20.6.10

Przystanek sto czterdziesty ósmy

Ponieważ w oczekiwaniu na zakupione na allegro odczyniki, które "szły" do mnie jakoś wyjątkowo długo, odczuwałam nieodpartą potrzebę popełnienia kolejnego szalonego eksperymentu, nabyłam drogą kupna kilka chemicznych barwników do tkanin (oczywiście do dziś żałuję że nie kupiłam w Lądku sobie zestawu barwników Ashforda, tak jak Ela).

No i wypróbowałam je sobie, zamiast na białej, na jednej z moich na żółto pofarbowanych czesanek, bo oczywiście nie mogę nic zrobić w normalny, prosty sposób, muszę zawsze sobie trochę przekombinować.

Użyłam fioletu, brązu i turkusu. Chyba widać ? ;)))





No wiem, wiem, powinnam była farbować białą czesankę a nie juz ufarbowaną, ale sami wiecie, niektórzy ludzie już tak mają, że muszą sami wypróbować na sobie różne głupie pomysły, bo inaczej nie uwierzą że są one rzeczywiście do niczego. Ja tak właśnie mam, niestety.

Kolor tak naprawdę jest o wiele ciemniejszy, fotkę zrobiłam w pełnym słońcu więc wydaje się że jest znośny. Nie jest. Jest ciemny i dziwny ...

Co prawda, uprzędziona wełenka trochę zyskuje, ale oczywiście to nie tak miało wyjść ... :)))



W każdym razie, dalej twierdzę że zabawa jest przednia. Nawet jeśli wyniki eksperymentów nie są do końca zadowalające.

Przede mną parę wolnych dni, odczynniki stoją sobie grzecznie w sloiczkach i czekają na te moje wolne dni z równym utęsknieniem jak ja. Ojej, co to się będzie działo! Hehe, mam tylko nadzieję że nic mi w garnku nie wybuchnie :)

A tymczasem pozwólcie że przedstawię Wam mój nowy nabytek:





Tak, tak! Kupiłam sobie nowy kołowrotek!
Nowy to oczywiście zbyt wiele powiedziane, jest rzecz jasna raczej stary, wypatrzyłam go znowu na allegro, zakochałam się no i jest!
.





Już teraz wiem, że nie jest to mój ostatni kołowrotek, bo oprócz tego że kiedyś
n a p e w n o dokonam zakupu kontrolowanego i nabędę prawdziwą nowiutką Elizabeth Ashforda, albo któryś równie piękny i elegancki kołowrotek Kromskiego,
wiem że z pewnością pozwolę sobie jeszcze nieraz (o matko, co ja piszę!) ulec odruchowi szaleństwa i zakochać się w jakimś kolejnym ślicznym starociu ...
.
.
Być może nie powinnam tak publicznie się do tego przyznawać, tym bardziej że mój Mężuś kochany podczytuje sobie często mojego bloga, ale z drugiej strony kto jak nie on dołożyl mi się do tego ostatniego zakupu ?
.
Właściwie połowa kołowrotka jest jego :) Może zechce wraz ze mną inwestować w stare kołowrotki? Jak myślicie? ;-)
.
.
Choć za radą Eli obejrzałam sobie dokładnie zdjęcia aukcji, oraz poprosiłam o przysłanie kolejnych bardziej szczegółowych, do końca nie byłam pewna w jakim stanie będzie kołowrotek.
.
Jak to zwykle na allegro, mimo wszystko kupuje się trochę na wyczucie.
.
No i nie powiem, troszkę byłam zdegustowana, kiedy odkryłam że uchwyty które utrzymują na swoim miejscu wrzeciono wykonane są ... ze skóry ...
.
.


.
.

Nie zauważyłam tego na zdjęciach z aukcji, więc trochę się zdenerwowałam tym faktem, zwłaszcza że po złożeniu i pierwszym "zakręceniu" kołowrotek skrzypiał jak szalony, a wrzeciono kręciło się dość opornie.
.
.
Szczerze mówiąc nie sądziłam żeby smarowanie coś tu mogło pomóc. Ale, wyobraźcie sobie, pomogło! Napsikałam we wszystkie możliwe miejsca taką zwykłą oliwką w sprayu do zamków.
.
No i chodzi jak po maśle! Cichutko i leciutko. Wspaniale!
.
Nie wiem co prawda jak trwałe są takie skórzane "łożyska". Pewnie się kiedyś wyrobią. Ale będę się martwić dopiero wtedy. Póki co jestem bardzo zadowolona :)

3.6.10

Przystanek sto czterdziesty siódmy

Ja oczywiście dalej walczę z kolorami :)
.
Po wyschnięciu, kurkumowo - kawowo - herbaciana czesanka wygląda mniej więcej tak ("mniej więcej", bo aparat niestety przekłamuje nieco kolory)
.



.
a tu w towarzystwie czesanki "czysto herbacianej" (ta na dole).
.


.
Jak widać, różnica odcieni jest niewielka, efekt w sumie daleki od tego co bym chciała osiągnąć, no ale są to w końcu moje farbiarskie początki, wiem że muszę być cierpliwa :)
.

Z cierpliwością co prawda u mnie nienajlepiej, ale nadrabiam uporem, bo uparta jestem jak mało kto!..
.
Od razu sobie spróbowałam ukręcić herbacianą wełenkę i oto jak wyszła:
.
.



No nic, marzą mi się kolorki ciemniejsze, będę eksperymentować dalej. W kolejce czeka cała specjalnie kupiona paczka kawy, łupiny cebuli, buraki po raz drugi, oraz parę innych pomysłów.
Mam czas, nie spieszę się, wszystkiego zdążę spróbować.
.
Tymczasem, w oczekiwaniu na zakupione na allegro utrwalacze, wpadłam dziś na pomysł wykorzystania papryki mielonej, ostrej jakby kto pytał ... :)
.
Efekt niestety niezadowalający, blade toto wyszło i niewiele się różniące od poprzednich uzyskanych przeze mnie odcieni (zaczynam się bać: czyżbym umiała farbować tylko na jeden kolor ?).
.
Oczywiście jutro spróbuję jeszcze raz, dwa razy więcej dam papryki i dwa razy dłużej pogotuję barwnik.
.
Niewykluczone że nic to nie da, ale spróbować po prostu MUSZĘ. Taka ma natura.
.
A jak nic z tego nie wyjdzie, to jeszcze sobie będę mogła wypróbować wersję z dodatkiem ałunu.
.
Ale to dopiero jak się doczekam przesyłki.
.
Na zakończenie, i żeby trochę temat zmienić, pochwalę się komplecikiem jaki zrobiłam dla koleżanki, z szarych agatów i kwarcu arbuzowego. Nawet się nie spodziewałam że z takich dość sporych kamyków wyjdzie tak delikatny naszyjnik, bardzo ładnie wygląda na ludziu.
.
.
.