29.1.09

Przystanek setny

Kamizela się "blokuje" (nie lubię tego słowa) w przyszłej kuchni na suszarce. Bardzo długa wyszła i bardzo długo się suszy...

No i nie wiem czy jej nie potraktuję lekko żelazkiem, żeby te warkocze przyklapnąć trochę, bo przy pierwszej przymiarce wyglądałam w niej jak szafa gdańska...

Wiedziałam że tak będzie, nadłubię się, nadłubię i nic z tego dobrego nie wyjdzie, ehhhh.


No nie, miałam przecież nie kłapouszyć... Może przyprasowanie coś da. Zrobię sobie najpierw eksperyment na próbce a potem zobaczymy.


Póki co, zamiast ślęczyć nad kilometrową pliską do kamizelki, postanowiłam zmienić sobie nieco kolorki przed oczami i zabrałam się za czapeczkę dla mojej panienki, oczywiście w jedynie słusznym kolorze turkusowym ona będzie :)





Ta wczorajsza fotka jest właściwie nieco pamiątkowa, ta wersja czapki już przestała istnieć. Robię teraz w dwie nitki, bo trochę za wiotka mi wychodziła. No ale ogólnie widać że coś się robi :)

No i to by było na tyle. Jak niedługo coś będzie do oglądania to Wam pokażę.

I tym sposobem udało mi się napisać setnego posta :) Kto by pomyślał że będzie ze mnie taka wytrwała przystankowa pisarka :)

25.1.09

Przystanek dziewięćdziesiąty dziewiąty

.
.
Dziś tylko kilka słów oraz niezbite dowody na to, że wiosna już blisko:
.
.

Prymulki nieśmiało ale jednak kwitną...

Biały ciemiernik co prawda już od listopada czaił się z tymi pączkami, ale teraz widać że już naprawdę chcą startować :)

A to czerwony ciemiernik. Dostałam go jesienią i bardzo byłam ciekawa czy będzie chciał kwitnąć. No i chce!!!

Niczym innym się dziś nie pochwalę, ale co się odwlecze to nie uciecze, biżutki robię dalej i mam jeszcze sporo planów, więc pokażę wszystko razem jak już do pokazywania dojrzeję. A przed chwilą skończyłam zszywać moją szaloną kamizelę. Brak jeszcze wykończenia, czyli kilometrowych plisek na guziki i dziurki oraz golfu przy dekolcie. Swoją drogą, ciekawe czy mi wystarczy włóczki.

No ale o tym już na następnym przystanku ...

Przystanek dziewięćdziesiąty ósmy


Od dwóch dni czuję nadchodzącą wiosnę :)

Wszystko dzięki Mati, która podesłała mi linka do prognozy długoterminowej na twojapogoda.pl.

Nie wiem ile w tej prognozie prawdy, ale ja już w nią zaczęłam wierzyć i od razu mi lepiej :)

Dzięki, Mati, wiedziałaś co mi podesłać!
.
.

Dziś sobota, miałam więc wreszcie okazję przyjrzeć się za dnia mojemu ogródkowi. Oczywiście zapomniałam zrobić fotek, jutro się poprawię.


W każdym razie widać że zaraz przyjdzie, naprawdę widać!


Tymczasem w domu zainaugorowałam sezon przed-wiosenny posadzeniem dwóch swieżych nabytków, czyli cebul hippeastrum.




Nasze białe hippeastra kwitną dwa razy w roku, właśnie kończy kwitnąć drugi.



Marzyły mi się zawsze czerwone kwiaty, jedna z nowych cebul ma właśnie kwitnąć na czerwono, druga będzie różowa. Nie omieszkam się pochwalić oczywiście :)







Trzeci posadzony dziś delikwent to najwytrwalsza roślina pod słońcem, czyli zielistka. Prawie przez cały rok usiłowałam ją namówić żeby rosła w miejscu gdzie prawie nie ma światła. Ładnie się prezentowała w tym dzbanku, ale coraz bledsza była i chudsza... W końcu skapitulowałam. Dostanie jakąś lepszą miejscówkę, a dzban czeka na następnego kandydata.



Miałam dziś chwilę wolną na swoje kamyczkowe zabawy. Rezultaty pokażę może jutro, a na razie zobaczcie co robi zdesperowany pies, kiedy zbyt długo prosi mnie o zabawę a ja nie zwracam na niego uwagi, pochłonięta dłubaniem w kamyczkach...



I już nie mam innego wyjścia, jak tylko go zauważyć :)

18.1.09

Przystanek dziewięćdziesiąty siódmy

Nie mam kiedy dłubać, ale powoli dojeżdżam do końca przodów...




Wychodzi ta kamizela kolorystycznie trochę szalona. Obawiam się nieco, żem przygruba na takie szalone i jaskrawe stroje, ale cóż, zaczęłam to skończę. W najgorszym razie będzie strojem domowym. Czyż nie wspaniale będzie otulać się taką ciepłą kołderką w chłodne wieczory? Zmarźlak wszak ze mnie niesamowity!...

No nic, skończę to pokażę. Jak zwykle pewnie stanę za chwilę przed problemem listwy i guzików. Nie lubie takiej listwy, którą się robi ściegiem francuskim jednocześnie z przodem, wymyśliłam więc że zrobie osobno zwykłym ściągaczem w poprzek. Tylko nie przewidziałam że mnie tak poniesie z długością kamizeli hehe, już sobie wyobrażam szerokość tej pliski ... ;-PPP

No i to by było na tyle.

Miałam pokazać nowe kolczyki które sobie zrobiłam, ale przestały mi się podobać i już zdążyłam je rozmontować... Ciąg dalszy z pewnością nastąpi ...

14.1.09

Przystanek dziewięćdziesiąty szósty

Dzięki Kite Designer przypomniałam sobie że nie napisałam o przyjeździe do Warszawy Antony'ego Hegarty. Nareszcie!

Prawie dwa lata temu kupiłam bilety na jego koncert. Miał się odbyć 26 czerewca. Tak bardzo się cieszyłam, kupiłam najdroższe bilety, w pierwszym rzędzie. Koncert odwołano na dzień przed...

Nie zwróciłam biletów, gdyż organizatorzy zapewniali że Antony przyjedzie jesienią tego samego roku. A zresztą pomyślałam, że nigdy nie wiadomo czy za drugim razem będzie mnie stać na takie szaleństwo. Kupione to kupione. Niech leżą. I trzymałam je tak przez prawie dwa lata, czekając i wypatrując w internecie jakichś zapowiedzi. Czasem dzwoniłam do agencji która organizowała koncert, ale niezmiennie słyszałam: jesteśmy w trakcie ustalania terminu...

No i wreszcie jest! Znaczy zapowiedź jest...

Przyjeżdża 29 kwietnia, tym razem nie w Kongresowej a w Teatrze Wielkim. Dla koncertu może i lepiej, bo piękna, klasyczna oprawa, ale ja na tym straciłam zdecydowanie, bo moje bilety mimo że najlepsze w Kongresowej, tu zasługiwały tylko na miejsce w 16 rzedzie w amfiteatrze, czyli dużo, dużo dalej. Jestem tym bardzo rozczarowana, w końcu to nie moja wina że tamten koncert odwołano. Fakt, że obecnie najlepsze bilety kosztuja 450 złotych, a ja zapłaciłam "tylko" połowę tej ceny, ale co mnie to obchodzi. Czuję się troszkę oszukana...

No ale przede wszystkim cieszę się że posłucham go i zobaczę na żywo. Baaaaardzo się cieszę :)

A teraz Wy posłuchajcie jednej z piosenek z jego najnowszej płyty.


12.1.09

Przystanek dziewięćdziesiąty piąty


Zamiast robótki i kłębków włóczki, dziś na Przystanku wystąpi taki jeden mały poczochrany kłębuszek, który zawitał do naszego domu niedawno :)
.
Jeszcze trochę nieoswojony, ale bardzo, bardzo milutki.
I, jak na poczochrane kłębuszki przystało, przytulny i cieplutki.
.
Oczywiście już się zaczęłam zastanawiać nad zbieraniem wyczesanej kłębuszkowej wełenki do osobnej torebeczki (mam już stosowną na czarną wełnę Aronkową). Zboczenie takie :)
...
.
A kamizela się robi. Dwa przody na raz, więc trochę to potrwa. Ale się nie dałam.

7.1.09

Przystanek dziewięćdziesiąty czwarty

Moja aztecka kamizela ma juz gotowy tył. Troche mi schodzi na tym dłubaniu, bo napchałam warkoczy jak szalona. O tak to wygląda:




Włóczka śliczna, warkocze też wyglądają nieźle, ale oczywiście już doszłam do charakterystycznego dla mnie i mojego robótkowania etapu pt. "chyba przestało mi się podobać"... Nie wiem co to za wada genetyczna, ale nie pamiętam żeby jakaś robótka podobała mi się od początku do końca. Pewnie dlatego tyle z nich rzucam w kąt i wracam do nich po miesiącach (albo i nie). No ale postanowiłam azteki nie rzucić za żadne skarby, choć już mi właśnie chodzą po głowie pytania: a na co mi taka długa kamizela, a że będzie wystawać spod kurtki, a że w ogóle dlaczego takie jaskrawe kolory sobie wybrałam, że wcale do mnie nie pasują, itp itd.
Staram się tych myśli nie słuchać i dłubię dalej, tym bardziej że wieczór w wieczór nadrabiamy rodzinne zaległości telewizyjne przy "Lostach" :) , więc siedzę, gapię się i dłubię te moje warkoczyki.

Mam nadzieję że nie zdołam się do tej mojej kamizeli całkiem zniechęcić, szkoda by było ją zostawiać na lato ;-)
...
Kurczę, zima zaszalała w tym roku na całego!
Nie wiem co górale powiadają o mroźnym styczniu, ale mimo wszystko mam nadzieję że do wiosny niedaleko...
Co prawda, jako świeżo upieczona właścicielka psa muszę nieco zrewidować swoje skostniałe antyzimowe poglądy: zimowe spacery z psem są fantastyczne :)
Pies nam się trafił wybitnie śniegolubny, zamiast wodołazem jest chyba śniegołazem ;)
Oto więc jak wygląda nasz czarny pies śniegołaz w pełnej krasie:

Zdałam sobie ostatnio sprawę że Aron, jako moje najmłodsze dziecko, wypełnił lukę jaka pojawiła się po tym jak moja najmniejsza panienka stała się nastolatką :) Przez lata zawsze miałam jakiegoś maluszka obok siebie, najpierw małych chłopczyków, później kiedy oni dorośli, była jeszcze mała dziewczynka. A kiedy i ona dorosła, nagle zrobiło mi się smutno że już nie mam małego dziecka... No i znowu MAM !!! :)
Aronek dostał od Mikołaja kolczastą piłeczkę, która stała się natychmiast jego ukochaną zabawką. Chodzi z nią wszędzie, a jak się zapodzieje to szuka aż znajdzie. Śpi z piłką przy buzi, a kiedy w nocy przenosi się z miejsca na miejsce, piłka przenosi się razem z nim :)


Przypomina mi malucha targającego ze sobą wszędzie pluszowego misia :)
..

1.1.09

Przystanek dziewięćdziesiąty trzeci

Z nowych rzeczy na Nowy Rok, postanowiłam trochę więcej zadbać o siebie.
I to przede wszystkim zdrowotnie. Niby to miałam wziąć się za siebie od wiosny, ale jakoś mi się nie udało. No to postanowiłam że zaczynam jeszcze raz, na poważnie. Biorę się za siebie i już!
Jeszcze dokładnie nie wiem jak się za to wezmę, ale mam pewne pomysły. Zobaczymy...

A jeśli już o braniu się mowa, wzięłam się nareszcie za wykończenie turkusowej kamizelki dla mojej panienki :

Tu widać jak się "blokowała" na pralce :)

Niestety, włóczka okazała się mało wydajna, zresztą można się było tego domyśleć z uwagi na jej grubość i purchelkową strukturę. No i nie będzie żadnych krótkich rękawków, jak sobie Marta wymarzyła. W sklepie było tylko 40 deko i tyle mi dokładnie wyszło, zdołałam jeszcze wydziergać paseczek i tyle. Jak gdzieś ją jeszcze znajdę to może dokupię i dorobię.

Marta i tak bardzo zadowolona i jak widać niezwykle chętnie wzięła udział w sesji foto ;-)






No w każdym razie widać że na nią pasuje :)

Uff...


Nareszcie (!!!) mogłam rzucić się na moją rudą aztekę ...
Och, jaka ta włóczka jest cudna! Mam nadzieję że nie będzie się jakoś szczególnie mechacić, bo skręt ma niewielki, więc niestety jest to całkiem możliwe.




Będzie z niej kamizela, coś między taką którą pokazywała kiedyś fiubzdziu , a taką którą zrobiła sobie Svetlana . Zresztą będzie taka jaka mi wyjdzie, nie umiem trzymać się schematów, lubie sobie dłubać po swojemu :)
W każdym razie mam nadzieję że wyjdzie długa (nakupiłam tej włóczki jak szalona!), ciepła i piękna. No i że w ogóle wyjdzie...
Póki co zapał mam wielki, przede mną jeszcze parę wolnych dni, więc jakieś szanse są. O ile, oczywiście, pozwolą mi na to moje ręce :-/

A gdyby została mi jakaś resztka, to mam cichy plan na połączenie jej z taka ryżą wełenką, którą pokazywałam sto lat temu. Jest trochę cieńsza ale pasują do siebie ślicznie :)

Eh, planów to ja mam jeszcze dużo...

No to miłego wykonywania planów i spełniania noworocznych postanowień Wam życzę !
Nie ukrywam że sobie też :)

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu