26.7.09

Przystanek sto osiemnasty

Kiedy cała rodzina siedzi na piętrze, a ja na dole (bardzo częsta sytuacja, bo kuchnię mamy na parterze), Aron zajmuje strategiczną pozycję w połowie schodów, tak na wszelki wypadek, żeby wszystko mieć na oku :) Wcześniej nigdy bym nie przypuszczała że takie wielkie psisko potrafi zmieścić się w takim miejscu!

Jak sobie pewnie wyobrażacie, zejście i wejście po tak bardzo zajętych schodach to dla nas nielada wyzwanie, tym bardziej że nieraz zdarzy mu się w takiej pozycji smacznie zasnąć...
Zresztą nawet nie "zaśnięty" też nie kwapi się do ustąpienia miejsca.

Jak napisał kiedyś ktoś na forum nowofundlandów, jest to bardzo inteligentna rasa, a kiedy wydaje nam się że nie zrozumiał jakiejś komendy, to się mylimy bo on zrozumiał ją od razu, tylko przez następne trzy minuty zastanawiał się jak się od niej wymigać ;-PPP
Święta prawda!

Oto więc Aronek na strategicznej pozycji międzypiętrowej:


Czyż to nie cudny widok ?


A tymczasem przede mną dwa tygodnie długo wypatrywanego świętego spokoju, czyli dobrze zasłużony URLOP!!!


Spędzam go, rzecz jasna, we własnym domu i ogrodzie, i naprawdę bardzo się z tego cieszę :)


Oczywiście różnego rodzaju planów mam co niemiara, ale nie zamierzam póki co się nimi przechwalać publicznie, bo zdaję sobie dobrze sprawę z tego, że będę szczęśliwa jeśli spełnię choć 10% z tych zamiarów :) Najważniejszy z nich to zresztą wypoczynek, postaram się o tym cały czas pamiętać.

* * *
A w dzisiejszym kąciku ogrodniczym moja "cudem odnaleziona" jeżówka ;)

Zawsze z niecierpliwością czekam kiedy zakwitnie, to taki prawdziwie letni kwiat.

Zobaczcie jak ładnie się do tego zabiera:

Eh, zresztą przecież wszystko latem kwitnie jak szalone, nawet w mym ukochanym hostowisku, nazywanym przez moje dzieci "kącikiem z sałatą", pełno o tej porze kwiatów :)

I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś, żeby Was kącikem ogrodniczym nie zanudzić, ale uprzedzam lojalnie: ciąg dalszy przed Wami :)











12.7.09

Przystanek sto siedemnasty

No i co ja poradzę na to, że o tej porze roku ze wszystkich moich wariactw najbardziej przyciąga mnie ogródek?... Zamiast bloga robótkowego robi się tutaj blog prawie ogrodniczy ;)

Zresztą czy ja kiedyś coś mówiłąm o blogu robótkowym? Chyba nieeeeeee .... ;-PPP

Są te moje przystanki trochę od sasa do lasa, takie jak moje pasje, a może też trochę takie jak całe moje życie ?.. ;-)

No to zarzucę Was dziś kolejnymi fotkami liliowców, bo rude już przekwitają, a zakwitają inne kolory.






Śliczne są, ale im dłużej im się przyglądam, tym bardziej wydają mi się podobne... Chyba już pora na jakieś nowości ;-PP
Co prawda dopiero co się zarzekałam że więcej liliowców mi się w tym kąciku nie zmieści, ale dziś właśnie zmieniłam zdanie. Gdyby tak przenieść rudzielce gdzie indziej, bo są zdecydowanie za wysokie, trochę mi tu przeszkadzają, to od razu będzie miejsce
na jakąś inną odmianę. Może jakąś szlachetniejszą, dwukolorową? Hm.. muszę to przemyśleć i przejrzeć aukcje na allegro :)))

Kiedy pstrykałam wczoraj fotki gailardiom,
.

.
... przyplątał się do nas śliczny, puchaty trzmiel

.
.

No to też mu kilka fotek machnęłam, co mu będę żałować, to takie ładne i pracowite stworzonko, niech ma swoje miejsce na przystanku ...
.



A na koniec dzisiejszych kwiatowych fotek pochwalę się kwiatem akantu, dzięki Małgosiu, zobacz jak dobrze się u mnie ma :)




Ciąg dalszy ogrodowego chwalipięctwa niewątpliwie nastąpi ...

6.7.09

Przystanek sto szesnasty

Lato, nareszcie lato!
Co prawda, zgodnie z moją kłapouszą filozofią, początek lata to już niestety zapowiedź jesieni, staram się jednak dzielnie chwilowo o tym nie pamiętać :)

Trochę za bardzo deszczowe jak na mój gust to lato, ale pamiętając o szukaniu dobrych stron wszystkiego, myślę sobie że się w tym roku nie przemęczę podlewaniem ogrodu :)

A zieleń rośnie aż miło spojrzeć, co prawda ta niechciana szybciej od tej pielęgnowanej, ale cotam! Co zdąże to powyrywam, a czego nie wyrwę, to rośnie dalej. Jestem przecież zwolenniczką ogrodów naturalnych ;-PP

W tym roku doczekałam się wreszcie prawdziwej kępy liliowców. Uwielbiam je. Udało mi się wiosną przesadzić je wszystkie w jeden kąt, niestety wygląda na to że więcej się ich tam nie zmieści ...


Zresztą lubię wszystkie kwiaty :) Nagietki sieją się u mnie same i tam gdzie chcą ...
Tutaj w objęciach gailardii:
Lada moment zakwitną też floksy:

No i moja ukochana jeżówka, którą przesadziłam jesienią na inne stanowisko, a w tym roku, nie znalazłszy jej na starym miejscu, biadoliłam że przemarzła... Ileż było radości kiedy "niespodziewanie" pokazała się na samym środku mojej bylinowej rabatki ;-PPP
Jakie to szczęście że skleroza nie boli ;-)


To na razie tylko pączki, ale jakie już piękne!


Mimo deszczowej pogody, która upodobała sobie zwłaszcza weekendy, co jakiś czas udaje się nam spędzić parę godzin w ogrodzie, czasem na pracy, najczęściej jednak na błogim lenistwie :) Oj, fajnie się na powietrzu leniuchuje ! Nie mogę doczekać się urlopu, bo choć nigdzie się nie wybieramy, dwa tygodnie nielimitowanego ogrodowego lenistwa to naprawdę niezła perspektywa!

Nasza trzódka lubi wietrzyć się razem z nami.




Świnek-Muminek ma własny wybieg, bo bez wybiegu natychmiast daje nogę w świat. Świat jest taki kusząco wielki, że wprost nie można przecież usiedzieć w miejscu!



Aron przygląda się ciekawie poczynaniom prosiaczka:



ale po chwili filozoficznie zamyśla się nad marnością tego świata ...


A ja? Ja gorączkowo dzielę swój wolny czas pomiędzy rodzinę, ogród, dom i kamyczki, niekoniecznie w tej kolejności ;)
Ostatnio, jak widać, znów naprodukowałam trochę błyskotek:

Ale to już historia z całkiem innego bloga... Kto lubi oglądać świecidełka, to go zapraszam do mojego rumowiska :)