28.2.10

Przystanek sto czterdziesty pierwszy

Wiedziałam że się uda jakoś przetrzymać tę zimę! Ciężkawo było, nie powiem, czasem naprawdę miałam dosyć. Ale były też chwile milsze, sobotnio-niedzielne spacery po zaśnieżonym lesie dawały zapomnieć o tym że tak naprawdę to ... nie cierpię zimy ...

Ale teraz już sza, ani słowa o zimie!

Od jutra marzec, a jak marzec to nareszcie wiosna :)
.



.

.
Tak tak, wiem, od środy ma być oziębienie,
pewnie jeszcze parę razy coś białego z nieba spadnie,
pewnie jeszcze trochę chlapy na przemian z mrozem nas czeka,
ale nie szkodzi!

Wiosna idzie i już!
.
.

Dziś, kiedy wreszcie stopniała wielka śniegowa poducha w ogródku, odkryłam, że wykiełkowały już krokusy!

.
.


.
.
widać też już czubki kiełkujących tulipanów, a pąki ciemiernika są coraz bardziej widoczne.
No i pięknie zakwitł nam w tym roku oczar...



.

.


.
.


I znów będę mogła wyczekiwać kolejnych kiełków, pąków, listków, ehhh ... uwielbiam wiosnę!
.
.
Pierwszym jednakowoż krokiem na wiosnę będzie kolejny płotek, który musimy ustawić w ogrodzie, żeby chronić moje ukochane roślinki przed stratowaniem, bo wiadomo że co osiem wielkich ciężkich rozpędzonych łap to nie cztery ...
,
A zanim uda mi się (o ile w ogóle mi się uda!) wytłumaczyć moim dwóm czarnym osiołkom, że tu nie wolno i tam nie wolno, to może być cokolwiek za późno ...
.
.

A propos osiołków, to powinnam na nich właściwie mówić moje kochane alpaczątka :)
.
Co poniektórzy wiedzą że od dawna noszę się z zamiarem uprzędzenia psiej wełenki, od kiedy tylko jest z nami Aron, chodzi mi po głowie ten pomysł. Zbierałam jego sierść przy czesaniu, marząc dopiero o kupnie kołowrotka.
.
No a teraz nie dość że mam już narzędzie pracy, dokupiłam sobie też jakiś czas temu odpowiednie czesadła, zgrzebła czy jak one tam się po polsku zwą.
.
No i mam już dwa zwierzaczki do wyczesywania! Przy czym sierść Miśka jest niczym owcze runo... Takiego puchatego psa to ja jeszcze nie widziałam. No alpaczątko prawdziwe!
.
.
.
.
Próbowałam zrobić dobrą fotkę, ale nie wychodzi ta jego puchatość i gęstość na obrazku.
No trudno, musicie mi wierzyć na słowo :)
.
W każdym razie moje zapasy psiego runa powiększają się.
Spędziłam weekend na rozczesywaniu Misia, który trochę podfilcowane ma futerko, więc pracy jeszcze trochę przy nim będzie. Ale to futerko... mmmmm.... miodzio, mówie Wam ;)
.
Jak sobie nazbieram pełną torebeczkę, to pięknie upiorę i spróbuję coś z tego wymodzić.
.
Wczoraj ćwiczyłam na kociej sierści, własność Krychowych szanuarów, Wojtka i Alego:
.
.
.
Krycha specjalnie dla mnie uzbierała, no bo chciałam zobaczyć, czy się da.
No i się da!
.
.
Trochę nierówna ta wełenka, bo włoski krótkie i dość niewprawnie mi szło to przędzenie, ale co tam, pierwsze koty za płoty, że się tak wyrażę ;)))
.
Wełna wychodzi miękka jak angora, uprałam i zobaczę co z tego będzie jutro. Niewiele jej wyszło, ot taka sobie próbeczka, ale mam już obiecane dalsze dostawy, nie tylko od Krychy, więc jeszcze sobie poprzędę :)
.
Co za niesamowite uczucie, zrobić wełnę od początku do końca :)
.
.



13.2.10

Przystanek sto czterdziesty

Już po kilku dniach życia w powiększonej rodzinie jestem pewna: mieć dwa psy to zupełnie nie to samo co mieć jednego. To jest o niebo lepsze! :)

Faceci co prawda nie tworzą jeszcze zgranej paczki, ale dopiero cztery dni minęły, więc nie traćmy nadziei że się dogadają. Obaj są przecież cudownymi mądrymi psiakami.

Dragon, który będzie raczej u nas Miśkiem, jest sto razy bardziej ruchliwy od Arona i mimo że jest o kilka miesięcy starszy, zachowuje się jak szczeniak, tak też zresztą przy Aronku wygląda :)

Aronka trochę to wkurza, bo Miśka jest wszędzie pełno, dopiero był na górze, a już jest na dole, i nie zdążysz się rozejrzeć, a on znowu pędzi po schodach na piętro., żeby nie stracić nikogo z oczu...

Nie to co stateczne psisko Aroniaste, które zanim zejdzie na dół, zastanowić się musi porządnie, w jakim celu ma to zrobić, później stanąć u szczytu schodów i ponownie przemyśleć temat spoglądając na nas z góry, po czym łaskawie zejść, po drodze przystając w połowie, rozpatrując zapewne sens tego niepotrzebnego ruchu :)

Oto parę migawek z pierwszego leśnego wspólnego spaceru, który miejscami przypominał raczej zimowy bieg na przełaj :)

Generalnie to staraliśmy się nie zostawać w tyle, bo nigdy nie wiadomo co Ci pierwsi mogą
fajnego znaleźć czy wywąchać w lesie.
Andrzej z Aronkiem przed nami, a ja frunę za Miśkiem z aparatem w ręce.


Jak coś się fajnego trafi do wąchania to trzeba wąchać podwójnie.

Gdyby przywiązać do nich sanki, uciągnęłyby nas bez problemu. Tylko nie wiem czy w jedną stronę :)

Chwilka odpoczynku.

Prawda jacy jesteśmy piękni ?

A tutaj najpiękniejszy widok na świecie: dwa umęczone spacerem psy legły tak zwanycm pokotem :)



10.2.10

Przystanek sto trzydziesty dziewiąty.

Dziś u nas dzień szalony.
Nie raz już się przyznawałam publicznie że nie mamy całkiem po kolei w głowie, więc i tym razem nie boję się do tego przyznać ...

No ale sami powiedzcie, czy w domu w którym mieszka pięć osób, trzy papugi i jeden wielki pies, może zabraknąć miejsca dla takiego przystojniaczka ?




Ta-dam, przedstawiam nowego członka naszej rodzinki!
A co na to Aron, zapytacie. No to sami przeczytajcie na Aronkowym blogu ...

7.2.10

Przystanek sto trzydziesty ósmy

A na moim Przystanku znowu kamyczkowo. " Blue sunday", chciałoby się powiedzieć...




Doprawdy, aż żałuję, że niebieski nie jest moim ulubionym kolorem :)

Chyba dla równowagi, następny weekend powinien być w jakimś "moim" kolorze. Mam trochę przepięknych kolorowych agatów i od dłuższego czasu myślę sobie co tu z nich sobie ładnego wykombinować, ale jakoś bez skutku. Wszystko się musi u mnie odleżeć, aż doczeka się swojej kolejki. Może już niedługo ?


Prawda że apetyczne ?
Na kołowrotku pustki, ale za to przybywa mi kamizelki, czy też raczej kubraczka, bo ta moja kamizelka ma mieć krótkie rękawki. Mam już tył i połowe przodów, robię jak zwykle dwa na raz, żeby się nie zanudzić przy drugim i żeby nie musieć zapisywać ile oczek gdzie spuszczam, bo tego nie znoszę (zapisywać znaczy). Wolę się przemęczyć i tymi dwoma kawałkami na raz machać :)
Ehh, weekend znów przefrunął i znów zaczynam odliczanie ...
Co prawda nadchodzący tydzień będzie się troszkę różnił od tych normalnych, bo w środę ...
ale ćśśśśś..... lepiej nic nie napiszę, bo jeszcze Aronek podczyta, a to dla niego niespodzianka będzie.
Ale będzie heca, mówię Wam ! ...
:)

P.S. Mamuniu, nie denerwuj się, słowo daję że wiemy co robimy! Wszystko będzie dobrze, sama zobaczysz :)