Przystanek sto sześćdziesiąty dziewiąty


No to pokażę jeszcze drugi z moich najnowszych szali, tym razem ten kolorystycznie "mój". Zresztą zrobiłam go dla siebie, a za podłoże posłużyła mi jedwabna chusta którą kiedyś bardzo lubiłam, a od jakiegoś czasu leżała sobie zapomniana w szufladzie. I ona też dostała drugie życie ...

Próba pokazania szala w całej jego długości, no, może prawie całej. Jak zwykle musiał w tym ujęciu pomagać mój ukochany leżaczek :)




A tu druga strona medalu, czyli wspomnienie mojej chusty...




A tu na właścicielce :)

Przyznam się że to SZALeństwo opanowało mnie do cna. Wielka szkoda że tak mało mam czasu, bo  najchętniej filcowałabym od rana do nocy :) Już samo wymyślanie i dobieranie kolorów sprawia mi ogromną przyjemność. Każdy z tych szali mógłby przecież wyglądać zupełnie inaczej, mam zawsze w głowie kilka wersji kolorystycznych i kiedy decyduję się na jedną, troszkę zawsze szkoda mi tych innych, które odejdą w niebyt ...

Na zdjęciach tego nie widać, ale wśród tych brązów wplotłam trochę bladego różu. Bardzo lubię to połączenie, zresztą odkrywam ostatnio coraz to inne, nowe zestawienia kolorów,o których dawniej nawet  bym nie pomyślała.

Niesamowita zabawa....

Komentarze

  1. Ładne szarości, tez takie lubię:)Tylko jakoś zupełnie nic ostatnio nie robię, zero weny i ochoty:( Ale pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz