10.10.11

Przystanek sto siedemdziesiąty


Na szybko pstryknęłam fotkę deseczce, która właśnie poszła sobie w świat, jak dobrze mieć pod ręką kilka zrobionych przez siebie drobiazgów, akurat potrzebowałam czegoś małego do podarowania i była sobie taka właśnie ziołowa deseczka ...



Fotka kiepskawa, deseczka zwyczajna, ale wiem że ucieszyła obdarowaną osobę, a to i mnie zaraz milej na duszy ...

Swoją drogą, strasznie zaniedbałam dekupażowanie, mam w planach kilka obiecanych bliskim przedmiotów i jakoś nie mam kiedy nad nimi usiąść. Eh, że też nie da się wolnych dni rozciągnąć wzdłuż albo wszerz, i poupychać w nich wszystkich zamiarów, planów, dobrych chęci i zachcianek ... :)))

Chyba po prostu mam ich za dużo?

No dobra, kolejny szal się zrobił i nawet miał już swoją premierę w wielkim świecie, bardzo mi było miło kiedy widziałam że się podoba.

Tak wyglądał "w trakcie": 








A tak już gotowy:





Przy okazji poznajcie Mańkę, czyli mój najnowszy nabytek, a właściwie "dostanek" :)
Marzył mi się manekin krawiecki od dawna, ale że zawsze jest sto innych pomysłów na wydanie kasy, to i odkładany był ten zakup na później i później.

Aż tu nagle trafiła mi się gratka nie lada: Szanowny Małżonek chciał mi kupić jakiś drobiazg w nagrodę za to, że poszłam z nim na mecz :D  Tak, tak - dobrze słyszycie - byłam na meczu piłki nożnej! Rok temu bym pewnie się w głowę postukała, ale widać z wiekiem człowiek trochę jednak głupieje, hehe, można to też nazwać zwiększeniem poziomu tolerancji, niech tak więc zostanie ...

No i mam prezencik! Warto było się przemęczyć te 90 minut!   :D

Mańka wygląda na razie tak jak do mnie przyjechała, ale trochę ją zamierzam zmienić, bo czarna koszulka zupełnie mi się nie podoba. Ale to w tzw. wolnej chwili, a póki co cieszę się że ktoś mnie zastąpi przy pozowaniu do zdjęć w kolejnych szalikach :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu