1.10.11

Przystanek sto sześćdziesiąty siódmy


Żeby tak nie przynudzać ciągle o meblach i moim pokoiku, pokażę Wam dziś jeden z dwóch ostatnio zrobionych przeze mnie szali. Szalowy szał u mnie trwa, tyle że w związku z remontami i porządkami a właściwie bałaganami, czasu miałam nań niewiele. Teraz będę nadrabiać, bo jak zawsze głowa pełna pomysłów, a wieczorami przed zaśnięciem myślę nad kolorami ...

Marzyło mi się połączenie zieleni z bordo. No to połączyłam. Uwielbiam ten moment przed układaniem wełny, kiedy dobieram kolory i jak już sobie je poukładam na stole,  nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć jak będą ze sobą grały ...



Parę fotek z układania. Często robię sobie taką dokumentację, bo kiedy filcuję długi szal, niestety muszę  to robić na raty, bo mi się nie mieści na stole. I kiedy już podfilcuję i zwinę jedną połowę, często nie bardzo pamiętam co tam naukładałam, więc dobrze mieć gdzie sobie podejrzeć ;) 

Rzecz jasna to wina tego że nie projektuję na papierze. No ale nie projektuję. U mnie wszystko zawsze "z głowy" i z pamięci...  A pamięć jak widać już nie ta :)




A tu już szal ufilcowany:



Po drugiej stronie gładki, zielony


 a tu na ludziu:


a tu na jeszcze lepszym modelu, lekko sztywnawym bo drewnianym, ale przynajmniej widać szal w całości:


Tym razem schowałam malkontenctwo do kieszeni, i przyznaję że jestem z tego szala całkiem zadowolona. W naturze prezentuje się bardzo efektownie i choć znowu nie są to moje kolory, to myślę że je kiedyś powtórzę, może w odwrotnym układzie, na bordowym jedwabiu zielenie ?

A moje kolorki pokażę w jednym z najbliższych przystanków, bo ten drugi szal jest bardzo bardzo mój ...






5 komentarzy:

  1. Co tu dużo pisać:)Piękny i tyle:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu, miło Cię znów widzieć! Cieszę się z Tobą Twoją twórczością. Szal piękny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To przecudny szal w znakomitych kolorach!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny, taki soczysty.
    Lubię meble z epoki komunizmu, sama je mam w domu pojedyncze egzemplarze. Dałaś mu drugie życie.

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu