Przystanek sto pięćdziesiąty szósty

Kwiatków ciąg dalszy, tym razem prosto z ogrodu.


Nasz oczar, którego jeden pęd zakwita jesienią na żółto, teraz pokazał piękne czerwone frędzelkowate kwiatki:



Hiacynty już się gramolą z ziemi:





Krokusów też już wszędzie pełno:
.



A żołte już zaczynają kwitnąć:
.


Jeszcze parę ciepłych dni i będę mogła pokazać moje czerwone tulipanki, które też już wylazły i lada moment będą chciały kwitnąć. Eh, ta wiosna, no po prostu ... cudna jest !




A tymczasem, Ania oczywiście dalej żyje w świecie filcowanych szmat...
.
.
To już chyba zmienia się w lekką obsesję.
.
.
Gdybym tylko miała trochę więcej czasu na swoje fanaberie, nie wyściubiałabym nosa z tych moich wszystkich skarbów, wełenek, czesanek, nitek i szmatek. No ale nie mam.
Na razie...
.
.
Tak więc wszystko robię na raty. Dwa weekendy temu wrzuciłam do farby kawałek gazy, koronkę, trochę czesanki i wełnianych kuleczek
.
.
.
.
W poprzedni weekend zebrałam wszystko do kupy i zabrałam się do roboty.
.
.
..
No i uturlał mi się taki szaliczek:
.
.
.
.
Wszystko byłoby super, gdyby nie moja ciekawość i zamiłowanie do eksperymentów, a może przede wszystkim choróbsko, które mnie dopadło w ostatni weekend.
.
Po pierwszym turlaniu szal wyszedł baardzo duży, niewiele mniejszy od początkowej wielkości gazy. Nie miałam już tego dnia więcej siły ani czasu na doturlanie drania (sprzątanie odwalić, obiad gotować i te sprawy, sami wiecie rozumiecie ...). No a w ten ostatni, zakatarzony weekend, na myśl że mam coś turlać i chechłać i miętosić robiło mi się jakoś nieciekawie...
.
No więc, Ania postanowiła wykorzystać moce sprzętu AGD i wrzuciła swój wieeelki szal do pralki ...
...
..
No i zobaczcie jak dziś wygląda, rozłożony na tym samy stole na którym był turlany...

..
.
Przyznać trzeba, że teraz jest naprawdę świetnie sfilcowany!
.
No cóż, eksperymenty mają to do siebie, że raz się udają a innym razem niezbyt ;)
.
Szal nie dość że się zmniejszył baaardzo radykalnie, to jeszcze nabrał twardości podeszwy, można by z niego zrobić a-poduszkę, b-torebkę, c-makatkę. Na pewno nie da już się nim otulić ...
.
Ale i tak go lubię! A co mi tam!



Komentarze

  1. Tez bym go lubila, bo podoba mi sie bardzo, taki jedyny w swoim rodzaju.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się bardzo, kolory super a wzór przypomina turecki dywan. Mimo, że zmienił formę użytkowania jest świetny. Ja też kiedyś wrzuciłam czapkę, która znęcała się nade mną i była nie filcowalna. Następny raz spróbuj na program do prania wełny, tam jest mniej obrotów i niska temperatura.

    OdpowiedzUsuń
  3. d) bardzo piękny bieżnik na stół

    ja tak filcowałam czapkę, po wyjęciu z pralki wlazła na głowę misia...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to cudownie mieć swoją wiosnę w swoim ogrodzie. Regularnie zazdroszczę:)Kolory wełenek i szala cudne. Fakt pralka filcuje bardzo solidnie:)A co myślisz o dywaniku? Taki by był cudnie wiosenny:)
    Co do filcowania szala to podpowiedziały mi dobre duszki,żeby robic tak: Układasz na folii bombelkowej i folią przykrywasz. Kij od szczotki lub jakąś rurkę sztywną wkładasz w takie szare gąbkowe rury do ocieplania rur ;)( nie za duża średnica)można takie kupic w Leroy Merlin i dopiero zwijasz na takiej podwójnej rurze, zawiązujesz i rolujesz po każdej stronie szala po 150 razy. Zbiega się tyle ile potrzeba, tylko trzeba sie mocno nachetać. Uściski przesyłam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki Wam za miłe słowa, na pewno do czegoś mi się przyda :)
    Kaprysiu, rolowałam go, a jakże! Ale taki mi sie wydawał niedorolowany jakiś i ... za duży ... :)))))
    No to teraz mam. A na dywanik sie nie nadaje bo za mały. Chyba że będzie kiedyś takich więcej, to pozszywam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz