Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2009

Przystanek sto dwudziesty piąty

Wszędzie tylko jesień i jesień.

Może i kiedyś ją lubiłam, bo taka ładna, bo kolorowa i romantyczna. A teraz nie lubię i tyle.

No i owszem, przyznaję, że kolorów ma co niemiara, i w dodatku one wszystkie z gatunku "moich". Brązy złociste, rudości płomienne, przygaszone zielenie. Cóż, kiedy bez słońca tych kolorów prawie nie widać, a słońca ostatnio jak na lekarstwo. Zimny wiatr je zaraz potarga, deszcz rozmyje, a na koniec przyjdzie mróz, wszystko zeszkli i przemrozi.

I tyle z nich zostanie...

Kolorowe ozdobne dynie ładnie się prezentują w domu na stole. Apetyczne, aż by się schrupać chciało.



W tym roku urodzaj na nie mamy wielki, niektóre nawet na drzewach nam urosły...


Jedyne które nie dopisały, to te, na których najbardziej mi zależało, czyli dynie masłowe od siostry mej bliźniaczki. Nasionka wykiełkowały ładnie i nawet urosły, ale rosły bardzo powoli. Nawet zakwitły, ale w chwili kiedy miały zawiązać owoce to się nagle wzięły i rozmyśliły. Szkoda, bo już sobie zęby na nie ostrz…

Przystanek sto dwudziesty czwarty

Niniejszym odwołuję wszystko co powiedziałam na temat jesieni w poprzednim przystanku!
Jest mokra, zimna, ciemna i paskudna.
Powiem otwarcie: nie znoszę jesieni i nie cierpię zimy.
Szkoda że nie mogę sobie gdzieś na te pół roku jakiegoś zastępczego lokum zapewnić, gdzieś tam hen, w klimacie umiarkowanym, a nawet i w tropikalnym, a co mi tam...


Tymczasem musieliśmy dziś wieczorem dokonać ekspresowej ewakuacji roślin z tarasu, bo zagroziło przymrozkami i wcale się nie zdziwię jeśli jutro z tego lodowatego powietrza jakiś lodzik na ulicy zabłyska rano...

No, to samo się właściwie nawiązało do tematu roślinkowego (choć podobno samo to tylko grzmi i samo się błyska ...), nie mam wyjścia, m u s z ę znowu coś tu pokazać... ;-)

Taras mamy wielki i choć jeszcze cały czas nie wykończony, poprzedni właściciele pokryli go papą i tak na razie zostało, to i tak jest źródłem mojej ogromnej radości wiosną i latem.

Mogę sobie na nim nastawiać roślin do woli, a jeszcze drugie tyle się zmieści.

Zawsze o takim m…

Przystanek sto dwudziesty trzeci

No i nie da się ukryć że przyszła...
Muszę przyznać że jest nawet ładna, kolorowa, częściej słoneczna niż deszczowa, ale tak strasznie zimno się już robi wieczorami...

Ja, zmarźlak wieczorny, siedzę w grubych skarpetach, polarowej bluzie, owinięta w wełniane koce robione przez moją Mamę, bez których sobie życia jesienią i zimą nie wyobrażam, ale i tak czuję że mam zimny czubek nosa, jak nie przymierzając moja kochana psina...

Codziennie rano wstaję po ciemku, szukanie ubrania do pracy przy świetle lampki nocnej to prawie tak samo jak i bez niej, nie wiem czy to czarne spodnie czy brązowe, nie pamiętam czy ta bluzka do tych spodni pasuje czy nie, okaże się w pracy ...

Uwielbiam te poranki... (To było z sarkazmem, jakby ktoś się nie domyślił :)

Po pracy wracam do domu i zanim nakarmię towarzystwo i zjemy obiad czy też właściwie kolację, to już prawie ciemno, niedługo nawet i tego promyka światła popołudniowego nie będzie ...

Właściwie nie zimno tylko ten brak światła mnie tak jesienią i zimą …