Przystanek sto czterdziesty ósmy

Ponieważ w oczekiwaniu na zakupione na allegro odczyniki, które "szły" do mnie jakoś wyjątkowo długo, odczuwałam nieodpartą potrzebę popełnienia kolejnego szalonego eksperymentu, nabyłam drogą kupna kilka chemicznych barwników do tkanin (oczywiście do dziś żałuję że nie kupiłam w Lądku sobie zestawu barwników Ashforda, tak jak Ela).

No i wypróbowałam je sobie, zamiast na białej, na jednej z moich na żółto pofarbowanych czesanek, bo oczywiście nie mogę nic zrobić w normalny, prosty sposób, muszę zawsze sobie trochę przekombinować.

Użyłam fioletu, brązu i turkusu. Chyba widać ? ;)))





No wiem, wiem, powinnam była farbować białą czesankę a nie juz ufarbowaną, ale sami wiecie, niektórzy ludzie już tak mają, że muszą sami wypróbować na sobie różne głupie pomysły, bo inaczej nie uwierzą że są one rzeczywiście do niczego. Ja tak właśnie mam, niestety.

Kolor tak naprawdę jest o wiele ciemniejszy, fotkę zrobiłam w pełnym słońcu więc wydaje się że jest znośny. Nie jest. Jest ciemny i dziwny ...

Co prawda, uprzędziona wełenka trochę zyskuje, ale oczywiście to nie tak miało wyjść ... :)))



W każdym razie, dalej twierdzę że zabawa jest przednia. Nawet jeśli wyniki eksperymentów nie są do końca zadowalające.

Przede mną parę wolnych dni, odczynniki stoją sobie grzecznie w sloiczkach i czekają na te moje wolne dni z równym utęsknieniem jak ja. Ojej, co to się będzie działo! Hehe, mam tylko nadzieję że nic mi w garnku nie wybuchnie :)

A tymczasem pozwólcie że przedstawię Wam mój nowy nabytek:





Tak, tak! Kupiłam sobie nowy kołowrotek!
Nowy to oczywiście zbyt wiele powiedziane, jest rzecz jasna raczej stary, wypatrzyłam go znowu na allegro, zakochałam się no i jest!
.





Już teraz wiem, że nie jest to mój ostatni kołowrotek, bo oprócz tego że kiedyś
n a p e w n o dokonam zakupu kontrolowanego i nabędę prawdziwą nowiutką Elizabeth Ashforda, albo któryś równie piękny i elegancki kołowrotek Kromskiego,
wiem że z pewnością pozwolę sobie jeszcze nieraz (o matko, co ja piszę!) ulec odruchowi szaleństwa i zakochać się w jakimś kolejnym ślicznym starociu ...
.
.
Być może nie powinnam tak publicznie się do tego przyznawać, tym bardziej że mój Mężuś kochany podczytuje sobie często mojego bloga, ale z drugiej strony kto jak nie on dołożyl mi się do tego ostatniego zakupu ?
.
Właściwie połowa kołowrotka jest jego :) Może zechce wraz ze mną inwestować w stare kołowrotki? Jak myślicie? ;-)
.
.
Choć za radą Eli obejrzałam sobie dokładnie zdjęcia aukcji, oraz poprosiłam o przysłanie kolejnych bardziej szczegółowych, do końca nie byłam pewna w jakim stanie będzie kołowrotek.
.
Jak to zwykle na allegro, mimo wszystko kupuje się trochę na wyczucie.
.
No i nie powiem, troszkę byłam zdegustowana, kiedy odkryłam że uchwyty które utrzymują na swoim miejscu wrzeciono wykonane są ... ze skóry ...
.
.


.
.

Nie zauważyłam tego na zdjęciach z aukcji, więc trochę się zdenerwowałam tym faktem, zwłaszcza że po złożeniu i pierwszym "zakręceniu" kołowrotek skrzypiał jak szalony, a wrzeciono kręciło się dość opornie.
.
.
Szczerze mówiąc nie sądziłam żeby smarowanie coś tu mogło pomóc. Ale, wyobraźcie sobie, pomogło! Napsikałam we wszystkie możliwe miejsca taką zwykłą oliwką w sprayu do zamków.
.
No i chodzi jak po maśle! Cichutko i leciutko. Wspaniale!
.
Nie wiem co prawda jak trwałe są takie skórzane "łożyska". Pewnie się kiedyś wyrobią. Ale będę się martwić dopiero wtedy. Póki co jestem bardzo zadowolona :)

Komentarze

  1. Piękne te fiolety Ci wyszły, zachwycające:)

    OdpowiedzUsuń
  2. W niektórych modelach Kromskich te elementy też są ze skóry - to chyba taki tradycyjny sposób ich mocowania. Do oliwienia trzeba używać oleju "maszynowego" (takiego jak do maszyny do szycia) Gratuluję zakupu - trafił Ci się kołowrotek w idealnym stanie! Wygląda pięknie i z pewnością będzie Ci dobrze służył.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu, ładna Ci wyszła ta wrzosowa włóczka :)
    Kołowrotek jest w bardzo dobrym stanie . Poza tym jest uroczy :)
    Nie mogłaś lepiej trafić , z tym skórzanym mocowaniem wrzeciona . Świadczy o wysokiej klasie kołowrotka i jest baaardzo trwałe. Widać , że na kołowrotku mało pracowano, więc jest jak nowy .
    Serdecznie Ci gratuluję wspaniałego zakupu :):):)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojej, czuje sie podbudowana, sama nie wiedzialam ze az tak dobry kolowrotek mi sie trafil :)
    Co do fioletow, to naprawde nie sa az takie piekne. Ale generalnie ciesze sie ze nie zepsulam calkiem wloczki :))))

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie bardzo podoba się Twoja czesanka:) Ja pakuję czesankę do garnka, nakładam barwniki i czekam co z tego wyjdzie. Zawsze jest niespodzianka. Kolejna niespodzianka to nitka, jaka "wychodzi" z czesanki.
    Gratuluję pięknego kołowrotka:))
    Pozdrawiam, Sabina

    OdpowiedzUsuń
  6. I mnie bardzo podoba się Twoja fioletowa czesanka! Jest niezwykle urocza.I nie wydaje mi się żeby jej zaszkodził fakt,że nie była biała.

    Kołowrotek jest rewelacyjny.Skórzane paski to bardzo stara metoda trzymania wrzeciona,choć ja ze zdjęć znam głównie skórzane pętle. Myślę jednak,że Twój sposob będzie i trwalszy, i wygodniejszy w pracy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo podoba mi się efekt przędzenia, ale pewnie ja się nie znam - w każdym bądź razie ładnie wygląda to połączenie kolorów

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz