21.6.11

Przystanek sto sześćdziesiąty piąty

No i znowu szal. Jak mnie wzięło to na całego!

Tu go widać "w trakcie". Filcowałam na jedwabiu.


Część już leży podfilcowana i zrolowana, druga część w układaniu.

A tu widać moi dwóch wiernych pomocników,


jak widać bardzo są zaangażowani w pracę :)

Ale myliłby się ten kto by myślał że śpią, o nie... Oni czuwają! Nie należy mamusi zostawiać samej w kuchni, nigdy nie wiadomo kiedy jej przyjdzie do głowy otworzyć lodówkę ...

A oto szal gotowy, długaśny, nie chciał pozować na krześle, musiałam go rozciągnąć na leżaczku...









A tak wygląda na ludziu. Ludź w miarę zadowolony z szala.






A dziś już oficjalnie lato, nareszcie!

Niech nam króluje słonecznie i dłuuuuugo...




5.6.11

Przystanek sto sześćdziesiąty czwarty

Jak tu nie kochać czerwca ...



Zakwitły mi nareszcie peonie, czekałam na to ładnych parę lat i miały już obiecaną wycieczkę na kompost...

Jak widać pomogło :)




Co prawda byłam na 100% pewna że te parę lat temu kupiłam ciemnoczerwoną, a tu różowiótkie kwiaty się ulęgły, no ale cóż, może to po prostu znaczy że mam kolejny początek kolekcji ... :)

Piękny ciemny kolor mają za to malwy, które nie wiedzieć jak i kiedy, same się w moim ogródku wysiewają, polubiłam je.



A o tej porze jak co roku, wszystkie grządki zarasta mi kozłówka, tak bardzo ją lubię, że nie mam siły jej wyrzucać, choć chwaścik z niej pierwszorzędny ...


No dobra, dosyć o kwiatkach, bo się zanudzicie.



Czerwiec kocham też oczywiście dla truskawek, malin, czereśni, młodych ziemniaków i botwinki, oraz całego mnóstwa smakołyków na które czekać trzeba tak długo.

Ale przede wszystkim dla światła słonecznego i dla tych temperatur ... mmm....

Z góry przepraszam wszystkich nie cierpiących upałów, kochających melancholijne jesienne wieczory i zimowe mroźne poranki. JA KOCHAM UPAŁY!!! Kocham upały i już. :)

No dobra, teraz o czymś konkretnym.

Obiecałam pokazać moją kamizelę, kiedy ją wreszcie wykończę. Tymczasem jakoś nie mam pomysłu, leży i kwitnie w kąciku, a ja sobie przeżuwam powoli różne na nią pomysły. Znając mnie, chwilę to potrwa.

No więc postanowiłam pokazać jaka jest w tej chwili. O taka:








Właściwie nie wiem do końca czego jej brakuje. No na pewno zapięcia jakiegoś, ale też jakiegoś pomysłu na wykończenie podkroju pach. Troszkę przyduże mi wyszły. Jak się chwilkę odleży to na pewno na coś wpadnę.



A tymczasem wzięło mnie na kolejny szal. Pora w sam raz na wełniane szale, prawda ;) ?...



Tym razem na białym jedwabiu, pomieszałam znowu trochę róży i fioletów.

I żadnych kwiatów, czysta geometria :)




Przyznaję że jestem prawie zadowolona ... "Prawie", bo jak zwykle dodałam o jeden szczegół za dużo, tę koronkę, która z białej zrobiła się nagle w towarzystwie róży i fioletów bardzo biała i oczywiście działa mi na nerwy...


Ale to u mnie normalne. Przyzwyczaiłam się już do tego, że zawsze coś jest nie do końca tak jak miało być, hehe. Podobno zodiakalne panny tak już mają. Zawsze z siebie niezadowolone. No ja w każdym razie tak mam.


Że też nie mogło mnie skrzywić bardziej w kierunku porządnictwa i skrupulatności, typowe panny mają tyle fajnych, przyzwoitych cech charakteru, a na ten przykład moje wrodzone bałaganiarstwo nie wiem skąd pochodzi, jakiś ascendent skomplikowany, czy co?


No ale nie mogłam sobie odmówić fotki szala na ludziu. Z zadowoloną miną rzecz jasna :)




Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu