Przystanek sto czterdziesty pierwszy

Wiedziałam że się uda jakoś przetrzymać tę zimę! Ciężkawo było, nie powiem, czasem naprawdę miałam dosyć. Ale były też chwile milsze, sobotnio-niedzielne spacery po zaśnieżonym lesie dawały zapomnieć o tym że tak naprawdę to ... nie cierpię zimy ...

Ale teraz już sza, ani słowa o zimie!

Od jutra marzec, a jak marzec to nareszcie wiosna :)
.



.

.
Tak tak, wiem, od środy ma być oziębienie,
pewnie jeszcze parę razy coś białego z nieba spadnie,
pewnie jeszcze trochę chlapy na przemian z mrozem nas czeka,
ale nie szkodzi!

Wiosna idzie i już!
.
.

Dziś, kiedy wreszcie stopniała wielka śniegowa poducha w ogródku, odkryłam, że wykiełkowały już krokusy!

.
.


.
.
widać też już czubki kiełkujących tulipanów, a pąki ciemiernika są coraz bardziej widoczne.
No i pięknie zakwitł nam w tym roku oczar...



.

.


.
.


I znów będę mogła wyczekiwać kolejnych kiełków, pąków, listków, ehhh ... uwielbiam wiosnę!
.
.
Pierwszym jednakowoż krokiem na wiosnę będzie kolejny płotek, który musimy ustawić w ogrodzie, żeby chronić moje ukochane roślinki przed stratowaniem, bo wiadomo że co osiem wielkich ciężkich rozpędzonych łap to nie cztery ...
,
A zanim uda mi się (o ile w ogóle mi się uda!) wytłumaczyć moim dwóm czarnym osiołkom, że tu nie wolno i tam nie wolno, to może być cokolwiek za późno ...
.
.

A propos osiołków, to powinnam na nich właściwie mówić moje kochane alpaczątka :)
.
Co poniektórzy wiedzą że od dawna noszę się z zamiarem uprzędzenia psiej wełenki, od kiedy tylko jest z nami Aron, chodzi mi po głowie ten pomysł. Zbierałam jego sierść przy czesaniu, marząc dopiero o kupnie kołowrotka.
.
No a teraz nie dość że mam już narzędzie pracy, dokupiłam sobie też jakiś czas temu odpowiednie czesadła, zgrzebła czy jak one tam się po polsku zwą.
.
No i mam już dwa zwierzaczki do wyczesywania! Przy czym sierść Miśka jest niczym owcze runo... Takiego puchatego psa to ja jeszcze nie widziałam. No alpaczątko prawdziwe!
.
.
.
.
Próbowałam zrobić dobrą fotkę, ale nie wychodzi ta jego puchatość i gęstość na obrazku.
No trudno, musicie mi wierzyć na słowo :)
.
W każdym razie moje zapasy psiego runa powiększają się.
Spędziłam weekend na rozczesywaniu Misia, który trochę podfilcowane ma futerko, więc pracy jeszcze trochę przy nim będzie. Ale to futerko... mmmmm.... miodzio, mówie Wam ;)
.
Jak sobie nazbieram pełną torebeczkę, to pięknie upiorę i spróbuję coś z tego wymodzić.
.
Wczoraj ćwiczyłam na kociej sierści, własność Krychowych szanuarów, Wojtka i Alego:
.
.
.
Krycha specjalnie dla mnie uzbierała, no bo chciałam zobaczyć, czy się da.
No i się da!
.
.
Trochę nierówna ta wełenka, bo włoski krótkie i dość niewprawnie mi szło to przędzenie, ale co tam, pierwsze koty za płoty, że się tak wyrażę ;)))
.
Wełna wychodzi miękka jak angora, uprałam i zobaczę co z tego będzie jutro. Niewiele jej wyszło, ot taka sobie próbeczka, ale mam już obiecane dalsze dostawy, nie tylko od Krychy, więc jeszcze sobie poprzędę :)
.
Co za niesamowite uczucie, zrobić wełnę od początku do końca :)
.
.



Komentarze

  1. wiem wiem ale futerko jeszcze zadków się mocno trzyma :)
    Szare już masz ale rudego to chyba nie .

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu, zaraz biegnę rozgrzebać śnieg na grządce z krokusami. Ja też chcę zobaczyć coś zielonego !!! Pomysł z psami -alpkami jest świetny. Mam ochotę pomacać taką wełenkę .Pozdrowienia dla wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Robi się u Ciebie coraz ciekawiej:)

    OdpowiedzUsuń
  4. zakręcona z ciebie kobieta :):) pozytywnie zakręcona :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też z niecierpliwością wyczekuję pierwszych,wiosennych kwiatów :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz