29.12.12

Przystanek dwieście trzynasty

 Gotowa bransoletka z agatem wygląda tak:



A z bliska tak:

A na ręce Białej Damy tak:



W kolejce czeka kolejna niebieska bransoleta. Kaboszon to piękny okaz dumortierytu. Dostałam go kiedyś jako gratis przy okazji zakupów w jednym z moich ulubionych sklepów z elementami do robienia biżuterii, i przeleżał się troszkę z racji swej niebieskości i mojego do niej dystansu.



No ale na szczęście dystanse mają to do siebie, że się zmniejszają...
:)

Kolejny eksponat z poczekalni, to guzik od futra, który pokazywałam Wam parę miesięcy temu przy okazji porządków guzikowych.

Wreszcie i na niego mam pomysł.


A na koniec pokażę kolejny etap mojej jaspisowej haftowanki. 

Jak widać nabiera rumieńców.


Idzie mi to haftowanie powolutku, ale idzie. Ciąg dalszy pokazywania postępów nastąpi :)



8.12.12

Przystanek dwieście dwunasty


Zima wreszcie postanowiła się określić, no i nas zasypało...

Eh, próbuję się pocieszać, że tylko trzy miesiące zostały do wiosny, ale jakoś nie do końca to radośnie brzmi. 

No to, póki co, trochę wiosny w koralikowaniu:




Co ja poradzę, że lubię różowe koraliki ...  ;-P

Nie, żebym na co dzień w różowościach chodziła, ale co mi szkodzi szare życie osłodzić cukiereczkowym kolorem :)

A tu niespodzianka, kolor niebieski, którego w mojej szafie i otoczeniu nigdy nie było:


Ehhh, morza i muszelek mi się zachciało...


Trochę chyba ta bransoletka  minimalistyczna wyszła, no ale taka wyszła i już.

Udziubałam też za to taką mniej minimalistyczną,  z turkusowym ceramicznym kaboszonem.









Przyznaję, że bardzo mi się podoba, tylko ciężko ją dobrze sfotografować, bo strasznie "świcunca" wychodzi na zdjęciach.

Spróbowałam jeszcze inaczej i chyba jest trochę lepiej.




Zresztą na ręce bransoletka zawsze lepiej wygląda...



Nie, nie, to nie ja tak zmarzłam, to ręka mojej Białej Damy :)



Zakupiłam sobie taką, żeby nauczyć się wreszcie lepiej fotografować te swoje wytwory. Może się i kiedyś nauczę. Grunt to mieć okazję do zakupienia nowej zabaweczki, nie?

Biała Dama posiada też głowę, a raczej jej część, do prezentacji kolczyków, ale zapomniałam pstryknąć, więc pokażę przy następnej okazji.

Zakoralikowało mnie jak widać nieco, no i przyznaję, że końca planów nie widać (a kiedy widać?...)

Jak zawsze mam napoczęte przynajmniej cztery różne sztuki, zanęcę tutaj fotką pięknego wielkiego plastra agatu, który jest w trakcie przemiany w nieco ekstrawagancką bransoletę.


No i wróciłam po kilku miesiącach do mojego jaspisu z obrazkiem :)


Tak wyglądało wczoraj, dziś już widać o wiele więcej. Do skończenia potrzebuję jeszcze kilku popołudni pełnych świętego spokoju, a o to, jak wiadomo, w moim dniu codziennym baaardzo trudno, choć poczyniłam ostatnio parę malutkich kroczków w kierunku odgruzowania sobie paru wolnych chwil w weekendy. Nie ma jak strajk, a potem konstruktywne pomysły w celu DELEGOWANIA zadań domowych. Nie wiem doprawdy czemu tak późno na to wpadłam... 

Uprasza się życzliwe osoby o trzymanie kciuków, coby się rodzina grzecznie przyzwyczaiła...




27.10.12

Przystanek dwieście jedenasty

O pogodzie nic nie wspomnę. Szkoda gadać. Albo jest koniec października, albo ja sobie wypraszam.

Ale udam że nic się nie dzieje. 

U mnie dalej szaliczkowo. Dwa, trochę jakby podobne, ale każdy ma inny charakter. 

Ten wyszedł taki jakby trochę japoński, w naturze nie taki przygaszony, kolory są dość żywe.






Tradycyjnie, druga strona trochę spokojniejsza.



A tu niby-bliźniak. Inne tło i szalik od razu inny ma charakter.





Taki mi wyszedł trochę, za przeproszeniem, z i m o w y ...



21.10.12

Przystanek dwieście dziesiąty



Dzięki moim wielkim porządkom, oraz wirtualnemu kramikowi, udało mi się pozbyć nadmiarów zalegających dom włóczek.

 A jak myślicie, po co to wszystko? 

Ano po to, żeby wreszcie móc bez koszmarnych wyrzutów sumienia dokonać zakupu nowej, pięknej  włóczki, oczywiście! ...

Od dawna miałam ochotę na jakąś cieniowaną fajną włóczkę i na mały skok w bok od moich ulubionych brązów, beży, zgniłych zieleni i rudości. Trochę trwało zanim zdecydowałam się na zakup, ale w końcu mam :)

Kupiłam sobie Drops Delight w takich dość nietypowych dla mnie kolorkach:


Jak bardzo nietypowych, dowiedziałam się właściwie dopiero po otrzymaniu włóczki (no bo oczywiście zakup był internetowy), kiedy zobaczyłam ile w niej niebieskości...

Ja i niebieski? O rety ...
Będzie się trzeba lekko przestawić, no i jeszcze pokombinować do czego te niebieskości nosić, boż ja przecież nawet dżinsów w klasycznym kolorze nie posiadam ...

No ale pewnie zanim sobie coś z tego zrobię, to i zdążę coś wymyślić. 

Samo robienie próbek zajęło mi parę wieczorów, zanim postanowiłam, że sweterek będzie szydełkowy, a nie drutowy. No i będzie strasznie kombinowany. Część robiona normalnie, inna część z kwadratów, ot taki łatany i zszywany. Wszystko po to, żeby uniknąć pasków, które wychodzą z takich cieniowanych włóczek. U mnie takich zwykłych pasków nie będzie. Oczywiście, o ile mój zamysł się powiedzie :)

A to jeden z pierwszych kawałków mojego sweterka.



Ciąg dalszy będę po kawałku pokazywać. Mam już nawet trochę kwadratów, ale nie zdążyłam ich sfotografować, więc pokażę następnym razem.

Robota za szybko mi nie idzie, bo robię praktycznie tylko w drodze z domu do pracy, czyli w pociągu ...  Ot tak sobie właśnie postanowiłam. Mam dzięki temu dodatkowych 40 minut dziennie na robótki :)

A że ludzie się trochę gapią, to cóż... a niech się gapią!  Szydełka nie widzieli?

Poza włóczkowymi, wróciłam też trochę do robótek innego rodzaju. Z koralikowych pokażę na razie tylko kawałek takiej dość szalonej kolorystycznie bransoletki, którą zrobiłam według wzoru z książki, ucząc się przy okazji nowego koralikowego ściegu:




Mam skończoną jeszcze jedną, a trzy kolejne w robocie, więc w najbliższym czasie będzie trochę koralików na Przystanku.

No ale, co najważniejsze, wreszcie wróciła mi chęć do filcowania!..

Jeden przedłużony weekend i mam trzy nowe szaliczki.

Na czarnym jedwabiu ręcznie malowanym w kwiatki:





Drugi, granatowo - zielony:





A trzeci lekko odjechany, co ja poradzę, że czasem mam potrzebę sobie walnąć kolorkiem po oczach :D

Tu widać jak się robił:




A tu już gotowy:








A jak komuś za dużo kolorków, to sobie może go odwrócić na lewo :)


Jutro mam nadzieję na kolejną filcową niedzielę. Jaka szkoda, że tak ich mało w tygodniu ...











16.9.12

Losowanko

No sorry, sorry, u mnie czas wolny zaczyna się wieczorem ... ;)

Losowanko się odbyło, komisja wypisała na karteczce imiona zainteresowanych, pocięła karteczkę na paseczki, paseczki złożyła na czworo i wrzuciła do naczynka losującego. 



Tam zostały dokładnie wymieszane i ...

tajemnicza ręka wyciągnęła jeden los...

and

      the winner 
                          
                                is ...




Kasiu, nie wiem jak zaczarowałaś maszynę losującą, ale musiałaś na pewno coś tam mruczeć pod nosem kiedy się losowało :) 


No tak, szaliczek pofrunie do Kasi (poproszę osobisty adresik), ale wszystkim Wam dziękuję za udział w zabawie. Pewnie to nie ostatnia taka rozdawajka, więc zaglądajcie czasem do mnie :)

2.9.12

Przystanek dwieście dziewiąty



Ten przystanek będzie całkiem psi.

Czekaliśmy od jakiegoś czasu aż jakiś czarny mokry nochal stuknie nas w rękę i powie: "to ja. masz dla mnie miejsce u siebie. weź mnie." No i stuknął.

To ona, nasza nowa córeczka, Milunia :)


Aronek zadziwiony, ucieszony, zakłopotany, trochę niepewny, ale on wie, że mała Mila będzie promyczkiem słońca i dla niego :)



A Milenka, Mila, Milunia, jest takim właśnie promyczkiem dla nas wszystkich.


Nie czekaj. Daj dom psu, tyle ich czeka na miejsce w naszym sercu.

Zajrzyjcie do Domu Tymianka, na Dogomanię, czy na PrzygarnijZwierzaka. Tam czeka na Was prawdziwy Przyjaciel.

A więcej psich opowieści o naszej nowej dziewczynce znajdziecie oczywiści na blogu Aronka.

Para jak z samowara, czyli o trudnych początkach wielkiej przyjaźni

opowiada Mila na psim blogu