16.10.11

Przystanek sto siedemdziesiąty pierwszy


To, że na pół lata zostałam bez komputera, miało swoje złe i dobre strony...

Jedna z tych dobrych, to powrót do wieczornego drutowania. Co prawda i tak za wiele na raz zrobić nie daję rady, bo łapska mi drętwieją jak dawniej, ale zabrałam się za jeden z wielu niedokończonych sweterków i nawet udało mi się go prawie skończyć!

Co prawda, nie pamiętam już zupełnie dlaczego u licha wpadłam na pomysł sweterka akurat w paski, bo przy mojej nazwijmy to figurze nie jest to idealny wzór, ale skoro już zaczęłam, to wypadało ciągnąć dalej. No to jest:



Taki sobie grzeczniutki sweterek :) Przyda mi się, bo ja bardzo lubię swetry rozpinane.

Mańce całkiem w nim dobrze, więc mam nadzieję że i ja jako tako będę wyglądać, a co najważniejsze, że będę go nosić, bo z tym u mnie różnie bywa :)

Wykończyłam plisy szydełkiem trochę z braku laku, bo ściągaczy ostatnio nie lubię, a nic innego jakoś mi się nie podobało. No i te szydełkowe pliski całkiem nieźle wyglądają. Jeszcze tylko guzików brak. Ale to już przecież pryszcz...

A w ramach sprawozdawczości z SZALeństwa, pokazuję kolejne moje wariacje na temat zieleni i różów.






Jedwab był w zielono-różowe mazy, a ja dodałam więcej mazów, tym razem wełnianych :)
Po kliknięciu powinno się powiększyć, będzie wtedy lepiej widać.

Z drugiej strony spokojniej:


Ciąg dalszy nastąpi. Mam gotowy jeszcze jeden, zupełnie zwariowany, zupełnie niepodobny do poprzednich, ot tak, zachciało mi się nagle nieco poszaleć kolorystycznie :)

ale o tym już w następnym przystanku ...

1 komentarz:

  1. Szalejesz:)))A sweterek bardzo pracochłonny, podziwiam. Mnie palce drętwieją tak skutecznie,że musiałam z drutowania niestety zrezygnować, za to remontu mi się zachciało, oj...

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu