30.11.11

Przystanek sto osiemdziesiąty


No i dorobiłam wreszcie te nieszczęsne rękawki do mojego pierwszego w życiu kubraczka. Trochę  nierówne, trochę je jeszcze muszę "podrasować", ale najważniejsze że już są!


Trochę mi on smętny wyszedł, będę chyba jeszcze myślała o jakimś wykończeniu, co by go trochę rozweselić. Może coś naszyć? No nie wiem, podumam sobie nad nim.
Bałam się trochę, że po ufilcowaniu kubrak będzie na mnie za mały, ale okazuje się że jakoś się w niego wciskam, huraa :)

Niespodziewanie los obdarował mnie kilkoma wolnymi dniami, więc sami rozumiecie, że muszę ten podarek dobrze wykorzystać, zwłaszcza że dolegliwość moja nie wymaga leżenia pod kołdrą. Tak więc dziś właśnie dopadła mnie wena na coś co od lata zalegało na dnie kosza ze szmatami do przerobienia :)




Wcale nie złośliwie, pokażę tylko dwa kawałeczki, ot tak tylko trochę Was "zanęcę", bo fotki zrobione przy sztucznym świetle nie chcą pokazać prawdziwych kolorów.

Ciąg dalszy w następnym przystanku :)

3 komentarze:

  1. Pierwszy w życiu!!!?????niemożliwe!!! wspaniały!!!!
    ja bym chciała tak zrobić i już właściwie robię, na raty...bo miejsca nie mam na tyle...i czekan na wene..z którą mam ostatnio małe zatargi....pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie nęcisz, jak już się czaję na przerwę świąteczną, ale pewnie i tak czasu będzie za mało.
    Mnie kolor czarny nie przeraża, bo to ulubiony po białym.
    Pięknie wyszło.

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu