22.2.09

Przystanek sto piąty

Na przekór pogodzie, powtarzam sobie od wczoraj: "Już za miesiąc będzie kalendarzowa wiosna..." I tego będę się trzymać :)

Choć w ogródku mam tak:




W domu jest tak:
Zdjęcie robione było na dzień przed ostatnimi opadami śniegu, dlatego za oknem nie jest jeszcze biało. Ale kliwia w te zimowe dni bardzo podnosi nam temperaturę w domu :)

A tak na marginesie, hippeastrum "black pearl" stoi już w rządku razem z innymi na kuchennym oknie... Grunt to spełniać swoje marzenia, przynajmniej te nieduże :)
Fotki nie mam, zrobię w następny weekend. Na kwiaty to pewnie sobie troszkę poczekam, ale już zaczęłam się na nie cieszyć :)






14.2.09

Przystanek sto czwarty

Miałam pozować do zdjęć w wiosennym nastroju, a tu zima postanowiła się znów pokazać.
Jakoś nie wierzę jednak żeby została na dłużej. Zobaczycie, wiosna będzie tu za chwile...
.
No, i właśnie taka jest ta moja azteca:



Długa jak piorun mi wyszła, naprawdę nie wiem czemu się tak rozpędziłam.
.
No, przynajmniej nie można jej odmówić charakteru hehe. Nie wiem tylko czy ją będę nosić, bo oczywiście wyglądam w niej na prawdziwie "afrykańską kobietę"...
;-)
.
Ale cieplutka i miła jest bardzo, więc w najgorszym razie będę owijać się nią w chłodne domowe wieczory :)
.
Aha, oczywiście robiąc kilometrowe pliski na śmierć zapomniałam o dziurkach na guziki, a kiedy sobie o nich przypomniałam to już zupełnie mi się nie chciało wypruwać przyszytej pliski. Trudno, będzie bezguzikowa, i tak bym pewnie ich nie zapinała, bo nie lubię.
.
Właściwie od kilku dni mam już wieczorami wolne ręce, zamierzam wrócić do verenowego blezerka, który smętnie czeka w koszyku.
.
Na razie jednak pochłania mnie całkowicie tzw praca koncepcyjna, w wyniku której powstało moje rumowisko. Będę tam wieszać fotki wszystkich moich wytworów biżutkowych. Na razie tyle. Zapraszam do zaglądania :)
.
A do vereny zabiorę się lada chwila. Chcę ją szybko skończyć, bo znów chodzi mi po głowie kilka innych pomysłów...
.
Rety, dlaczego mam tak mało czasu ???

8.2.09

Przystanek sto trzeci

Ale dziś szaro i smętnie...
.
Nici z sesji zdjęciowej, bo po pierwsze nie skończyłam plisek, a po drugie, będące przyczyną pierwszego, cały mój wolny czas spędziłam w ten weekend przy kamyczkach...

No ale udało mi się przynajmniej sportretować córeczkę w turkusach:







Pora co prawda już prawie wiosenna, ale lepiej późno niż wcale ;-PP
Przyda się na przyszły rok, pod warunkiem oczywiście że ulubiony dzisiaj kolorek się pannie nie znudzi ;-)

A tymczasem, w ogródku coraz więcej wiosennych obrazków... Widok kiełkujących krokusów po prostu mnie rozczulił:




Jeden z kwiatów ciemiernika już się rozwija, chociaż cały czas kryje się jeszcze pod liśćmi:




Amarylisy w domu też się troszkę ruszyły:




Bardzo jestem ciekawa czy i jak zakwitną. No i już oczywiście mam następną pokusę.

Znalazłam na allegro amarylisa 'Black Pearl' :

.
Jeśli ma naprawdę taki kolor jak na zdjęciu, to musi być przepiękny... No, nie mówię, że natychmiast go sobie kupię, ale ogłaszam niniejszym że JEST w moich planach... Ogłaszam to właściwie tylko dlatego że nie miałabym jak schować go przed moim Ukochanym, a jak sobie tu przeczyta, przetrawi, przyzwyczai się do tej myśli, to potem łatwiej zapomni... ;-PPP
.
Nieee, nie mogę przecież narzekać na mojego Mężulka, który ze stoickim spokojem znosi widok coraz to nowych pudełek i pudełeczek z kamyczkami i koralikami, oraz naprawdę cieszy się z robionych przeze mnie biżutków :) Mam wrażenie, że woli to moje dłubanie kamyczkowe od "sznurków", jak nazywa moje piękne włóczki, choć parę lat temu zdarzyło mi się zrobić mu parę sweterków, które nawet chętnie nosił, a kolczyków mu przecież raczej nie zrobię ;-PPP
.
A tak a propos kamyczków, uległam jeszcze jednej pokusie. Sami zobaczcie:

.




To jadeit soocho, inaczej bowenit. Tak sie zauroczyłam tymi kamieniami, że choć to nie całkiem moje kolory, musiałam je mieć! I mało tego, zamierzam sobie z nich zrobić piękny naszyjnik i jeszcze piękniejsze kolczyki ...
Tylko kiedy?
.
Naprawdę nie mogę się już doczekać światła dziennego! Nic się nie da robić w takiej ciemnicy! Czekam na weekend ze wszystkim, nawet z obejrzeniem zakupionych przez internet kamyków, nie mówiąc już o robieniu biżuterii. Ehhh :-/
.
Swoją drogą, ostatnio zastanawiałam się nad tym jak bardzo zmienił się mój stosunek do noszenia biżuterii. Przez całe lata nie nosiłam żadnych ozdób, do czasu aż sama zaczęłam je robić. A wszystko zaczęło się dopiero, kiedy przekłułam sobie uszy, czyli dwa lata temu. A wszystkiemu właściwie winna jest moja córka, która tak bardzo chciała nosić kolczyki i tak bardzo mnie o to prosiła, że nie miałam sumienia jej odmówić, tym bardziej że moja Mama mi nigdy na to nie pozwoliła, a kiedy już byłam dorosła to przestało mi na tym zależeć. A teraz nagle oświeciło mnie, że razem z Martą sobie strzelimy dziurki w uszach ... i sobie strzeliłyśmy!
.
Niesamowite czego to jeszcze można "na starość" spróbować... :)
.
I w tym miejscu uprasza się Wiadome Osoby o nie wytykanie mi tego co już naprawdę dobrze wiem, że prawdziwe, świadome życie zaczyna się po 40-tym roku życia, ze szczególnym uwzględnieniem 44-go roku...
A co się może wtedy wydarzyć... ho ho ho!... Oczywiście trzeba tego chcieć ... ;-PPP
.
Kto z Was, drodzy moi, jeszcze tego nie wie, to na pewno się o tym w odpowiednim czasie przekona, zapewniam :)
.

5.2.09

Przystanek sto drugi

Nie mogę się powstrzymać od pokazania Wam tego blezerka.
Jestem ostatnią osobą, która powinna pokazywać swoją "kolejkę robótkową",
bo mam tyle zaczętych projektów i tak dużo zaplanowanych robótek, że aż wstyd.

No ale nie mogę się powstrzymać i tyle.
Znalazłam go tutaj na allegro, ale muszę wkleić tu fotkę, bo z allegro ona niedługo zniknie. Bardzo właściciela przepraszam, ale nie widzę innego wyjścia.

Bardzo, bardzo mi się podoba:


Wersja dla mnie musiałaby być dłuższa, bo mam kompleks pewnej części ciała, znaczy po prostu troche za duża ona jest i lubi być przykryta ;)
.
No i nawet mam podobną włóczkę. Ehhh, tylko kiedy, kiedy ???
.
W weekend ujrzę wreszcie światło dzienne w domu, więc mam nadzieję pokazać prawie skończoną aztekę oraz moją małą modelkę w turkusowym kompleciku.
.
No dobra, siadam do mojej kilometrowej pliski :D
Życzcie mi wytrwałości!

1.2.09

Przystanek sto pierwszy

Dziś znowu kamykowo u mnie będzie.
.
Kamizela z azteki po wysuszeniu nie wydaje się być taka znów tragiczna, więc będę klecić tę pliskę i zobaczymy co wyjdzie.
.
Ale to za moment, bo najpierw muszę dokończyć turkusowy szalik do turkusowej czapki, fotki na ludziu będą, modelka obiecała zapozować :)
.
A tymczasem udało mi się złapać parę chwil świętego spokoju i podłubać w kamyczkach.
No to się trochę pochwalę:


Kolczyki z rodonitu. Trochę cukierkowe, ale podobają mi się :)


Komplet z pirytu. Piryt bardzo mi się podoba, ma taki antyczny kolor i połysk. Jest natomiast dosyć ciężki. Jak to żelazo ;)



A to agaty. Chyba jedne z moich ulubionych kamieni. Jest ich tyle odmian, że nie sposób się nimi znudzić. Brązowe koraliki są z muszli.




Agat wężowy. Tym razem szary. Te czerwone kosteczki są z barwionego marmuru.




Koral barwiony na niebiesko. To naszyjnik zamówiony do kompletu do kolczyków, które zrobiłam przed Świętami.



A to jaspis i znów cięta muszla. Jaspisy też znajdują się wśród moih ulubionych kamyków. Jak się tak dobrze zastanowię to chyba prawie wszystkie kamienie się w tej grupie znajduja :)))


A to koral i jaspis czerwony.



I na koniec znów barwiony marmur.


No i to na razie tyle kamyczkowania . Oczywiście tylko na razie :)


A na deser przemycę jedną jedyną fotkę Aronka. Niech kociarze nie myślą że tylko koty można brać na kolana w celach głaskania :)



Reszta psa się w kadrze nie zmieściła ;)