mam wyjścia, m u s z ę znowu coś tu pokazać... ;-)

Taras mamy wielki i choć jeszcze cały czas nie wykończony, poprzedni właściciele pokryli go papą i tak na razie zostało, to i tak jest źródłem mojej ogromnej radości wiosną i latem.

Mogę sobie na nim nastawiać roślin do woli, a jeszcze drugie tyle się zmieści.

Zawsze o takim marzyłam, i choć ten wymarzony taras troszkę inaczej wygląda, ma piękne drewniane zadaszenie, trejaże pod pnącza, kamienną podłogę i są na nim ustawione wygodne fotele, to i tak mój lubię bardzo!


A oto jak wyglądał nasz taras jeszcze kilka tygodni temu:






Wiem, wiem, jesteśmy zdrowo kopnięci, mamy tych roślin strasznie dużo, ale jakoś póki co nie zanosi się żebyśmy się mieli opamiętać... ;P

Część z nich to oczywiście rośliny pokojowe, jak chociażby kaktusy i inne sukulenty, które wystawiamy żeby sobie łyknęły przez wiosnę i lato trochę słońca i świeżego powietrza.

Kaktusów zresztą na tych zdjęciach prawie nie ma, bo większość stoi po drugiej stronie tarasu ;P

No a z tą całą resztą to tylko kłopot przed zimą, bo część musi być zimowana w chłodnych warunkach a większość wymaga zadołowania w ogrodzie, coby im korzenie nie przemarzły...

No ale póki co jakoś sobie radę dajemy, w tym roku będziemy kombinować jak by tu opatulić większe donice, żeby nie trzeba było tego wszystkiego znosić i zakopywać!...Hehee, wariactwo, nie ? ;PP

Na szczęście, choć w niektórych sprawach myślmy z moim Szanownym Mężusiem nieco inaczej, w sprawie przeróżnych fijołów patrzymy na świat zupełnie tak samo. Znaczy, ulegamy im jednakowo i po same uszy :D

No, może nie dotyczy to moich fijołów robótkowych, no i bardzo dobrze, w końcu ja też nie podzielam pasji futbolowych co poniektórych ;)

Ale ja przecież nie o tym...

Chciałam dziś Wam pokazać jedno z naszych odkryć tegorocznych, roślinę dość niepozorną, właściwie kupioną przypadkiem, na wołomińskim targu którejś wiosennej soboty.

A na imię jej lantana.




Na tym zdjęciu wśród innych roślin nie wygląda zbyt ciekawie, ale wystarczy przyjrzeć się z bliska jej kwiatom. Są niesamowite!

Nie dość że kwitnie bez przerwy od maja, to jeszcze zobaczcie sobie jak pięknie:



Raz są pomarańczowe, później dwukolorowe, a na koniec całkiem zółte.
I tak caly czas się ta roślina przebiera w coraz to inne szatki :







Lantana pochodzi z krajów tropikalnych, więc będzie dla mnie ogromnym wyzwaniem próba przechowania jej przez zimę. Podobno się to udaje, ale ja jakoś niestety nie posiadam dużych talentów w tym względzie...
No zobaczymy. Roślina dziś zajęła swoje zimowe stanowisko, na oknie w garażu, razem z agapantami, oliwką, oleandrem i hebe, no i od dziś czekamy razem ...
byle do wiosny ... ;-PP




9 komentarzy:

  1. A dla ludzi miejsca w domu starczy, jak wniesiesz te cuda na zime? Tobie ZDAJE SIE potrzebna jest limonaia.....nie wiem, gdzie bys mogla ja postawic, ale potrzebna ;))))

    OdpowiedzUsuń
  2. lantana oczywiście,że się przechowa.Pilegnuje sie ją tak samo jak pelargonie w zimie.A te rosliny co moga zostać na zewnątrz trzeba wsadzić do większych pojemników i szczeliny wypełnić np.szmatami a potem jeszcze raz opatuluć.Ja też mam takiego fijoła więc trzymam kciuki żeby wszystko przetrwało.

    OdpowiedzUsuń
  3. o tak byle do wiosny-własnie zabieram sie za czekanie razem z roslinkami
    pozdrawiam-Iwona
    www.robotkiprzykawie.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. No to czekamy razem :)
    Ze tez klimat w Polsce musi byc taki malo ciekawy ...

    Opakowano: Ty sie nie martw, ja jeszcze niejedna roslinke zmieszcze. Ludzi moze niekoniecznie ... ;-PP

    Krycho: Dzieki za otuche, znaczy uwierzylam ze przetrwaja. One i ja :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lantana, mowisz.. rozejrze sie na wiosne jak bedzie kiermasz ogrodniczy.
    Tymczasem nie wiem jak przechowac - bo limonai nie posiadam - heliotrop, werbene cytrynowa i wawrzyn... jakies sugestie?

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm..., podejrzewam ze rowniez potrzebne im tzw jasne i chlodne miejsce, czyli np, okno na klatce schodowej, bo w ogrzewanym mieszkaniu moze byc troche za cieplo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Klatka schodowa ... tez ogrzewana i parapetu ni mo :( piwnica takoz grzana. Biedne moje roslinki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Proszę zaszczepić dla mnie tą śliczną roślinkę (lantanę), da się ?

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu