15.3.09

Przystanek sto dziewiąty

.
Wy tam sobie dłubcie na drutach, i za siebie i za mnie, ja chwilowo nie mam na to czasu: oglądam wiosnę :)







Cały weekend spędziliśmy w prawdziwie wiosennej atmosferze, w nagrodę wczoraj wieczorem już prawie nie mogłam się ruszać, ale proszę: dziś mi jakimś cudem
przeszło ;-PPP
.
Oprócz typowych o tej porze prac porządkowych, wzięliśmy się też wreszcie za ochronę naszych roślin przed wielkim, czarnym, włochatym szkodnikiem, czyli kochanym Aronkiem, który w głębokim poważaniu ma roślinki i naszą o nie troskę. A wystarczy jedno przypadkowe stąpnięcie uroczej kudłatej (za przeproszeniem Qd ;) łapki, żeby wykończyć kiełkującego tulipana, czy złamać kolejną gałązkę azalii ...
.
Niestety, zdążył już nam załatwić kilka roślinek, mam malutką nadzieję że jednak jakoś uda im się przeżyć...
.
Ale od dziś, ku wielkiej psiej rozpaczy, nasz ogródek wygląda tak:

.
Przyznać muszę że sama raczej nie przepadam za ogrodzeniami, chciałam mieć ogródek bez płotków i barierek, gdzie rośliny same wyznaczałyby granice, no ale cóż, pies nie wiedzieć czemu jakoś nie chce uznać granic umownych, a tak naprawdę z trudem
przychodzi mu uznanie jakichkolwiek ... ;-PPPP
.
Pierwszy nasz pomysł to były bambusowe kijki, których zakupiliśmy całą masę po to żeby zrobić z nich taki niby płotek. Oczywiście okazało się że sto patyczków to stanowczo za mało na nasze wielkie włości, więc chcąc nie chcąc, powiązalismy między nimi sznurek...
.
Nie wyglądało to najlepiej, tym bardziej że również nie spełniło swej roli. Aronek radośnie przegalopował między kijkami, porywając je za sobą razem ze
sznureczkiem ;-PPP
.
Druga wersja polegała na użyciu ogrodniczego drutu zamiast sznurka. No może gdyby kijki też były druciane, a nie bambusowe... Jakiś przeterminowany ten bambus, czy jak, w każdym razie z łatwością dawał się pieskowi łamać zębami, a nawet okazało się że świetnie nadawał się do żucia...
.
No to teraz ma! I mam cichą nadzieję że tym razem uda mu się zrozumieć, że siatka jest dla niego barierą, a nie kolejną świetną zabawką...
.
Myślę że trochę mu już dziś w głowie zaświtało, bo kiedy przyglądał się naszym pracom ogrodzeniowym, humor miał po prostu pod psem...
.
A ja będę się musiała do tych siatek przyzwyczaić, nie mówiąc już o śmiganiu ponad nimi w celach pielęgnacyjnych...
.
Są w sumie dość mało widoczne i co najważniejsze, nie zasłaniają moich kochanych roślinek :)
.
....
.
Zmieniam temat, tym razem na ornitologiczny ;)
.
Ktoś pytał mnie niedawno o nasze ptaszyska. Otóż donoszę uprzejmie, że nadal do końca nie jesteśmy pewni jak to jest z Shaylo i Cookie, czyli kto jest kim i czy są parką czy też nie :)
.
Generalnie nie zależało nam na posiadaniu parki, chcieliśmy tylko dokupić kumpla dla Shaylo, który wyraźnie nudził się sam w klatce. Stąd w ogóle pomysł zakupu drugiej papugi.
.
Trochę się nadal ganiają po klatce, ale jakby mniej w tym wrogości. Natomiast od jakiegoś czasu... sypiają razem! Myślicie że to coś znaczy ??? ;-PPPP
.
.






13.3.09

Przystanek sto ósmy

Na dzisiejszym przystanku podziękowanie dla Skrzacika za wyróżnienie jakie od niej dostałam. Dzięki, Skrzaciku, miło mi bardzo :)
..
Ja jednak nie będę nikogo nominować, gdyż uważam że WSZYSTKIE moje ulubione blogi są godne wyróżnienia, zresztą większość już takie wyróżnienia otrzymało. Pozdrawiam więc wszystkich mniej i bardziej kreatywnych bloggerów bardzo serdecznie i życzę Wam wielu radości z dalszego tworzenia :)
..

8.3.09

Przystanek sto siódmy

Patrząc dziś rano przez okno naprawdę cieżko mi było uwierzyć że to już marzec ... Oczywiście nie zamierzam tu pokazywać tego co tam było widać, myślę że wszyscy mieliśmy z grubsza to samo :-/

Ale za to pokażę Wam jaki mam piękny widok na oknie...




Tak, tak, to hippeastrum "black pearl", już ma pączka!

Zresztą nie tylko ono, reszta też:


Wyobrażacie sobie co tu się będzie działo za trzy tygodnie ? Orgia barw i zapachów :PPP
Nie mogę się już doczekać ...
..

Co dzień rano biegnę podziwiać postępy w rozwoju pączków, nawet o tej cholernej szóstej rano ten widok potrafi wprawić mnie w świetny humor, co tu się będę przejmować jakimiś tam ostatnimi podrygami zimy... ;-P
...

Robótek do chwalenia się oczywiście nie posiadam, chwilowo nie mogę jakoś się za nic zabrać, taka jakaś niemoc drutowa na mnie spłynęła. Nie pierwszy to i pewnie nie ostatni raz, więc generalnie się tym nie martwię. Kiedyś na pewno odpłynie ...

..
Ale za to miałam dziś trochę wolnego czasu na grzebanie w kamyczkach :)
Efekty powieszę jutro w rumowisku, a tutaj na razie tylko trzy fotki:



Eh, zawsze mi za mało czasu w weekend, niby to dwa wolne dni, ale z niczym się nie wyrabiam...

Co to będzie kiedy nadejdzie czas ogródkowy, coś będzie musiało wylecieć z mojego rozkładu jazdy. Tak sobie myślę że wybierając między kamyczkami, robótkami, sprzątaniem i gotowaniem sobotnio-niedzielnych obiadów nie będę chyba miała zby wielu wątpliwości ... ;-PP

No dobra, na koniec fotka dla wielbicieli Aronka. Wiem, że już ze trzy razy pokazywałam Wam jak zasiada na kanapie. Ale nie mogę się powstrzymać przed publikacją kolejnego zdjęcia. W takiem pozie i z taką miną oglądał Aron z nami wczorajszy wieczorny film w telewizji...

;-PPP

1.3.09

Przystanek sto szósty

No i miałam rację: jest już tuż tuż.

Najlepszym tego dowodem jest kwitnący nam, jak co roku w pierwszych tygodniach wiosny, echinofossulocactus. Mamy go od lat kilkunastu i każdej wiosny ślicznie kwitnie. Dziś właśnie rozwinął swój pierwszy kwiatek :)

Na razie tylko jeden, ale za to jaki cenny!





Czy ja wspominałam kiedyś że mamy w domu pełno kaktusów i sukulentów? Najstarsze z nich mają ok. 20 lat, bo pasja kaktusowa dopadła mnie w zamierzchłej młodości i kiedy tylko znalazłam sobie męża to go zaraz nią zaraziłam...
.
No i tak sobie hodujemy te kaktusy od lat 25 -ciu, kupując w pierwszych latach bez opamiętania wszystkie napotkane gatunki i odmiany. Teraz już właściwie pielęgnujemy tylko te najwytrwalsze, które przeżyły z nami te wszystkie lata.
.
Pamiętam że skatalogowaliśmy je kiedyś wszystkie (fiszki ze zdjęciami, tak tak) i naliczyliśmy że mamy ich trzysta ... Nie sztuk... odmian!...
.
Jak pasja to pasja ... ;-P
.
Skoro o pasjach mowa (cóż za piękne słowo na określenie choroby psychicznej ;), to zgadnijcie co robiłam przez cały dzisiejszy dzień?
.

















Ze mną już chyba niedobrze, bo chęć posiadania coraz to nowych kamyków dorównuje już mojej pazerności włóczkowej. No ale sami przyznajcie, że są przecudne... A w dodatku wszystkie te kamyki to agaty...
.
Siedziałam dziś więc sobie w słońcu i dłubałam w kamyczkach, kto chce oglądać efekty tej dłubaninki, zapraszam do mojego rumowiska.
.
Eh, jakby to było cudnie, gdyby człowiek mógł całymi dniami robić to co lubi...
.
Nic to, nowy tydzień się co prawda właśnie zaczyna, ale już za pięć dni znowu będę mogła sobie w weekend poszaleć z moimi pasjami ;PP
.
.