28.9.11

Przystanek sto sześćdziesiąty szósty


Pokoju całego wciąż jeszcze nie pokażę, bo nie miałam kiedy go posprzątać, nie mówiąc o tym, że już zaczęła się ta jesienno-zimowa gonitwa ze światłem i tak naprawdę tylko w weekendy mogę jakiekolwiek przyzwoite zdjęcie zrobić. Popołudnia, te późne popołudnia, kiedy to nareszcie udaje mi się dotrzeć do domu, na sesje foto się już stanowczo nie nadają. 

No ale mam fotki na których widać efekty moich wakacyjnych przygód malarskich, więc mogę się nimi pochwalić. No to do dzieła.

Moje pokolenie (nie bójmy się tego głośno powiedzieć, pokolenie w tak zwanym średnim wieku) pamięta pewnie tzw. meble wyszkowskie. Wykonane z płyty, oklejone fornirem, dość fajne mebelki sprzed wielu, wielu lat. 

Wychowałam się wśród takich mebli. Komódki z szufladami, szafki na książki z przesuwanymi szybami w roli drzwiczek, i z pełnymi drzwiczkami, towarzyszyły mi przez całe właściwie życie, bo kiedy Rodzice się ich pozbywali, wzięliśmy je do nowego mieszkania z braku kasy na inne meble. 

I tak zostały z nami przez lata, aż w końcu po przeprowadzce do naszego wielkiego domu, przyrzekłam im zaszczytne miejsce w garażu.

Nie muszę chyba dodawać, że ich serdecznie nie znoszę, a właściwie wprost patrzeć już na nie nie mogę. 

Na wszystkie oprócz dwóch komódek z szufladami, bo wiadomo że co szuflada to szuflada. Kocham szuflady i szufladki, pewnie nie ja jedna.  Tak więc zamiast się ich pozbywać, postanowiłam sobie że podaruję im drugie życie. W zasadzie można sobie wyobrazić w jakim były stanie, ale na pamiątkę strzeliłam fotkę. O tak wyglądały:



Niezły widok, co?

Po długich namysłach postanowiłam nie silić się na oryginalność, bo właściwie i tak żaden inny kolor poza białym nie pasował do koncepcji kolorystycznej mojego pokoju. No to zabrałam się za malowanie:

Całkiem fajna zabawa w przeobrażanie :)
Dokupiłam jeszcze nowe gałki, i proszę bardzo, oto moja stara paskudna komódka w nowym wydaniu:





Mam dwie takie same, myślę że dzięki tej przemianie posłużą mi jeszcze parę latek, wypchane papierzyskami i różnymi moimi skarbami. Prawdziwe socjalistyczne "antyki"  :)

Ciąg dalszy nastąpi, w następnym Przystanku może uda mi się pokazać moją dumę czyli przeobrażone biurko, a właściwie stół z ikei, któremu ... ale o tym już następnym razem...

26.9.11

Przystanek po przerwie

No to wracam do świata. Nareszcie.

Trochę mi się zeszło, ale to naprawdę nie moja wina...

No, może trochę moja, bo sobie kompa zepsułam. Niby to on sam się właściwie zepsuł, ale czy można absolutnie nie czuć się winnym kiedy w notebooku  doszczętnie  rozpadają  się  zawiasy?

Od czego się rozpadły, ano od ciągłego otwierania i zamykania klapy... No niby do tego ona właśnie służy, ale kto wie, może za często? może za mocno? może jakieś inne za ...
W każdym razie zostałam bez okna na świat i choć zaglądałam często do pożyczonych okien, ale wiadomo, to nie to samo...

No ale już mam. Nowe całkiem okno, mam nadzieję że zawiasy ma mocne bo ani myślę je przestać używać.  

Lato całe przeleciało kurcgalopem, jak zawsze zresztą. A ja to swoje lato spędziłam pracowicie, remontowo i bałaganiarsko. Zabrałam się wreszcie za remont swojego pokoju. Mojego kącika i azylu, pracowni i rupieciarni razem wziętych. A było co remontować, kolejne pomieszczenie w naszym domiszczu zapacykowane na amen starą klejową farbą, po pierwszym zetknięciu z "tymi ręcami" wyglądało tak:



Oj nie powiem, oglądam to teraz spokojnie, ale nie da się opisać mojej gamy uczuć do świata oraz do poprzednich właścicieli domu, w którym zresztą kilka podobnych pomieszczeń na remont dalej czeka ...
A poniżej stan nazwijmy to przejściowy, faza najgorsza już była za mną. Widać że walczyłam z gładzią gipsową, walka była nierówna, nie powiem kto wygrał, ale zdjęć z bliska nie pokażę .. ;-P



Etap końcowy wygląda już przyzwoicie, ależ się nakombinowałam z tymi kolorami! Wiedziałam że nie chcę mieć białych ścian, choć po tych prawie pięciu latach spędzonych w obrzydłych mi doszczętnie żółciach, ciągnęło mnie do bieli bardzo! No i stanęło na pół na pół. Znaczy nie do końca, półtorej ściany mam brązowej a reszta bialutka. Baaardzo mi się podoba :)




A tutaj fotka jeszcze pustego, świeżo nabytego za pół ceny wymarzonego i długo wyczekiwanego regału.


A tutaj widać moją ukochaną kanapę jeszcze nie do końca złożoną.


Dziś rzecz jasna i regał i kanapa i cały pokoik zupełnie inaczej już wyglądają, umiem bardzo szybko zagospodarowywać powierzchnie, ale jak tylko trochę posprzątam to Wam pokażę, tym bardziej że muszę się jeszcze pochwalić moim biurkiem, też długo wyczekiwanym, "podrasowałam" je sobie nieco i mam z tego duuuużo frajdy :)

Ale to już w następnym Przystanku. Do szybkiego zobaczenia :)

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu