4.4.11

Przystanek sto sześćdziesiąty pierwszy

No i zaczęło się: do wachlarza weekendowych rozrywek lub jak kto woli "zajęć własnych" doszły znów prace ogrodowe...

Nie żebym marudziła, o nie, bardzo sobie lubię tak pokicać między roślinami na świeżym powietrzu, tylko ja się pytam: czemu nikt nie przedłuża wiosną weekendu?!

No jakoś nikt na to nie wpadł jeszcze, zupełnie nie rozumiem dlaczego...

W związku z tym, w efekcie mojego pierwszego w tym roku ogrodowego kicania zabrakło mi czasu (i siły, nie bójmy się tego powiedzieć) na inne twórcze rozrywki.

Całe szczęście, że w poprzedni weekend biżutkowy komplecik sobie skleciłam, z pięknych kolorowych kamyczkow turmalinu, to choć mam co pokazać oprócz kwiatów, kwiatków i kwiatuszków, którymi Was ostatnio raczę do upadłego...


.


Bardzo lubię turmalin, ale choć zgromadziłam te kamyki już dawno, nie mogłam się na nic konkretnego zdecydować. Musiały się odleżeć aż samo mi coś przyjdzie do głowy. No i, jak widać, przyszło :)


Mam takich ulubionych kamieni jeszcze sporo. Przeglądam je czasem wszystkie, wyjmuję z torebeczek, nawlekam, dobieram, przymierzam i ... chowam. Niech czekają dalej. Kiedyś się doczekają i one.

No i obiecane kwiatki :) Bardzo przepraszam, ale nie potrafię się oprzeć chęci pokazania ich Wam. Cieszę się z każdego rozkwitającego kwiatka, tyle czasu na nie czekałam! .

To jeszcze inne wczesne tulipany, aż się rwą do słoneczngo światła:

Fiołki, najpiękniejszy chwaścik wśród moich chwaścików, rośnie ich u mnie pełno, nie mam serca się ich pozbywać, bo przez ten jeden jedyny moment w roku odpłacają się wyglądem za swoją żarłoczność w zajmowaniu miejsca innym małym roślinkom :)

Przylaszczki, od niedawna w moim ogródku:

. A tu kilka hiacyntów już wychyla się na światło dzienne:

I kolejny mój ulubieniec, czerwony ciemiernik.




Zdjęcia trochę kiepskie, bo stado kudłatych słoni raczyło stratować trochę moje kwiatki, pomimo płotków które ustawiliśmy w ubiegłym roku. Cieszę się doprawdy, że nie próbowały ich przesadzać, tak jak miało to miejsce w przypadku jednego pięknego berberysa oraz perukowca który niejeden już kryzys przeżył, ale nie wiem czy przeżyje radosną twórczość ogrodniczą moich kochanych piesków...

1 komentarz:

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu