7.8.09

Przystanek sto dziewiętnasty

Oczywiście, tak jak można się było spodziewać, te dwa tygodnie minęły jak jeden dzień... Odpoczęłam, to prawda, ale plany jak zwykle udało mi się zrealizować w znikomej części.

Ale przecież wiedziałam że tak będzie, więc nie czuję zbyt dużego rozczarowania. Ważne że było mi dobrze. Pogoda była bardzo grzeczna, słoneczko grzało tak jak lubię, deszczu wystarczyło akurat na podlewanie ogródka co parę dni, tak żebym się nie przepracowała...

A co robiłam?
Nie ukrywam, że najchętniej to ...




Och jak dobrze człowiekowi robi kilka godzin dziennie na leżaku pod wiśniami, we własnym ogródku, z komputerem czy książką na kolanach ...

No właśnie, nadrobiłam trochę książkowych zaległości, odkryłam też zupełnie nieźle zaopatrzoną bibliotekę w sąsiedztwie, znowu narobiłam sobie apetytu na czytanie, choć wiem że naprawdę ciężko mi znaleźć czas na książki na co dzień. Nie lubię czytać w biegu, chwilkę tu, chwilkę tam, między robieniem obiadu a zmywaniem. Lubię zaszyć się z książką w jakimś niedostępnym dla innych miejscu i czytać nie myśląc o upływającym czasie ani o tym co jeszcze mam do zrobienia. Dlatego pewnie na co dzień czytam tak mało, aż wstyd się przyznać...
No a przede wszystkim zazdroszczę tym, którzy czytają sobie przed snem. Ja na widok poduszki od razu zasypiam, nie zdążyłabym nawet przeczytać jednej strony...

Najszczęśliwszy z faktu że jesteśmy w domu, był nasz kochany Aronek. Jemu wystarczy być blisko, siedzimy w ogrodzie - Aron śpi w ogrodzie. Idziemy do domu - Aron kładzie się przy nas. Nawet niechętnie idzie na spacer, nie musi. Dobrze mu tam gdzie my jesteśmy.



Plany robótkowe na czas urlopu i owszem miałam :)

Schowałam wszystkie kamyki i narzędzia do robienia biżutów, od tego postanowiłam odpocząć, poza tym stolik w pokoju mam tylko jeden i w dodatku niewielki :)

No i zaczęłam wreszcie swoją przygodę z decoupage'm. Czy ona będzie wielka, czy mała, to jeszcze nie wiem, bo okazało się że wzory serwetek które kupiłam zupełnie nie pasują do tego co chcę zrobić. Zamówiłam więc na allegro następną dostawę, no i czekam ...

Na razie więc tylko wprawki na małych kawałkach sklejki. Nie wiem czy dobrze czy źle wychodzą, grunt że zabawa jest przy tym niezła. Nie mam właściwie nic do pokazania, tylko trochę bałaganu na moim stoliku :) A jak uda mi się kiedyś zrobić coś ładnego, to oczywiście nie omieszkam się pochwalić ...






Udało mi się jeszcze zacząć odnawianie takiego jednego stołka, który za dawnych warszawskich czasów znaleźliśmy na śmietniku i jakoś tak od paru lat jest z nami. Z roli balkonowego stojaka na kwiaty awansował ostatnio do pozycji ogrodowego stolika kawowego :)

Niestety był w dość kiepskim stanie ... Zrobiłam mu wczoraj pamiątkową fotkę, mam nadzieję że niedługo będę mogła pokazać go w lepszej kondycji :)






Zasadniczo miałam go po prostu odnowić i pomalować na biało, ale teraz nie wiem czy nie pokuszę się na jakiś mały decoupage ;) Ot tak, dla nauki...

Co jeszcze robiłam ? No, trochę porządków, w moim własnym zagraconym pokoju na przykład, oraz w dawno nie ruszanych szafkach w kuchni, coś, do czego zbierałam się od miesięcy.

Czego nie zrobiłam? No niestety nie udało mi się wziąć się za szycie szmatek, których całą masę przywiozłam sobie ostatnio od pewnej Krysi ... Miały powstać, i na pewno kiedyś powstaną, wspaniałe podkładki pod talerze, oraz ze dwie poduchy na kanapę, ale... ehhh... no czas nie jest z gumy nawet na wakacjach! ...

Ale to nic, jeszcze parę urlopów w życiu przede mną!

Na koniec pokaże śliczne kwiaty z mojego ogródka. Tym razem w wazonie, a właściwie w słoiku, bo akurat tak mi pasowało.


Nie lubię ścinać kwiatów i wstawiać ich do wazonu, wolę kiedy kwitną sobie w ogrodzie, ale tym razem musiałam ściąć parę gałązek przesadzonego kentrantusa (ten różowy), żeby miał więcej sił i nie zmarniał mi po tym przesadzeniu. Dołożyłam więc trzy kwiatki rdestu i gałązkę rosnącej w donicy euphorbii i nagle okazało się że mam w ręku śliczny bukiet :)

Jak dobrze że jeszcze weekend przede mną...

Miłego weekendu zatem wszystkim życzę :)