Przystanek sto czterdziesty piąty

Ehh, aż się nie chce wierzyć, że to już po wszystkim...
.
Wczoraj w nocy wrociłyśmy z Martunią z Lądka, z kołowrotkowych warsztatów. Było naprawdę świetnie!
.
Doborowe towarzystwo, urocze miejsce, świetnie prowadzone zajęcia i naprawdę kapitalna zabawa!
.
Dzięki Wam, Danielu, Basiu, oraz wszystkie dziewczyny - kursantki :) Bardzo się cieszę że miałam okazję Was poznać i tylu ciekawych rzeczy się dowiedzieć!
.
Udało mi się naładować nadwyrężone ostatnio akumulatorki, mam nadzieję że na długo :)
.
Nie mam wielu zdjęć do pokazania, więc zapraszam na blogi Prząśniczki, gdzie Ela powiesiła piękne zdjęcia z naszej wyprawy, oraz do Basi-Fanaberii. Tam sobie możecie nas pooglądać i pozazdrościć, bo naprawdę jest czego! Z tego co wiem, Basia z Danielą będą jeszcze organizowały podobne warsztaty. Zachęcam, bo naprawdę warto!
.
Wróciłam oczywiście z głową pełną pomysłów, planów i marzeń.
To jest ten stan ducha który lubię :)
.
A tak wyglądałam przy moim ulubionym kołowrotku, Elisabeth. Miałyśmy do wyboru aż sześć różnych modeli, wypróbowałam wszystkie, ale ten wydał mi się najlepszy, najpiękniejszy, poza tym po prostu "samo" mi się na nim przędło...
.

Poza nabytą w Lądku wiedzą, dyplomem, oraz tymi wszystkimi marzeniami, przywiozłam sobie do domu torebeczkę ufarbowanych tam na miejscu próbek czesanek i wełen, które najpierw malowniczo porozkładałam po domu w celu dosuszenia...

Zdaje się że farbowanie czesanek to właśnie będzie TO!

.

Mam już oczywiście szalone związane z tym tematem plany, zamierzam wypróbować przede wszystkim możliwości naturalnych barwników, kolory jakie z nich można uzyskać są wprost niesamowite. I naprawdę jest w nich ogromne pole do eksperymentów.

.

Nie wiem co prawda, co powie moja rodzinka na to, że w przyszły weekend będę zamiast obiadu gotowała w garach czesanki w kurkumie i kwiatach mniszka, ale generalnie myślę że się przyzwyczają ... ;))

.

Oprócz tego wszystkiego, oprócz całej masy miłych wspomnień, przywiozłam też ze sobą drobiazg, którego urok już dawno mnie zachwycił i nie miałam nawet cienia nadziei że będzie kiedyś należał do mnie :)

.

Dziękuję Ci Elu, raz jeszcze :)

.

PS.

I powiem Wam w tajemnicy, że zdaje się udało mi się skutecznie zarazić Córcię ręcznymi robótkami :) Niby zabrałam ją po prostu na kilka dni za miasto, żeby łyknęła sobie świeżego górskiego powietrza. Ale jakoś tak, "niechcący", zdaje się łyknęło moje dziecko bakcyla! Hurrra!!

Komentarze

  1. Fantastycznie, ze pojechałyście i wzięło Was na całego. Strasznie jestem ciekawa Twojego farbowania i wełenek gotowych "własnej produkcji". A pokaż jeszcze jakieś zdjęcia "przędzionek" z kursu? Ale supeł, ja już się pisze jako klientka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczenka mnie opadla do samej ziemi i dziure wybila. Jak pieknie, ze jest moda na odtwarzanie starozytnych technik, poki jeszcze sa ludzie, ktorzy to potrafia! Nie wszystko skomputeryzowane, zmechanizowane; jest miejsce dla CZLOWIEKA!
    qd,chlebowa

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu,tak się cieszę,że wróciłyście zadowolone! A wiadomość o Marcie jest po prostu super!

    Farbowanie,to prawdziwa magia.
    Pamiętaj tylko,za nic nie podnoś przykrywki :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Aniu, cieszę się, że ten mały kwiatek będzie Ci przypominał wspólnie spędzone chwile:)
    A Martusia, musicie wiedzieć była niezastąpiona w dostarczaniu nam pięknie zgręplowanej na dużej gręplarce czesanki. Dzięki jej pomocy, mogłyśmy w pełni skupić się na przędzeniu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Me encantan los trabajos que salen de tus manos, sin duda tienes un don natural para fabricar belleza.

    Un abrazo,

    Pepe

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz