Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2011

Przystanek sto osiemdziesiąty szósty

Ja tam nie narzekam, że śniegu nie ma. A powiem więcej: mam cichutką głupiutką nadzieję, że tej zimy go wcale nie będzie... No, przynajmniej na nizinach. Kto chce, niech sobie jedzie w góry i śmiga na nartach, a ja poproszę zimę bez zimy ...
Jakoś udało mi się dotrwać do końca grudnia bez tradycyjnej zimowej deprechy, ciekawe czy to dzięki temu że nie ma śniegu ?
Święta jak zawsze przefrunęły. No i fajnie. Cały grudzień ma to do siebie, że przelatuje jak szalony. I za to go lubię, w przeciwieństwie do stycznia, który wydaje mi się zawsze straaasznie długi...
Mikołaj w tym roku tradycyjnie dobrze wywiązał się z prezentowego zadania, odkąd przeszłam na "sterowanie ręczne", nie ma co prawda miłych niespodzianek, ale za to są prezenty trafione w dziesiątkę.
W tym roku znalazłam pod choinką m. in. dwie mocno wyczekane i wymarzone książki:


Och, nie mogę się nimi nacieszyć!

Internet internetem, ciągle ślęczę przy kompie i oglądam cudzą piękną twórczość, ale jednak co papier to pap…

Świątecznie ...

Za Aronkiem życzę Wam oraz Waszym Bliskim dwu- i czworonogom, miłych i spokojnych Świątecznych Dni! A i Nowy Roczek niech będzie dla nas wszystkich łaskawy. 

Przystanek sto osiemdziesiąty piąty

Święta tak blisko, jak zwykle grudzień przemknął galopkiem,
nie narzekam, bo to znaczy że blisko do wiosny :) W każdym razie podobno od dzisiaj dnia nam będzie przybywać. No, zobaczymy ...

Pokażę dziś mój szalony szal, bo pewnie nie będę miała pod koniec tygodnia na to zbyt wiele czasu.

Zdjęcia robione w trakcie układania są ładniejsze niż gotowego szala, bo oczywiście gotowy był dopiero wieczorem, no i znowu ta lampa...

Koleżanka zamawiając ten szal powiedziała mi nieostrożnie dwie rzeczy: że osoba obdarowana lubi meksykańskie klimaty i że dość odważnie się ubiera...

Hehe, w to mi graj, moja wrażliwa na latynoskie dźwięki dusza po prostu oszalała z zachwytu ...

Oto jak się układało:











A teraz już gotowiec, niestety naprawdę stracił dużo uroku przez światło flesza:








W każdym razie musicie mi wierzyć na słowo, że wyszedł całkiem ładny, totalnie szalony, bardzo cieplutki i przytulny. I przyznaję że trochę żałuję że tak szybko pomknął w świat, nie zdążyłam się nim nacieszyć, chyba będę mus…

Przystanek sto osiemdziesiąty czwarty

Czarnokoci sweter gotowy :)

Sweter jak sweter, zwykłe swetrzysko. Ale ważne że skończyłam, bo ostatnio u mnie z tym różnie bywa. No a najważniejsza zadowolona mina właścicielki, która co prawda obiecała zapozować, ale jakoś się nie doczekałam, więc skorzystałam z usług Mańki, która zawsze gotowa na blogu wystąpić :)

A ja tymczasem zabrałam się za kolejną dłubaninkę tysiąclecia, czyli aranową kamizelę dla siebie, z szarej wełny, która leży u mnie od lat, doczekała się nareszcie bidula!

Jak zawsze na skróty idąc, nabrałam 210 oczek i zamierzam za jednym zamachem warkoczować tył i przody, że niby tak szybciej będzie, hmm, no zobaczymy. Na razie udało mi się rozliczyć wzór na oczka, nabrać te 210 oczek i przerobić cztery rzędy. Nie obiecuję, że szybko pokażę skończone dzieło :)

A wracając do tematu poprzedniego posta, oraz Waszych komentarzy, tak naprawdę to czułam że nie jestem osamotniona w tych marzeniach o nauczeniu się tego i tamtego i jeszcze stu innych technik. Za mało na to wszys…

Przystanek sto osiemdziesiąty trzeci

Kot sie robi. Jeszcze dzień, dwa i będzie gotowy, bo udało mi się dobrnąć do końca rękawów, jestem w trakcie zszywania, więc za moment będzie. Tylko sami wiecie rozumiecie, na robienie swetra mam zarezerwowany krótki czas wieczorem, przy telewizji. A że w zasadzie telewizji nie oglądam, chyba że jakiś film ciekawy się trafi, to i czasu na druty mało. Ostatnio na szczęście (głównie dla robótek) puszczamy sobie seriale różne z płyt, więc powiedzmy że jest prawie pewne te 40 minut drutowania na dzień. I tylko dzięki temu sweter się w ogóle jakoś zrobił :)
A tymczasem, kolejny filcowy weekend za mną. Słoneczko dopisało, więc i u mnie tak trochę bardziej słonecznie:





Fotki oczywiście wieczorne i lampowe, ale lepszych nie będzie, bo szal już sobie był poszedł w świat.  Mam nadzieję że się będzie podobał obdarowanej osobie :)
A tymczasem pokazuję Wam moje nowe zabaweczki:






Wypatrzyłam sobie na allegro takie główki do robienia czapek. Kręciłam się przy niech ze dwa tygodnie, okropnie mnie kusi…

Przystanek sto osiemdziesiąty drugi

Trzeba przyznać że troszkę monotonnie się zaczęło robić na moim Przystanku: gdzie nie spojrzeć szale i szale. Aż się nie mogę doczekać, kiedy skończę czarnokoci sweter, żeby trochę temat zmienić.
Ale on się jakoś nie chce skończyć, utknęłam w połowie rękawów, nie wiedzieć czemu. No ale może się zawezmę i je wreszcie skończę, zwłaszcza że już robi się trochę bardziej zimowo i swetrzysko przydałoby się Dziecku, oj przydało. 
O ile się, rzecz jasna, spodoba ...
A tymczasem kolejny liściasty szal, mimo że się publicznie zarzekałam, że ani jednego liścia więcej. Oto i on: 


Tło trochę dziwne, ale biegałam z Mańką po domu w poszukiwaniu dobrego światła, a gdzie znalazłam światło, tam w tle było niezbyt fotogenicznie. No to musiałam zamazać ...

A jutro postaram się pstryknąć fotki moim nowym nabytkom, które jak mam nadzieję pozwolą mi spróbować sił w kategorii: filcowe nakrycia głowy. Nie znoszę czapek, jak już zima mnie przydusi, to wdziewam na łeb berecik z antenką, ale tak sobie myślę, że…

Przystanek sto osiemdziesiąty pierwszy

Ta szmatka co zalegała od kilku miesięcy w koszu to było takie jedwabne niby-poncho. Leżało, leżało, aż się doczekało:
No i dostała szmatka swoje drugie życie:

W poszukiwaniu dobrego światła oblazłam z Mańką w ręce cały dom, ale nie dało się, skończyło się wreszcie w ogródku. Tu w miarę widać jak naprawdę szmatka wygląda :)


A tutaj detali parę. Moje ulubione wełniane kuleczki i włóczka "włochata":




 A to lewa strona poncha, czyli jak jedwabna szmatka naprawdę wyglądała:


Przyznam, że idea poncha bardzo mi podpasowała, myślę że zabiorę się zaraz za następne.

I... uwielbiam frędzelki! Może w robieniu są trochę wkurzające i nigdy nie chcą mi się zmieścić na stole, ale za to jak już są, to ja je bardzo lubię :)