12.12.11

Przystanek sto osiemdziesiąty trzeci


Kot sie robi. Jeszcze dzień, dwa i będzie gotowy, bo udało mi się dobrnąć do końca rękawów, jestem w trakcie zszywania, więc za moment będzie. Tylko sami wiecie rozumiecie, na robienie swetra mam zarezerwowany krótki czas wieczorem, przy telewizji. A że w zasadzie telewizji nie oglądam, chyba że jakiś film ciekawy się trafi, to i czasu na druty mało. Ostatnio na szczęście (głównie dla robótek) puszczamy sobie seriale różne z płyt, więc powiedzmy że jest prawie pewne te 40 minut drutowania na dzień. I tylko dzięki temu sweter się w ogóle jakoś zrobił :)

A tymczasem, kolejny filcowy weekend za mną. Słoneczko dopisało, więc i u mnie tak trochę bardziej słonecznie:






Fotki oczywiście wieczorne i lampowe, ale lepszych nie będzie, bo szal już sobie był poszedł w świat. 
Mam nadzieję że się będzie podobał obdarowanej osobie :)

A tymczasem pokazuję Wam moje nowe zabaweczki:







Wypatrzyłam sobie na allegro takie główki do robienia czapek. Kręciłam się przy niech ze dwa tygodnie, okropnie mnie kusiły. No i mam. A co sobie będę żałować radości, zwłaszcza że kupiłam te najprostsze, najtańsze. Umieram z ciekawości JAK to się robi. Tyle że przed Nowym Rokiem się o tym nie przekonam na pewno. No bo kiedy. Ale przecież Nowy Rok już za chwilkę!

Jak tak sobie układam w głowie listę rzeczy których bym się chciała nauczyć jeszcze robić, to wychodzi mi, że sporo muszę lat jeszcze pożyć. Bo ta lista taaaaaaka długa jest :)

Poza czapkami, kapeluszami i filcowymi ciuchami, czekaja dwa kosze szmatek na patchworki, nawet dostałam od Mężusia maszynę nową do szycia, stary Łucznik zupełnie już nie chciał współpracować ze mną, pod byle pretektem strasznie na mnie bzyczał. Powiem szczerze, nigdy go nie lubiłam i już!

No to korzystając z tego że Łucznik zupełnie się rozregulował, zakomunikowałam wszem i wobec że nie skracam już żadnych spodni i nie wszywam łat z powodu braku parku maszynowego. Trochę się naczekałam, ale zadziałało :) Mam śliczną maszynkę Janome, szyje jak szalona, ma jakieś ściegi o których na razie nie chcę myśleć, mnie chwilowo wystarczają dwa, ale ja się rozkręcę, na pewno!

Miałam już też w życiu epizod hafciarski, bardzo mnie wtedy wciągnęło, teraz zupełnie nie mam na to czasu, ale wiem że jeszcze w tym kierunku się muszę rozwinąć. Zwłaszcza do takiego połączenia haftu z patchworkiem, aplikacjami itp mnie ciągnie, oj jak ciągnie!

Mam zamiar się jeszcze rozkręcić w koralikowaniu oraz spróbować sutaszu, który mnie strasznie nęci, może nie koniecznie do noszenia, ale do robienia i owszem! Bizuteria z koralików też mi się bardzo podoba, kiedyś dawno temu robiłam jakieś proste rzeczy, więc wiem, że to nic trudnego, tylko duuużo cierpliwości trzeba mieć. A ja i owszem mam. Jak tylko chcę, oczywiście :)

Co do biżuterii, to jeszcze chciałabym liznąć ceramiki. Tu już potrzebny dostęp do pieca, więc jakiś kurs by się przydał. I jeszcze nauczyć bym się chciała ze srebrem pracować. Żeby robić biżutki od podstaw, a nie tylko składać do kupy z gotowych elementów.

Czy ja pisałam już kiedyś że i tkać bym chciała?  Najbardziej to ramę taką pionową sobie zmajstrować i gobeliny tkać. Ale i na warsztacie też bym chciała umieć.  Mam dalej wymieniać?... :)

No wiem, że duże mam te swoje plany. Ale przecież niedawno jeszcze tylko marzeniem był kołowrotek i przędzenie wełny, później nieśmiało myślałam o filcowaniu, a dawno temu nawet nie pomyślałabym że sobie sama kolczyki i biżuterię będę robić. No bo akurat druty i szydełko to ja chyba prawie od urodzenia ...

No więc jak się chce to się człowiek wszystkiego może nauczyć. Tylko ten czas ...

Eh, a oni jeszcze chcą nam przedłużyć to czekanie na emeryturę. Chyba mi przyjdzie w totka wygrać i sobie samej emeryturę zafundować jak najszybciej ...

;)



7 komentarzy:

  1. Wiesz, ja się pod tym wszystkim podpisuję, tylko zamiast janome oglądam pfaff.

    Szal przepiękny, niesamowicie łączysz kolory!

    OdpowiedzUsuń
  2. Do tych marzeń dodam tylko kurs witrażu i już mamy wspólny komplecik razem z emeryturą.
    No cóż, świat jest stworzony z marzeń i wystarczy w nie wierzyć aby się spełniły.
    Dzisiaj pomyślałam, że na ferie nie będę sobie nic planować, bo nawet połowy z planów nie uda się zrealizować.
    Pozdrówki. Szal śliczny. Zapomniałabym, tak się rozmarzyłam. Maszyny nowej nie chcę, bo moje starocie nie sprawiają kłopotów a mnie się nie chce szyć. I pomyśleć, że kiedyś marzyłam o hafciarce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, jakbym o swoich planach i marzeniach czytała. Część realizuję, cześć zrealizuję kiedyś, część pewnie nigdy. Ale co tam, marzyć można a wręcz trzeba.
    Filcowy szal słoneczny, szkoda że tylko szal :). Ale oby do wiosny jak mówią.
    A z główek na pewno będziesz zadowolona, nic ich nie zastąpi w robieniu nakryć głowy - żadna piłka ani miska.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak Aniu ,jest tyle pięknych rzeczy do zrobienia ,techniki dostępne szeroko ,materiałów cudnych moc ,oczy cieszą, tylko z czasem krucho.Jestem jednak optymistką i wierzę ,że coś z tego wszystkiego na pewno uda się Tobie a i mnie zrealizować.
    Szal śliczny ,będzie grzał ramiona nie tylko dlatego ,że to czysta wełenka ale i dlatego,że kolory przypominające letnie słońce dodają ciepła,pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piekne plany!!!!A co mowic o innych przyjemnosciach typu: kino, lektura,
    podroze....itd? Moze sprobowac spac tylko 4 godziny? Juz to przecwiczylam. Nie da sie.
    Szal slicznie sloneczny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Od razu mi się skojarzyło z moimi aspiracjami językowymi - tyle jest przecież na świecie ciekawych języków; jak tu żyć, nie ucząc się ich wszystkich? ;) Ale oczywiście popieram, marzenia i dalekosiężne plany mieć trzeba!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dylematy również mnie dręczące, jak czytam:) No cóż, "ten typ tak ma", tak to chyba trzeba określić i robić swoje. Twój szal skromny w kolorystyce, ale bogaty w styl i estetykę.I baaaardzo przyciąga wzrok. A zabawek po prostu zazdraszczam:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu