7.3.10

Przystanek sto czterdziesty drugi


No i proszę, a jednak potrafię czasem wydrutować jakąś robótkę do końca!
.
I jak na moje ostatnie tempo robótkowe, to nawet szybko mi to poszło ;)
.
A co najważniejsze, jestem z rezultatu chyba prawie na pewno zadowolona ...
.
.



.
,
Rzadko mi się to zdarza, bo zdecydowanie częściej tych swoich wytworów drutowych jakoś nie jestem w stanie polubić. No co ja na to poradzę. Na kimś mi się podobają, a na mnie samej - nie.
.
.
Zawsze kiedy zszywam świeżo skończoną robótkę, mam takie uczucie niepewności, nie wiem właściwie co mi wyszło, czy nie zawiodło wyczucie włóczki, fasonu, wzoru. Czy będę jako tako wyglądać, czy będzie do mnie pasowało, czy będę nosić ...
.
.
Znacie to uczucie?
.
.
Często niestety robię coś i odkładam na półkę, takich "półkowników" czekających na litościwą poprawkę albo likwidację mam w zapasie przynajmniej kilka.
.
.
Mam nadzieję że z tą kamizelą tak nie będzie...
.
Podoba mi się jej fason, bardzo podobają mi się kolory. No zobaczymy.
.
Zdjęcia na ludziu będą ... może za tydzień. Dziś całe popołudnie zszywałam i wciągałam niteczki, słońce zdążyło sobie pójść daleko zanim skończyłam.
.
Luźną inspiracją dla mojej robótki był Noro Kureyon Jacket wygrzebany na ravelry.
.
.


.
.
Podkreślam tu słowo "luźną". Tak jak najczęściej u mnie bywa, popatrzyłam troszkę na fotkę, podumałam sobie i ... zrobiłam po swojemu.
.
Tak już mam. I to nie tylko z robótkami :)
.
Przy okazji wykańczania kołnierza kamizelki, dokonałam natomiast odkrycia, które może spowoduje że po latach całych dłubania na długich drutach, wrócę znów do żyłkowych, przy których jak się okazuje łapska mnie tak nie bolą.
.
Nie wiem, spróbuję, może się przekonam. Całe szczęście że mam zapasy jednych i drugich :)
.
.

A tymczasem wracam na chwilę do moich bawełnianych kolorowych paseczków , które ostatni raz pokazywałam tu w listopadzie i których stan od tamtego czasu niewiele się zmienił.
.
A wracam zapewne tylko na chwilkę, bo jak znam siebie, rzucę się na pewną bawełnę w kolorze śliwkowym, która to bawełna niedługo przybędzie do mnie dzięki wygranej aukcji na allegro (Mężu Drogi, udawaj że tego nie czytałeś! :)
.
.
Oczywiście zero pomysłów mam na razie na to co z niej będzie, ale ponieważ jak kania dżdżu łaknę fioletów w różnych odcieniach i postaciach, to się nie martwię. Coś się wymyśli!
.
.
O, na przykład takie coś wygrzebałam w podrzuconym dziś przez Herbi linku do Twist Collective
.
.

.
Ładne, prawda?
Projekt nazywa się lorelei, podoba mi się bardzo pomysł połączenia ściegu pończoszniczego z wzorzystym. Na pewno moja producja nie będzie do tego podobna, ale cień zamysłu zaczyna się już powoli rysować ...
.
.
Zresztą co ja się tu będę deklarować, najpierw niech zobaczę moją "śliweczkę" na żywo!
.

I tym optymistycznym akcentem udało mi się szczęślwie dojechać do końca notki bez jednego słowa o pieskach, które oczywiście mają się dobrze i wszystkich serdecznie pozdrawiają :)
.
.
PS.

.
Nieee no, nie będe taka, pokażę Wam tylko jedną Aroniastą minkę. Minka ma tytuł:
.
"Może byś już zostawiła te druty i poszła wreszcie z psami na spacer!... " ;-)
.
.




Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu