Przystanek sto dwudziesty trzeci

No i nie da się ukryć że przyszła...
Muszę przyznać że jest nawet ładna, kolorowa, częściej słoneczna niż deszczowa, ale tak strasznie zimno się już robi wieczorami...

Ja, zmarźlak wieczorny, siedzę w grubych skarpetach, polarowej bluzie, owinięta w wełniane koce robione przez moją Mamę, bez których sobie życia jesienią i zimą nie wyobrażam, ale i tak czuję że mam zimny czubek nosa, jak nie przymierzając moja kochana psina...

Codziennie rano wstaję po ciemku, szukanie ubrania do pracy przy świetle lampki nocnej to prawie tak samo jak i bez niej, nie wiem czy to czarne spodnie czy brązowe, nie pamiętam czy ta bluzka do tych spodni pasuje czy nie, okaże się w pracy ...

Uwielbiam te poranki... (To było z sarkazmem, jakby ktoś się nie domyślił :)

Po pracy wracam do domu i zanim nakarmię towarzystwo i zjemy obiad czy też właściwie kolację, to już prawie ciemno, niedługo nawet i tego promyka światła popołudniowego nie będzie ...

Właściwie nie zimno tylko ten brak światła mnie tak jesienią i zimą dobija. Może się człowiek powinien jakoś doświetlać, żeby nie popadać w jesienne chandry, a właściwie najchętniej to wyniosłabym się do jakiegoś kraju gdzie zimy nie ma w ogóle...

Eh, dobrze że choć w weekend można trochę się doświetlić i dosłonecznić. Dziś znów udało nam się kawkę sobotnią wypić na dworze, choć zawinięta byłam w dwa polarki, mimo słoneczka na niebie świecącego ...

A później odwaliłam kawał ogrodowej roboty, trochę wyczyściłam, trochę posprzątałam, w kościach to czuję do teraz :)

W ogrodzie już widać że rośliny szykują się do zimowego snu, ale na szczęście jest jeszcze całkiem
kolorowo, w tym roku jakoś ładniej chyba niż rok temu.

Zdjęcia dzisiejsze, świeżutkie jak bułeczki, słońce co prawda już sobie poszło precz, ale widać że październikowe kwiaty mają jeszcz dużo uroku.

Jednak jedą z największych niespodzianek w tym roku są dla nas dwa rączniki, czyli rycynusy, własnoręcznie posadzone z nasion przez mojego mężusia. Jeden wyrósł czerwony, a drugi zielony. Zobaczcie jakie wielkie, zielony sięga okna na pierwszym piętrze, aż trudno uwierzyć że w naszym klimacie to jednoroczna roślina!
Czerwony za to ma przepiękne nasiona.

Spróbuję je może jakoś zasuszyć, w tym roku suszę co się da ( i co się nie da), żeby poeksperymentować z suchymi bukietami. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Mam jeszcze sporo fotek naszych roślin tarasowych, ale to już chyba następnym razem. Taras co prawda będziemy już chyba powoli ewakuować, bo trochę boję się przymrozków, no ale fotki już mam, więc trochę Was jeszcze ogrodowo pomęczę zanim nadejdzie.... brrrrrr .....






Komentarze

  1. O! Jak u Ciebie pięknie w ogrodzie. I rycynowce takie cudne. Fantastyczna ta jesień u Ciebie. I te koce wełniane. To sama przyjemność. Potrzebny Wam kominek - taki ogień w domu wynagradza brak światła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna zdjęcia!
    Oczywiście psiak jak zawsze ujmujący :)
    Na tę jesień i zimię postanowiłam otulać się ciepłymi szalami - ja również marznę, ale do tej pory mój sposób polegał na podkręcaniu ogrzewania...
    Lenistwu mówię więc stop, zakładam skarpety i dzieję szale - nie mów mi,że zimny nos będzie występował nadal :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany, jakie cudne kwiaty... (tu malymi literami: Tyyyy, a zimowita maaaasz? Bo jak tak, to JA CHCE zdjecie :-P) Pozdrawiam Ciebie, a kudlatego wyglaskuje :-) B

    OdpowiedzUsuń
  4. Daisy: no przydalbysie, oj przydal. W moim nastepnym domu na pewno bedzie kominek ;)

    Fanaberio, Twoje szale sa takie piekne, ze od samego patrzenia sie robi goraco ...

    KD: No niestety nie mam zimowitow ...
    Ojej, a wlasciwie dlaczego ja nie ich nie mam ???

    OdpowiedzUsuń
  5. Zimowita Aniu możesz dostać w liczbie dowolnej (czyt.hurtowej)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hehe, to ja sie bardzo ciesze, a pozniej sie bede znowu zastanawiac CO mi tu wyroslo ... :)
    Ale jakby co, na wiosne sie przypomnie...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz